Wspomnienia

„Widelec” Relacja złożona przez Tadeusza Radtke

Tadeusz Radtke: I proszę pana puścili nas nie do Malborka, bo Malbork był, bombardowali 12 tygodni (?). To widziałem. W Tczewie na wieżę żeśmy weszli.

Łukasz Brządkowski: Którą wieżę? Kościoła naszego?

 

T.R.: Tak. Żeśmy patrzyli panie, jak te wybuchy tam są, te choinki (?) jak puszczali, te reflektory nocą, jak bombardowali ten zamek.

 

M.: 12 tygodni?

 

T.R.: 12 tygodni oblężenie zamku było, także Rosjanie okrążyli go panie i rąbali w niego1. I nas nie puścili, tylko z powrotem do Gniewu, tamtędy.

 

Ł.B.: A pan pamięta to bombardowanie Tczewa? W lutym [19]45 roku?

 

T.R.: W styczniu panie. Ja pamiętam jak most wysadzili w powietrze. To było proszę pana styczeń czy luty…2. Druga w nocy była. Bo my nad Wisłą byli, zostali zbombardowani. I żeśmy niżej tam poszli.

 

Ł.B.: A gdzie pan mieszkał w Tczewie? Przy jakiej ulicy?

 

T.R.: Na Wiślanej. Tam taki mały budyneczek w podwórku był. Później Babiński tam mieszkał wyżej. I później tam policja wodna na dole, na samym rogu w drugą stronę do Wisły tam się schodzi3. I tutaj …..(?) była, ogólniak na tej górce, to stoi ten budynek4.

 

Ł.B.: A za Niemca jaka tam była szkoła?

 

T.R.: Takie jakby liceum, coś z biurem mi się kojarzy. No i tamtędy przewieźli nas przez Wisłę, do Jaglofarm (?), później Ryjewo… No i się okazało… Się dowiedzieli panowie z UB, że mój ojciec w AK panie był. No ale o Polskę walczył. Gdybyśmy szli z wiatrem, to przecież wszystkiego byśmy mieli dotąd. Dobroć. Trzy razy żeśmy patrzyli w lufę karabinu. Raz gestapo, drugi panie Rosjanie, jak tu weszli do Tczewa. Wie pan, panienki, gdzie złoto, gdzie to i gdzie tamto…

 

Ł.B.: A wie pan co, bo ja cały czas szukam informacji, czy tu były jakieś ciężkie walki o Tczew. Ale ludzie mówią, że tak nie było, że Niemcy się tak nie bronili jak Rosjanie szli5.

 

T.R.: Nie, wie pan, raczej nie. Ja pamiętam, jak weszli Rosjanie, bo tak: most został zbombardowany, to była gdzieś druga w nocy. Żeśmy nie spali, bo syreny, syreny, bo Rosjanie szli już w tę stronę. Huk. Każdy się bał wyjść, bo odłamek i trup na miejscu. A rano już amfibiami Rosjanie przekraczali Wisłę6. Tam właśnie...

 

Ł.B.: A oni z tamtej strony przyszli tak? Z Wisły?

 

T.R.: Tak, z tamtej strony Wisły, od Lisewa. I żeśmy tak o 10 wyszli i tak patrzymy, jak most panie jest zbombardowany. No i było tak trochę tych trupów, tych Niemców leżało.

 

Ł.B.: Ale tak pan nie pamięta, że jakieś walki ciężkie były?

 

T.R.: Nie..., nie było panie czegoś takiego, ciężkich walk co chodzi o Tczew. Nie było.

 

Ł.B.: A teraz, jak ten widelec się u pana znalazł?

 

T.R.: Ojciec zaprosił nas na śledzika (?), bo to Wielki Piątek był. Trzech braci nas było, ja najmłodszy.

 

Ł.B.: W którym roku?

 

T.R.: [19]41…, nie [19]447. W [19]41, to brat umarł na tyfus i jest pochowany, i proboszcz tam zaraz obok leży, to mojej matki kuzyn – [Aleksander] Pronobis8, to matki kuzyn był. I też jak zastrzelili tego Neumanna, proboszcza, który zastrzelili w Tczewie, czy go wywieźli, coś takiego… To ten nasz kuzyn z Grudziądza, biskup tu go przysłał do Tczewa. Z kolei tam, gdzie brat leży, to już jest drugi grobowiec, zawsze w to miejsce to się ze świeczką chodzi zapalić.

