Wykorzystywanie ludności niemieckiej do prac przymusowych

Regulamin forum
1. Treści i załączniki umieszczane w postach mogą być użyte w działalności Dawnego Tczewa przy zachowaniu dbałości o dane wrażliwe.

Autor Tematu
mzk
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 335
Rejestracja: 21 lut 2011, o 15:14
Lokalizacja: Tczew
Otrzymał podziękowań: 10 razy
Kontakt:

Wykorzystywanie ludności niemieckiej do prac przymusowych

#1

Post autor: mzk » 25 wrz 2012, o 01:42

Szanowni Państwo,
Przeglądając w dniu dzisiejszym Forum znalazłem temat odnośnie robót przymusowych, do których zmuszana była ludność polska w czasie ostatniej wojny światowej. Pomyślałem sobie, iż może warto pochylić się również (przynajmniej pokrótce) nad zjawiskiem zgoła odwrotnym, które możemy zaobserwować po zakończeniu tragedii narodów, jaką niewątpliwie była II wojna światowa.
Na wstępie pragnąłbym jednak zaznaczyć, iż w żaden sposób nie zamierzam porównywać, ani też stopniować obu tych zjawisk, które powszechnie określamy „robotami przymusowymi”, zarówno pod względem moralnym, jak również formalno – instytucjonalnym (Oczywiście nie oznacza to, iż takie porównania są zbędne. Wręcz przeciwnie. Uważam jednak, że dywagacje takie wymagają odpowiedniego wprowadzenia, a nawet uprzedniej dyskusji. Moim zdaniem próba dokonania tego w formie postu mogła by prowadzić do nadmiernych uproszczeń). Należy zaznaczyć, iż były to dwa różne mechanizmy, które funkcjonowały w dość różnych okolicznościach i uwarunkowaniach. Bez sprzecznie jednak w dużej mierze znane nam zjawisko wykorzystywania pracy ludności niemieckiej po wojnie było związane z takimi samymi działaniami podejmowanymi względem Polaków (jak również innych narodowości) w latach jej trwania.
Nie da się ukryć, iż nie można opisywać omawianego przez nas wydarzeń bez odniesienia się do ogólnej sytuacji w jakiej znalazła się ludność niemiecka zamieszkująca Ziemię Tczewską wiosną 1945 r.
Niemcy po wojnie zostali pozbawieni większości praw. Byli w praktyce „ludnością podbitą” zdaną na łaskę nowych zwycięzców. Według jednego z opisów (pochodzącego z 1948 r.) dzień po zajęciu Tczewa przez Armie Czerwoną miano urządzić ulicami miasta defiladę jeńców wojennych i niemieckich mieszkańców miasta. Relację tą możemy jednak najprawdopodobniej złożyć na kraby inspiracji jej autora (Wacława Banasia) De bello Gallico Juliusza Cezara. Większość tczewskich Niemców (jest to pewne uproszczenie stosowane przez mnie; za ludność niemiecką powszechnie uważano osoby posiadające niemieckie obywatelstwo, a także te należące do I i II grupy tzw. volkslisty) została „stłoczona” w tzw. koloni niemieckiej na ul Skarszewskiej, organizowanej od 12 kwietnia 1945 r. przez porucznika WP Mariana Wojaka, późniejszego burmistrza grodu Sambora. W pierwszych tygodniach po tzw. „wyzwoleniu”, ludność niemiecka byłą wykorzystywana przez władze sowieckie (Komendantura Wojenna) i miejskie do odgruzowywania miasta, a także oczyszczania terenu nadwiślanego przed rozpoczęciem odbudowy mostów. Za prace te biorący w nich udział Niemcy otrzymywali zwiększone przydziały kartkowe na żywność (aczkolwiek zapewne i tak nie wielkie). Najprawdopodobniej wiele osób samo zgłosiło się do tej pracy. Należy jednak to zjawisko rozpatrywać, jak się wydaje, w kategoriach tzw. przymusu sytuacyjnego.
Warto wspomnieć, iż w tym okresie wprowadzono nawet przepis nakazujący ludności uznanej za niemiecką noszenia swastyk. Za niepodporządkowanie się do tego przepisu groziło natychmiastowe rozstrzelanie (przepis ten obowiązywał „tylko” jeden tydzień; nie mamy jednoznacznych informacji, iż ktoś poniósł śmierć w związku z jego wprowadzeniem, aczkolwiek istnieją, wymagające weryfikacji i odpowiedniej krytyki, poszlaki, wskazujące że mógł być co najmniej jeden taki przypadek).
Z nastaniem pory żniwnej rozpoczęto wykorzystywać ludność niemiecką do prac polowych. Co dziennie zamieszkujący Tczew Niemcy byli wywożenie na wozach na tereny wiejskie. Nadzorem pracujących zajmowali się głównie funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej. W związku z ogromnymi zniszczeniami wojennymi oraz brakiem rąk do pracy zapotrzebowanie na pracę przymusową Niemców bardzo wzrosło. Funkcjonariusze MO i UB zaczęli organizować „obławy” (tego wyrazu używano w oficjalnych raportach i sprawozdaniach) na ludność niemiecką zamieszkującą gród Sambora. Dosłownie przeszukiwano miasto. „Złapanych” Niemców natychmiast wysyłano do pracy na tereny wiejskie. Ofiarami „obław” były również osoby, które pracowały już wykonywały inne prace na terenie Tczewa (jak np. pomoce domowe, czy pracownicy sklepów). Znamy nawet przykład pewnej urzędniczki tczewskiej Opieki Społecznej (w czasie wojny podpisała tzw. volkslistę), która z dnia na dzień z za swojego biurka trafiła do prac polowych. Na nic zdał się nawet oficjalny protest ówczesnego wiceburmistrza Tczewa Eugeniusza Nasta (mniej więcej dwa lata później skazanego na więzienia za nieprawidłowości w wysiedleniu Niemców z Tczewa w listopadzie 1945; ot taki chichot historii), a także list intencyjny podpisany przez jej współpracowników. W tych kwestiach ostatnie słowo należało do MO i UB. Bardzo często dochodziło do nieporozumień. Należy pamiętać, iż nowy aparat władzy tworzyły osoby „z zewnątrz” (głównie z centralnej Polski), które nie rozumiały kwestii narodowościowych, które powstały na Pomorzu w czasie II wojny światowej (szczególnie aspektów związanych z tzw. volkslistą). Nie znając tych realiów bardzo arbitralnie i powszechnie uznawano za Niemców. Ówczesne władze powiatowe z zaniepokojeniem pisały do Gdańska, iż 80% ludności powiatu stanowią Niemcy.
W kolejnych miesiącach, w związku z wysiedleniami oraz akcją rehabilitacyjną, zaprzestano wykorzystywać do robót ludność niemiecką. Kończył się tym samym pewien etap. Sama jednak polityka narodowościowa nowych władz jeszcze przez lata zostanie niezmieniona.

ODPOWIEDZ