U steru grodu Sambora. Poczet ostatnich burmistrzów Tczewa

Każdy kierownik aparatu samorządowego czy innego zakładu pracy jest – na każdym szczeblu – do pewnego stopnia dowódcą. Dowódcą, który powinien nie tylko powinien znać cel do którego zmierza ale który winien umiejętnie uruchomić wszystkie siły twórcze ludzi, którymi kieruje, który powinien umieć rozmieścić swoich ludzi według ich zdolności, ofiarności, stopnia odpowiedzialności.

Dionizy Cichocki, burmistrz Tczewa, o sztuce rządzenia. 1948 r.

 

Wprowadzony po II wojnie światowej w Tczewie, dekretami władz komunistycznych, system administracji terenowej opierał się na dwóch zasadniczych czynnikach. Z jednej strony wprowadzono Miejską Radę Narodową (MRN), która w praktyce była przeniesieniem na grunt Polski sowieckiego rozwiązania, opierającego się na jak największym upartyjnieniu samorządu lokalnego. Zachowano jednak również, choć w pewnym stopniu zmienioną, przedwojenną strukturę władz miejskich, na czele których stał burmistrz. Stanowisko to pomimo utraty przedwojennego prestiżu, a także części kompetencji (na rzecz MRN), nadal było jednym z najważniejszych w całym powiecie. Taki stan rzeczy trwał nieprzerwanie aż do 1950 r., czyli do zlikwidowania funkcji burmistrza miasta.

W latach 1945 – 1950 fotel włodarza grodu Sambora obsadzało łącznie 5 osób, z czego 3 w jednym roku. Nie pochodziły one z wolnego wyboru ale z nadania partyjnego (według ustaleń międzypartyjnych stanowisko burmistrza Tczewa obsadzali członkowie Polskiej Partii Robotniczej). Nie byli oni w pełni suwerenni w swoich decyzjach, ograniczani wolą stronnictw politycznych. Reprezentowali oni również różne życiorysy oraz koncepcje sprawowania swojego urzędu.

Pierwszym powojennym, tymczasowym burmistrzem Tczewa był Tadeusz Mężyk, który na to stanowisko został wyznaczony przez władze wojewódzkie w Bydgoszczy. Najprawdopodobniej przybył on do Tczewa już 15 marca 1945 r. Od razu po przyjeździe rozpoczął formowanie Zarządu Miejskiego, który w krótkim czasie osiągnął 6 wydziałów stałych (w pierwszych miesiącach po wojnie działały również wydziały tymczasowe, jak np. Wydział Aprowizacyjny, czy też Wydział Milicji Miejskiej). Na nowego burmistrza czekało dużo pracy. Tczew z ostatniej wojny światowej wyszedł z dość dużymi stratami. Gdy Tadeusz Mężyk przyjechał do Tczewa nie funkcjonował prawie żaden z większych zakładów pracy, które w większości były zniszczone bądź poważnie uszkodzone przez działania wojenne. Praktycznie wszystkie sklepy były zamknięta. W mieście brakowało żywności, a także innych artykułów pierwszej potrzeby. Sytuacja była daleka od normalizacji. Dużym utrudnieniem dla Mężyka był również fakt, iż jego władza była poważnie ograniczona przez radziecką Komendanturę Miasta, która w pierwszych miesiącach po wojnie posiadała decydujący głos w wszelkich sprawach dotyczących miasta. Pomimo tych przeszkód władze Tczewa, pod przewodnictwem nowego burmistrza, niemal od razu przystąpiły do pracy. Swoją działalność rozpoczynają różne instytucje, jak np. Poczta Polska (w dniach 16–19 marca 1945 r.), czy też Elektrownia Miejska. Jeszcze w tym samym miesiącu zostają otwarte pierwsze sklepy. Podejmowane są również działania mające na celu poprawienie sytuacji aprowizacyjnej miasta. Zostają wprowadzone kartki żywnościowe. Dla powstrzymania galopującej drożyzny powołano specjalną komisję, która miała ustalić ceny urzędowe na artykuły spożywcze. W celu dostarczenia posiłków dla najbardziej potrzebujących zostaje utworzona m.in. Kuchnia Ludowa. Rozpoczynają się również roboty porządkowe w mieście (m.in. odgruzowywanie).