 

Ł.B.: A te bombardowania z lutego, to pan nie pamięta, bo to dwa dni Rosjanie miasto bombardowali.

 

T.R.: Nie, ale wie pan, to Stare Miasto, to nie. Bardziej tam…

 

Ł.B.: Bo wiem, że na Wąską też spadła, Królowej Jadwigi, bo Niemcy robili dokładne notatki i te notatki przetrwały. Żandarmeria niemiecka: jaki dom zniszczony i okazuje się, że 147 osób zginęło w tym bombardowaniu. A dużo uciekinierów wtedy pod koniec lutego było w Tczewie? Ci, co uciekali wtedy z Prus Wschodnich? Dużo osób uciekało?

 

T.R.: Ale uciekało w stronę Elbląga, pamiętam jak mostem furmanki… Wszystko w stronę Elbląga9. No i zaprosił nas ojciec na tego „śledzika”. I w takim przebraniu, brodę se człowiek przylepił, żeby Niemcy go nie poznali. Usiedliśmy zaraz za drzwiami. Drzwi się otwierały i stolik tam był, że w razie jakby tego, aby ojciec poznał ich, że nas nie chwycą. Szli prosto do bufetu, bufet przy samym końcu był. No i wie pan, skórzane płaszcze, kapelusze. I ojciec mówi: pakujcie się, uciekamy. Mówi: śledzika nie będziemy jedli. No i ojciec pierwszy, jeden brat, drugi brat, a ja najmłodszy, zanim tam się wygrzebałem, miałem w ręku akurat śledzika, do ust panie brałem. I tak widelec został. Pamiątka taka jest.

 