Poza pracami związanymi z odbudową Tczewa Tadeusz Mężyk włączył się także w działalność polityczną. O chwili przyjazdu zaangażował się w organizowanie struktur powiatowych Polskiej Partii Robotniczej (PPR). Był on również jednym z założycieli, utworzonej 28 marca 1945 r., Miejskiej Rady Narodowej, której był również członkiem (w pierwszym składzie MRN znalazła się również żona Tadeusza Mężyka Halina). Pomimo jednak swojej aktywności, a także pełnionej funkcji, jego pozycja nie była, jak się wydaje, zbyt silna. Powodem tego był najprawdopodobniej fakt, iż nie posiadał on mocnego zaplecza politycznego. Pomiędzy Tadeuszem Mężykiem a nowym kierownictwem tczewskich struktur PPR, formowanym od 21 marca 1945 r. przez Jana Andrysiaka (I sekretarza Komitetu Powiatowego tejże partii), coraz częściej dochodziło do różnic zdań. Kierowano nawet pod adresem burmistrza oskarżenia, iż nie podporządkowuje się w pełni, jako jej sympatyk, jej woli. Najprawdopodobniej zaczął się również zarysowywać konflikt pomiędzy Mężykiem a przewodniczącym MRN w Tczewie ppor. Stefanem Cisłakiem, który dysponował dużo silniejszą pozycją w PPR.

Urzędowanie pierwszego powojennego burmistrza nie trwało długo. Już 19 kwietnia 1945 r. został on powołany przez wojewodę Mieczysława Okęckiego na starostę powiatowego, na miejsce odwołanego Pawła Pucka. Również jednak tego stanowiska nie będzie piastował zbyt długo.

Z perspektywy lat trudno nam jednoznacznie scharakteryzować urzędowanie Tadeusza Mężyka. Opinie mu współczesnych były dla niego jednak co najmniej nieprzychylne. Zarzucano mu głównie, iż bardziej niż od dobro miasta dbał o swoje własne. Nie jesteśmy w stanie zweryfikować sprawiedliwości tych osądów. Należy jednak wspomnieć, iż pochodziły one głównie od jego antagonistów.

Następcą Tadeusza Mężyka został wybrany przez Miejską Radę Narodową, 19 kwietnia 1945 r., Marian Wojak (w historiografii często mylnie określany jako Marian Nowak). Był on podporucznikiem Wojska Polskiego. Do Tczewa przybył z Bydgoszczy wraz z Janem Andrysiakiem 21 marca 1945 r. Według relacji tegoż ppor. Wojak miał powracać z niewoli niemieckiej. Na teren ziemi tczewskiej przybył on jako „organizator powiatu”. W bardzo krótkim czasie stał się on jednym z czołowych działaczy lokalnych PPR (m.in. był jednym z założycieli struktur tejże partii w Pelplinie). Przed objęciem stanowiska burmistrza Tczewa przez krótki czas był komendantem tzw. kolonii niemieckiej w tymże mieście.

Okoliczności objęcia przez niego urzędu były co najmniej nietypowe. Można powiedzieć, iż został on włodarzem grodu Sambora w ramach pewnego rodzaju „nagrody pocieszenia”. Został on bowiem wybrany jednogłośnie przez lokalne stronnictwa polityczne kandydatem na objęcie po Pawle Pucku fotela starosty (13 kwietnia 1945 r.). Ostatecznie stanowisko to, jak już wspominaliśmy, otrzymał Tadeusz Mężyk. Najprawdopodobniej nominacji ppor. Wojaka na starostę sprzeciwił się wojewoda.

W mieście pod rządami nowego burmistrza następowała dalsza, choć nadal powolna, swojego rodzaju normalizacja. Rozpoczęto przejmowanie spod zarządu wojsk radzieckich kolejnych zakładów pracy i obiektów użyteczności publicznej. Nieznacznie poprawiła się aprowizacja miasta. Z inicjatywy Wojaka powstały 2 komisje mieszkaniowe, które miały za zadanie rozwiązywać problemy lokalowe mieszkańców (np. przez dokopywanie do większych mieszkań większej ilości lokatorów). Kontynuowano prace przy uruchomianiu szkół oraz innych ważnych dla miasta instytucji.

W odróżnieniu od swojego poprzednika ppor. Marian Wojak posiadał poparcie tczewskich struktur PPR, był członkiem ich władz. W czasie jego krótkiego urzędowania nie zgłaszano zastrzeżeń co do jego osoby i poczynań. Pomimo to był on w pewnym sensie tylko burmistrzem „tymczasowym”. Niedługo po objęciu przez niego tego stanowiska rozpoczęto poszukiwanie jego następcy. Pojawiła się nawet koncepcja, aby stanowisko burmistrza Tczewa oddać przedstawicielowi PPS (najprawdopodobniej myślano o wiceburmistrzu Eugeniuszu Naście). Sam Marian Wojak złożył swój urząd 25 sierpnia 1945 r., co było spowodowane zmobilizowaniem go do pełnienia czynnej służby wojskowej. Kandydatem na jego następcę został wybrany, przez partie polityczne powiatu, 13 sierpnia 1945 r., Walenty Szeliga, przedstawiciel Komitetu Wojewódzkiego (KW) PPR w Gdańsku. Co ciekawe wcześniej był on postrzegany jako potencjalny starosta tczewski. Walenty Szeliga nie objął jednak nigdy urzędu burmistrza Tczewa. Najprawdopodobniej nie zgodził się na to wojewoda, bądź władze wojewódzkie partii. Nowym burmistrzem został, jak się wydaje dość niespodziewanie, inny „przedstawiciel Gdańska”.