To było wszystko zrabowane przez Rosjan. Przecież u nas tego bydła, tych koni, tego wszystkiego panie, to nic nie zostało. Parę kur, co nie zdążyli ich złapać, bo uciekły. No i ojca panie zamknęli, bo podatek oddał co się należało, te zboże, nie zboże – te kontyngenty. Ale że domiar chcieli. No i ojciec mówi, że musi zatrzymać ziarno, żeby obsiać na drugi… No i że ich tam nic nie obchodzi, a ojca kolega najlepszy był agentem. No i tam raz namówił ojca: Wiesz co? Ja trochę tam zboża jeszcze mam (w piwnicy trzymał na czarną godzinę). Jak oddał to zboże, to musiał na kogoś oddać i te takie Pioniery, pierwsze radia w Polsce, takie z plastyku, to kupili sobie tego Pionierka, no i razem słuchali10. Wie pan, my jako chłopaki musieliśmy wkoło pałacu latać, żeby ktoś się nie zbliżył z tych „Ubowców, a ci słuchali to radio. A on lubił chlać, pić. No i jak nie miał pieniędzy, to wie pan, kogoś zakapował, tego sołtysa to tam… I już UB mu jakąś tam dawkę dawało. No i tak samo panie zrobił z ojcem. Przyjechało panie UB. Jeden samochód osobowy panie, taka te Ify mieli, te niemiecki, te małe samochodziki takie. No wszystko w porządku, oddane wszystko co oddane. Kwity musiał pokazać, no przecież jedziesz kogoś kontrolować, czy jest wypłacalny, czy nie. Oddał wszystko, czy nie oddał wszystko. Panie Radtke mówi, czy pan… bo nie wesoło z panem jest. Pan zalega w tym… lata poprzednie brali, czy lata 4 lata… pan tego nie oddał, tego… Jak to nie?! Przecież tu wszystko jest, mówi. Przecież księgowość swoją tam prowadził mój ojciec. I panie za trzy dni „Lublinek” przyjechał, taki duży11. No i psy szczekają, tata mówi: Idź zobacz co tam jest. Okrążyli całą chałupę, no i do środka weszli. No i rewizja. Z jakiej racji?! Czy nakaz jest? Pchnęli ojca. Ojciec przewrócił się o bufet, rozciął sobie twarz całą. Co to? – mówi – UB, czy to gestapo?! Nie, mają rozkaz zrobić tam porządek. Przeszukać cały dom. I znaleźli panie karabinek ojca z I w.ś. w KBR [KBK]12 służył i był nabity, bo wie pan, w nocy jak przychodzili kraść, to wziął tam pif parę razy w powietrze i pouciekali. I ten karabinek panie znaleźli i jeszcze on był nabity. Także nas wszystkich pod ścianą postawili. UB niby to panie było szkolone pod jakim względem wojskowym, a to panie ciemniaki były. I za cyngiel panie ciągnął, matce pod pachą kula poszła w ścianę. O, Wychłaczy [Florian Wichłacz]13, on potem posłem w sejmie był. W Gdańsku Wrzeszczu mieszkał. On był przed wojną nauczycielem i po wojnie nauczycielem, on był starym kawalerem14. U nas się stołował. On był dobrym Polakiem, tylko strachobliwym, także jak go ktoś nastraszył… Trzy miesiące nie wiedzieliśmy, gdzie ojciec jest, co robi – UB zabrało i do widzenia. Ale on normalnie miał wejście, no bo był potem dyrektorem szkoły, to musiał być… No i się wtedy dowiedział tam od kogoś, że jest w Bartoszycach, w więzieniu śledczym. No i pojechali po tych 3 miesiącach do Bartoszyc po ojca. Wiadomo- autobusy nie chodziły, samochodów panie nie było, to pociągami. Kawał chłopa panie było, ale plecy sine. I niecały rok po tym, panie, w 54 roku, Polak, który walczył o polskość, nie dostał, odmówił… Wtedy nas trzech braci było. Zaraz jednego do wojska, drugiego do wojska. Ja wtedy miałem 16 lat, no to sam zostałem na tym majątku. Zaraz pozabierali panie też konie. Bo ten tam nie ma, bo tamtemu też Rosjanie zabrali. Wie pan, żeby dusić. No i potem, po roku czasu do komitetu namawiać. Mama się nie zgodziła, że ja byłem sportowcem dobrym, (?) grałem. Kilka razy mnie wzywali do komitetu, żeby podpisać deklarację15. No pojechałem, motorem – wtedy (?) miałem, to już wtedy było coś. Dlatego mi dali talon na to, że ja na treningi uczęszczałem do Sztumu… Ale motor by się jakiś przydało, mówię, Polska Ludowa i żeby pieszo chodzić? No i dali mi talon. Dostałem raz wezwanie do komitetu. Oj, jak słodko gadali. Wyniki pan ma panie, dobra oby tak dalej. No i kawkę postawili prawdziwą. No ale, podsuwa mi tą deklarację. Ja mówię: panie z tego nic nie będzie, ojciec był Polakiem, był Akowcem – ja tego nie podpiszę. Panie, jak mnie wzięli w ogień. Ja mówię wyjścia nie mam. Bo ten motor stał przy komitecie. I na szczęście, że zostawiłem teczkę z zakupami. Jak wyszedłem, wsiadłem na ten motor, już nie poszedłem z powrotem. Wsiadłem na motor i uciekłem, bo cholery by mnie panie zamęczyły tą gadką i człowiek to by wie pan, by człowiek podpisał. Potem drugi raz panie też… Wtedy ja im wyrzygałem, co oni mojemu ojcu. A teraz ja mówię: chcecie mnie? Nie, nie w żadnym wypadku. Wszystko im wyrzygałem. I wtedy dali mi spokój. Ale ciężko było.

 

Ł.B.: Ale ziemia cały czas została? Nie zabrali?

 

T.R.: Tam było około 100/150 ha. To zostawili nam 8 ha z tego16. I to jeszcze nieużytki w tym były. Potem była ta akcja „Wisła”17. Jak ziemię podzielono, no to ten dostał, ten się wybudował, ten coś postawił. No teraz idź do nich i powiedz: Ja chcę to odebrać. Człowiek by serca nie miał.

 

Ł.B.: Aha, bo tam dużo przesiedlili tak? Z Bieszczad?

 

T.R.: Tak, te wsie, bo tam dużo pouciekało do Niemiec i te średnie gospodarstewka, tam było wszystko wolne, to dużo z tej akcji „Wisła”.

 

M.: Jedynie co, to państwo mogłoby panu wypłacić odszkodowanie?