Jan Milewski objął fotel włodarza Tczewa najprawdopodobniej 4 września 1945 r. Był tak samo jak Szeliga delegatem KW PPR na powiat tczewski. Posiadał on życiorys charakterystyczny dla wielu działaczy tejże partii. Przed wojną był on członkiem Komunistycznej Partii Polski. W czasie wojny wstąpił do PPR, a także najprawdopodobniej służył w szeregach Armii Ludowej (komunistycznej partyzantki). Wraz z objęciem stanowiska burmistrza wszedł również do władz lokalnych PPR.

Ponad roczny okres jego urzędowani (do grudnia 1946 r.) stał pod znakiem dalszej, powolnej odbudowy miasta. Większość zakładów pracy w mieście rozpoczęła produkcję. Następuje przyspieszenie odbudowy miasta. Przebiega zasadniczy etap rekonstrukcji mostów przez Wisłę. Powstają również nowe instytucje, jak np. Biblioteka Miejska (w marcu 1946 r.). Nastąpił również dalszy rozwój szkolnictwa powszechnego (podstawowego) i średniego. Sam Jan Milewski jednak nie zapisał się w historii miasta jako „Wielki Budowniczy”. Miał on odejść w niesławie, w atmosferze skandalu.

Jedną z pierwszych decyzji nowego burmistrza było przeprowadzenie zwolnień w Zarządzie Miejskim. Motywował on to, we wrześniu 1945 r., następująco: „Praca ta jest b. ciężka, ludzie są, bądź wrogo, bądź biernie nastawieni, w związku z tym poruszono sprawę redukcji pracowników”. W tym samym czasie wprowadził na terenie miasta prace przymusowe (głownie przy odgruzowywaniu). Z protokółów różnego rodzaju zebrań rysuje się nam obraz człowieka bezwzględnego i bezkompromisowego w swoich decyzjach. Na przykład nie opłacanie podatków przez zubożałe społeczeństwo miał określić jako: „działalność antypaństwową i sabotażową”. Do jednego z największych „dokonań” Jana Milewskiego doszło w nocy z 21 na 22 listopada 1945 r., w czasie wysiedlenia z Tczewa resztek ludności niemieckiej. Akcja, której jednym z organizatorów i koordynatorów był burmistrz, przerodziła się nieograniczoną grabież mieszkańców miasta przez żołnierzy polskich i milicjantów.

Pozycja Jana Milewskiego, stosunkowo silna w pierwszych miesiącach urzędowania, zaczęła w 1946 r. słabnąć. Coraz częściej zarzucano mu, iż nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, zarówno zawodowych jak i partyjnych (jak np. w czasie Referendum Ludowego w czerwcu 1946 r.). Wypominano mu także, iż swoich decyzji, głównie kadrowych, nie konsultuje z władzami PPR. Pojawiały się również zastrzeżenia co do jego życia prywatnego, które miało godzić w autorytet partii. Konflikt pomiędzy Milewskim a Komitetem Powiatowym PPR pogłębiał się. Mówiono nawet o tym, że burmistrz cały czas nosił w teczce podpisaną rezygnację, czekając tylko na odpowiedni moment do jej złożenia. Nastąpiło to na początku lipca 1946 r. Rezygnacja jednak nie została przyjęta, jak się wydaje, z inicjatywy KW PPR w Gdańsku. Burmistrz Milewski nie zmienił jednak swojego postępowania. Wobec dalszego braku porozumienia z działaczami lokalnych struktur PPR, a także słabej pracy Zarządu Miejskiego w sytuacji coraz poważniejszych problemów gospodarczych, zareagować postanowił wojewoda. W grudniu 1946 r. unieważnił on wybór Jana Milewskiego na burmistrza. Na krótki okres władzę w mieście przejął wiceburmistrz Wiktor Januszewski.

Był to jednak dopiero początek upadku Jana Milewskiego. Na początku 1947 r. ruszyła rozprawa sądowa w sprawie nieprawidłowości zaistniałych podczas akcji wysiedlania Niemców z terenu Tczewa w listopadzie 1945 r., w której Jan Milewski był jednym z głównych oskarżonych. Swój los dopełnił jednak sam. Na początku tego samego roku wysłał do poszczególnych członków kierownictwa tczewskiego PPR listy, które wywołały ogromne poruszenie i skandal. Reakcja władz była zdecydowana. Został on zatrzymany przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Gdańsku, po czym spędził prawie pół roku w więzieniu. Został jednocześnie wydalony z partii. Na początku 1948 r. władze powiatowe PPR zgodziły się na przywrócenie członkostwa Milewskiemu, aczkolwiek pod warunkiem, iż nie wróci na tczewski teren.