 

T.R.: I ponoć to też nie jest pewne. Cośmy w Warszawie sprawdzili, że częściowo grunt stoi dom kultury na tym. No i co pan zrobi teraz? Ile takich jest właścicieli? I tak to wygląda. Pamiętam bawiliśmy się. Stała duża karuzela i cyrk (dużo zwierzaków tam było, tygrysy). Stał na bulwarze nad Wisłą. I patrzę choroba jasna, karuzele, koniki, rowerki. To żeśmy poodkręcali wszystko. Co kto chciał, to do domu zabrał. No i chłopaki, od nas tam było 5 starszych po 15 lat, to rowery. Ja konika sobie wziąłem. I kupę lat go jeszcze miałem, to wnuk też nim się bawił. I każdy te rowerki do domu wziął. To niczyje już takie było. No i na drugi dzień, ci starsi to rowerkami tam z górki jeździli. Tylko Rosjanie, bo to diabelstwo zawsze pijane było, dawaj te rowery. I zabrali im te rowery. No i jeden Rusek tam obserwował, że ten jeden chłopak z górki zjechał bez trzymania kierownicy. No to i on spróbował. Na pisku na krzaki. Zaraz panie pepeszkę wyciągnął i po tym rowerze, że się przewrócił.

 

Pamiętam tam też taka fabryka octu [Fabryka Octu i Musztardy w Tczewie] była, na Chopina. Tam napisane było ocet spirytusowy. Oni myśleli, że to spirytus jest. I chlali. My żeśmy, jako chłopacy, że tam jest cukier, czerwony cukier – farbowany. Idziemy po ten cukier. Ci starsi gotowali cukierki w piwnicy z tego cukru. A na drugi dzień żeśmy poszli. Patrzymy co tam? Pełno Rusków panie, bebechy takie, wątroba pękła po tym spirytusie. Chlali podobno dzień i noc. No dobra, ten cukier tam widzimy, ale człowiek musiał przejść przez tych nieboszczyków.

 

Ł.B.: Ale ile? Dużo ich tam było?

 

T.R.: No, korytarz tam taki był, przejście do tego drugiego magazynu, tam gdzie ten cukier był. I tam chyba tak 5 czy 6 leżało. Denaty już panie. Starsi, to mądrzejsi panie. Do nas: jak tego, to dostaniecie tyle tam cukierków więcej. To dobra, strach była panie, ale żeśmy polecieli. Po tych brzuchach, jak po piłce się leciało, tak podskakiwały. Tak to wszystko wyglądało.

 

 

[słyszalne szumy w tle]

 

...to oficer.., ja siedziałem tutaj, ja mu powiedziałem, a tu pełno "gebeltów" było, dzieci się bawiły, koty latały, ja mu powiedziałem po polsku, że kot sika, najlepiej to wychodziło z ust, ten zaraz trzcinka i raus18, wek ze szkoły, koniec, tu siedziałem pod tym drugim oknem, to była pierwsza klasa.

 

Ł.B.: Już pan nie musiał chodzić do szkoły? Nie było obowiązku?

 

P: Polacy prześladowani byli, po lasach, borach, przychodzili z gestapo, szafa, "Ich weiss nicht"19... To był rok 1941. grudzień, zima była i tam niewolnicy kopali rowy, okopy, chyba z obozu Stuthoff,, mróz był, mieli rękawice byle jakie, szyte z worków czy z czegoś, no i podarte to było wszystko, żeśmy kiwali żeby rzucali te rękawice z piaskiem, polecieli do mamy żeby im zeszyła te rękawice, bo wietrzysko było okropne, w tym dniu mama im to zszyła.

 

Ł.B.: Który to był rok?

 

P: 1941, grudzień

 

o, to browar, nieraz się przychodziło sprzątać to dał nam jakąś oranżadę czy coś?

 

Ł.B.: Co w czasie okupacji produkowano w tym browarze?

 

P: Oranżadę, piwo, musi to być Niemiec bo Polak by już to dawno sprzedał

 

Ł.B.: Czy pan pamięta synagogę, czy coś zostało? Bo tutaj ona na górce stała.

 

P: Coś tam panie utkwiło, jak tam jakieś święto mieli, to myśmy wyzywali od Żydków...,

 

szkoła tu był, szkoła jest, "birofszule" [berufsschule]20, ogólniak znaczy jakby teraz,

 

Ł.B.: Ona [synagoga] prawdopodobnie przez Niemców w 1939 roku została zniszczona21.

 

P:???

 

Ł.B.: Oni prawdopodobnie po wkroczeniu tu coś zniszczyli, tu jest coś ceglanego...

 

P: Było trochę Żydków, u góry był sklep kolonialny, spożywczy, żeśmy tam do Żydka chodzili latarki (?) kupować, to zawsze dał jakieś cukierki, to były na takim sznurku, to po niemiecku nazywało się "zucker-kant"(?), takie kryształki, to były najtańsze ale Żydek zawsze coś słodkiego dał22.

 

Ł.B.: Bo pan w jakich latach mieszkał w Tczewie?

 

P: Od 1941-1945.

 

Ł.B.: Czyli całą okupację?

 

P: Tak żeśmy musieli się tułać, jak najbliżej Sztumu, bo tam dziadek miał majątek

 

P: Ojciec całe młode życie za Polskę walczył a potem, że dziadek miał gospodarstwo, że dziadek kułak, dziadkowizna duża, majątek duży, to ,że za mało "kontyngentu" oddał, bo jak wiedzieli, że ktoś może, to zawsze się coś znajdzie na niego, a jeszcze kolega ojca najlepszy był konfidentem. Dostał ojciec talon na zakup radia, pionierki małe, plastikowe, o co chodziło, żeby słuchać "Wolną Europę". Jak kolega przyszedł to my chłopaki w koło pałacu żeśmy latali czy czasami UB nie tego...Raz nie udało się, bo byli lepsi, zostawili samochód kilometr od wsi i niestety chwycili ojca, bo ten konfident zadzwonił, to był pijaczyna, z braku pieniędzy lub wódki przedzwonił i załatwił ojca. Ojciec siedział 4 miesiące w Bartoszycach, tam był Wichłacz [Florian Wichłacz] - poseł, uczył po wojnie i przed wojną, partyjny [PZPR], jak był dyrektorem szkoły, to musiał być partyjny i on wynalazł ojca. Miał 1.80-1.90 wysoki, 140 kg , jak go przywieźli to ważył 92 kg , plecy sine, odbite, rok czasu i po chłopie...

 

 

Rozmawiał: Łukasz Brządkowski

Spisane przez: Jagoda Koc

 

Opracował: Marcin Kłodziński


 

1 Już 25 stycznia 1945 r. pod Malbork podeszły oddziały 2 Armii Uderzeniowej II Frontu Białoruskiego, którymi dowodził marszałek ZSRR Konstanty Rokossowski. Miasta broniło ok. 2500 żołnierzy, rekrutujących się głównie z Volkssturmu (oddziały niemieckiej obrony terytorialnej, złożonej z ludności cywilnej). Słabo ufortyfikowane miasto zostało częściowo zajęte już w pierwszym okresie walk o gród nad Nogatem. Jednym z najdłużej broniących się punktów miasta był zamek malborski, którego niemiecka załoga broniła się do nocy z 8 na 9 marca 1945 r. (w czasie walk o zamek miało zginąć ok. 500 żołnierzy sowieckich), kiedy to opuściła tą średniowieczną fortyfikację (por. K. Górski, Dzieje Malborka, Gdańsk 1973, s. 249, 252). Oficjalnie jako data zdobycia miasta przez oddziały Armii Czerwonej funkcjonuje dzień 17 marca 1945 r. Budzi ona jednak pewne kontrowersje. Do dzisiaj wśród historyków trwa dyskusja czy data ta została podyktowana odgórnie przez sowieckie dowództwo wojskowe, czy też może ma ona związek z pokonaniem przez jednostki radzieckie ostatniego niemieckiego punktu oporu.

 

2 Most kolejowy przez Wisłę w Tczewie został wysadzony, jak wskazują autorzy „Historii Tczewa”, 8 marca 1945 r. o godz. 1800 (por. Historia Tczewa, pod. red. W. Długokęcki, Tczew 1998, s. 245). Co jednak ciekawe o zbombardowaniu mostu przez lotnictwo radziecki w dniach 20 – 22 lutego 1945 r. w swojej monografii wskazuje Stefan Linowski (por. S. Linowski, Dzieje Tczewa w latach 1939 – 1965, Tczew 1977, s. 24).

 

3 Mowa tu najprawdopodobniej o budynku mieszczącym się przy ówczesnej ul. Nad Wisłą 4, w której co najmniej od lipca 1945 r. mieścił się Komisariat (później przemianowany na Posterunek) Wodny Milicji Obywatelskiej.