Jego następcą na stanowisku burmistrza został Dionizy Cichocki, który został wybrany przez MRN 7 stycznia 1947 r. Był on pierwszym powojennym włodarzem miasta, który najprawdopodobniej był jego mieszkańcem przed wojną. Miał on wówczas włączyć się w działalność ruchu lewicowego, aczkolwiek nie jesteśmy w stanie określić jaki charakter miała ta aktywność. Wojnę miał spędzić w Warszawie. Był on pierwszym powojennym burmistrzem, który nie wywodził się z „zawodowego” aparatu partyjnego. Wprawdzie był on wcześniej członkiem PPR (od grudnia 1945 r.), aczkolwiek nie odgrywał w niej, jak się wydaje, ważniejszej roli. Do kierownictwa stronnictwa wszedł dopiero po objęciu fotela włodarza miasta. Przed objęciem stanowiska burmistrza pełnił funkcję wicedyrektora Ubezpieczalni Społecznej w Tczewie. Jego doświadczenie z tej pracy miało okazać się bardzo przydatnym.

Moment, w którym Dionizy Cichocki został burmistrzem, był dla Tczewa wyjątkowo trudny. Bardzo sroga zima 1946/1947 spowodowała utrudnienia w pracy zakładów przemysłowych. Brakowało opału. Zaczęło rosnąć bezrobocie, obejmując w pewnym momencie nawet 700 osób. Na domiar złego pod koniec marca 1947 r. powiat tczewski dotknęła klęska powodzi, która m.in. spowodowała zerwanie mostu drogowego przez Wisłę. W mieście, jak i całym powiecie, zaczęły się problemy z żywnością. Pojawiło się widmo głodu. Wkrótce, dzięki wsparciu władz wojewódzkich, rozpoczęły się prace interwencyjne. Sytuacja gospodarcza powoli zaczęła się poprawiać. Pod koniec roku (w grudniu 1947 r.) oddano do użytku most kolejowy przez Wisłę.

Dionizy Cichocki skupiał się, jak się wydaje, na pracy organizacyjnej. Ściśle współpracował z ówczesnym przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej w Tczewie Feliksem Dąbkiem, co z pewnością bardzo pomogło mu w urzędowaniu. Pomimo, iż należał do władz partyjnych, nie angażował się w rozgrywki na jej forum. Nie oznacza to jednak, iż nie był aktywnym działaczem. W odróżnieniu jednak od innych członków partii przedkładał dobro miasta oraz racjonalne przesłanki nad dogmatykę partyjną. Gdy w 1948 r. pojawiły się głosy, aby ze Szpitala Miejskiego zwolnić pracujące tam zakonnice, burmistrz Cichocki miał oświadczyć, iż: „chętnie zmieniłby personel, lecz z powodu braku sił fachowych /rentgenistka, farmaceutka/ nie może teraz nastąpić zmiana, lecz sprawą tą zainteresuje się osobiście”.

Urząd swój sprawował najdłużej z powojennych burmistrzów Tczewa. Opuścił je najprawdopodobniej w drugiej połowie 1949 r. (jak się zdaje w okolicach sierpnia). Władze w mieście objął wówczas tymczasowo wiceburmistrz Franciszek Krawiecki. Ustąpienie Cichockiego nie wiązało się z jakimikolwiek zastrzeżeniami co do okresu jego urzędowania. Wiązało się to z przygotowaniami do wprowadzenia nowej ustawy samorządowej, likwidującej stanowisko burmistrza miasta.

Nowym włodarzem Tczewa został, 16 września 1949 r., Józef Kulwicki. Wybór ten był dość niezwykły. Józef Kulwicki nie należał do czołowych działaczy partyjnych. Przed wojną pracował jako maszynista w parowozowni w Zajączkowie. O krótkim okresie jego rządów w Tczewie wiemy niewiele. Dużą rolę najprawdopodobniej odgrywał wówczas wiceburmistrz Franciszek Krawiecki, jako osoba doświadczona w pracy samorządowej. Józef Kulwicki stanowisko swoje piastował do czerwca 1950 roku. Został następnie przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej, która w nowym systemie przejęła uprawnienia i obowiązki Zarządu Miejskiego. Po roku, w 1951 r., wrócił do pracy jako maszynista w parowozowni w Zajączkowie.

Józef Kulwicki był ostatnim burmistrzem Tczewa. Przez następne lata włodarzami grodu Sambora byli przewodniczący MRN. Dopiero nowa ustawa samorządowa, z 1973 r., wprowadziła urząd prezydenta miasta.

Marcin Kłodziński

fb2