 

4 W pierwszych miesiącach po zajęciu Tczewa przez wojska sowieckie w 1945 r. budynek ten (mieszczący się obecnie na ul. Wodnej 4), mieściła się Szkoła Powszechna nr 2, a także krótkotrwało Gimnazjum i Liceum Kupieckie (przeniesione później na ul. Parkową).

 

5 Literatura przedmiotu podaje, iż walki o Tczew rozpoczęły się 8 marca 1945 r. od sowieckiego ostrzału artyleryjskiego prowadzonego przez 372 dywizję Armii Uderzeniowej II Frontu Białoruskiego. Zasadnicze wali miały dobyć się dopiero 12 marca1945 r. kiedy to sowieci zajęli gród Sambora (por. Historia Tczewa, s. 245). W następujących sowach dzień ten opisuje Stefan Linowski: „W ciemnościach nocy zwiadowcy radzieccy pod dowództwem por. Pietruszkowa przedostali się przez odsłonięty teren do centrum miasta i czekali na sygnał. Kiedy nad ranem dnia 12 marca rozpoczął się frontalny szturm, ukryci żołnierze grupy mjr. Sergiejewa zaatakowali oddziały niemieckie od tyłu. Ten manewr wywołał wśród Niemców panikę. Część z nich poległa lub poszła w rozsypkę, a bardzo wielu dostało się do niewoli. Opór słabł coraz bardziej. Dowództwo niemieckie rzuciło wprawdzie na pomoc garnizonowi tczewskiemu dalsze dwa bataliony, lecz zostały one zatrzymane w okolicy obecnego dworca. Walki trwały jeszcze cały dzień. W bojach o miasto poległo 224 żołnierzy radzieckich” (cyt. za: S. Linowski, op. cit., s. 24). Jest to jeden z dokładniejszych opisów walk o Tczew z marca 1945 r., niestety również jedną z nielicznych. Powoduje to, iż trudno nam ustalić faktyczną zaciekłość walk o gród Sambora. Sam Edmund Kosiorz, autor jednej z największych monografii na temat walk prowadzonych w Polsce północnej w 1945 r., wskazywał walki te za: „nadzwyczaj zacięte” (cyt. za: E. Kosiorz, Wyzwolenie Polski Północnej 1945, Gdańsk 1967, s. 165). Niestety dokładne ukazanie problemu walk o Tczew w 1945 r. pozostaje nadal postulatem badawczym wymagającym szerszego opisania.

 

6 Historiografia „milczy” o próbach zajęcia Tczewa w pierwszych miesiącach 1945 r. przez wojska sowieckie. Wydaje się mało prawdopodobnie, iż taki fakt zaistniał. Niewykluczone, iż autor ze względu na upływ lat autor wypowiedzi mógł pomylić wydarzenia związane ze zdobyciem grodu Sambora w marcu 1945 r. z wydarzeniami mającymi miejsce bezpośrednio po zajęciu Tczewa przez żołnierzy Armii Czerwonej (np. transport wojsk spod zakończonego w tym samym czasie oblężenia Malborka).

 

7 Wielki Piątek w 1944 r. wypadł w piątek 7 kwietnia, natomiast w 1941 r. był to dzień 11 kwietnia.

 

8 Aleksander Pronobis (ur. 16.7.1890 r. – z. 31.3.1950 r.) – ksiądz katolicki (ukończył pelplińskie Seminarium Duchowne w 1915 r.), w czasie II wojny światowej więzień obozów koncentracyjnych w Stutthoff (1940), Sachsenhausen (1940), Dachau (od 1940). Po zakończeniu wojny, w lipcu 1945 r. mianowany przez administratora diecezji chełmińskiej w Pelplinie proboszczem kościoła farnego w Tczewie, którą to funkcję sprawował do śmierci w 1950 r. Zobacz szerzej: J. Więckowiak, Kościół katolicki w Tczewie, Pelplin 2001,
s. 78–79.

 

9 Ta wypowiedź autora wydaje się mało prawdopodobna. Znana nam literatura podmiotu i przedmiotu przedstawia nam sytuację wręcz odwrotną. Straszona przez propaganda nazistowską, nie bezpodstawnie, okrucieństwami i samowolą żołnierzy Armii Czerwonej ludność cywilna (przede wszystkim niemiecka, ale również i polska) starała się uniknąć zetknięcia z sowietami. Trudno więc uwierzyć, iż pomimo tej atmosfery ludzie decydowali się na podróż w stronę nadchodzącego frontu, biorąc również pod uwagę wszelkie niebezpieczeństwa z tym związane.

 

10 Biorąc po uwagę, iż seryjną produkcję radioodbiorników typu „Pionier” rozpoczęto w 1948 r., a autor relacji wspomina również, że jego zakup miał związek z realizacją dostaw obowiązkowych (zwanych wówczas również świadczeniami rzeczowymi), które zostały wznowione dopiero w 1951 r. (wcześniej obowiązywały w latach 1944 – 1946), możemy wnioskować, że opisywane przez niego wydarzenia miały miejsce właśnie po 1951 r. Z dalszej wypowiedzi Tadeusza Radtke wynika, iż najprawdopodobniej

 

11 Chodzi tu zapewne o samochód ciężarowy FSC Lublin 51. Jego produkcję rozpoczęto dopiero pod koniec 1951 r., a więc wydarzenia opisywane przez autora relacji nie mogły mieć miejsca przed tą datą.

 

12 Kbk – w polskiej terminologii wojskowej skrót ten oznacza karabinek.

 

13 Florian Wichłacz (ur. 1908 r. w Bydgoszczy) – poseł na Sejm PRL od II do VI kadencji (1957 – 1976). Z wykształcenia nauczyciel. W czasie II wojny światowej więzień obozów koncentracyjnych. Odznaczony m.in. medalem Sztandaru Pracy II klasy; Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski; Srebrnym Krzyżem Zasługi; Medalem 10-lecia PRL Działacz ZNP i PZPR.

 

14 W latach pięćdziesiątych Florian Wichłacz był Przewodniczącym Powiatowej Rady Narodowej w Sztumie.

 

15 Najprawdopodobniej mowa tu o deklaracji kandydackiej do PZPR.

 

16 Do podziału ziemi nastąpiło na mocy Reformy Rolnej przez komunistyczny Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego w Lublinie 6 września 1944 r. Dekret ten przewidywał wywłaszczenie majątków przekraczających powierzchnie 50 ha (w województwach Polski północnej powierzchnię tą ustalono na 100 ha). Państwo miało również przejąć cały areał ziemski należący do Niemców oraz volksdeutschy. Tak uzyskane tereny miały być, w myśl reformy, rozdzielone pomiędzy robotników rolnych oraz chłopów małorolnych (por. A. Friszke, Polska. Losy państwa i narodu. 1939–1989, Warszawa 2003, s. 111–112; Kronika Polski, pod red. A. Nowak,
Warszawa 2000, s. 754).

 

17 W ramach, przeprowadzonej w 1947 r., akcji „Wisła” ok. 140 tys. przedstawicieli mniejszości ukraińskiej zostało przesiedlonych na ziemie zachodnie i północne Polski. Na nowych terenach, pozbawieni wcześniej swojego dobytku, obejmowali oni zwykle zniszczone gospodarstwa pozbawione wyposażenia, gdyż te w lepszej kondycji zostały już wcześniej zajęte. (por. R. Drozd, I. Hałagida, Ukraińcy w Polsce 1944-1989. Walka o tożsamość (Dokumenty i materiały), Warszawa 1999, s. 9-10; idem, Pierwsze lata Ukraińców na zachodnich i północnych ziemiach Polski po przesiedleniu w ramach akcji „Wisła” (1947 –52), [w:] Akcja Wisła, pod red. J. Pisulińskiego, Warszawa 2003, s. 133; M. Hejger, Przekształcenia narodowościowe na ziemiach zachodnich i północnych Polski w latach 1945 –1959, Słupsk 2008, s. 209).

 

18 Z j. niem.: „wynocha”.

 

19 Z j. niem.: „nie wiem”.

 

20 Niemiecka szkoła typu zawodowego.

 

21 Jak wskazuje Hanna Domańska synagoga tczewska (tak samo jak te w Skarszewach, Kartuzach, Kościerzynie, Wejherowie i Gdańsku) została całkowicie zniszczona pomiędzy 1938 – 1939 r. (por. H. Domańska, Kamienne drzewo płaczu: gminy żydowskie województwa gdańskiego, ich dzieje i zabytki, Gdańsk 1991).

 

22 Według ustaleń autorów „Historii Tczewa” jeszcze w 1936 r. na 24 610 mieszkańców grodu Sambora 0,50% stanowili Żydzi. (por. Historia Tczewa, s. 323–324).

fb2