Przed chwilą rozmawiałem z Panią Urszulą, córką Józefa Wyszyńskiego.
Józef był nie tylko malarzem, zajmował się też renowacją kościołów (w tym naszej fary, jest to opisane w kronice kościoła), ale także tczewskich wież ciśnień, drożdżowni i mostów, ponieważ jako jeden z niewielu miał rusztowanie. Dodatkowo zajmował się oprawą obrazów, szklarstwem, był nawet przedstawicielem huty szkła. Otworzył też sklep na Pocztowej, ale szybko interes zamknął. Był też jednym z niewielu fachowcem w układaniu ówczesnego hitu czyli linoleum, które położył w starostwie. Mieszkał na Podgórnej 9/10. Jako jeden z niewielu miał samochód, na początku forda 6cio osobowego, który był garażowany u Chmieleckiego na Kościuszki. Potem kupił citroena-kabrioleta . 31 sierpnia on i pozostali posiadacze aut zostali wezwani wraz z samochodami na świński rynek. Następnego dnia rozpoczął się nalot na Tczew. Kierowcy chcieli schować się w schronie w starostwie (ob. UM), ale ten był zamknięty. Józef pobiegł do domu. Samochód był używany do przewożenia rannych, ale potem go porzucono z przestrzelonym silnikiem. Wyszyńscy nie mogli uciec z Tczewa bo Józef opiekował się starymi, schorowanymi rodzicami. Po wkroczeniu Niemców przyszedł do ich domu jego uczeń Suplis z nakazem i przejął warsztat. W czasie okupacji chciano zatrudnić Józefa jako nauczyciela zawodu w szkole zawodowej, ale odmówił. Po odmowie po Wyszyńskiego zaczęli przychodzić też jacyś ludzie, ale oszukali ich w bardzo prosty sposób - zamienili tabliczkę z nazwiskiem na drzwiach. Przez ten wybieg zyskał trochę na czasie i wyjechał do Szczecina do szwagra, gdzie pracował w browarze. Wrócił do Tczewa pod koniec wojny i znalazł zatrudnienie w zakładzie samochodowym na ob. Westerpaltte jako mechanik. Po wojnie otworzył swój warsztat, ale dostał tak wielki domiar podatku, że zbankrutował. Do domu przychodził komornik, ale wszystkie rzeczy mieli pochowane u sąsiadki i nie mógł nic z niego ściągnąć. Do 1949 roku Józef pracował na zleceniach u księży - syn tczewskiego kościelnego był księdzem i dzięki temu miał pracę w okolicznych kościołach. W 1949 roku przeszedł na emeryturę. Na grobie jest błąd bo umarł w 1971 roku, ale kamieniarz wpisał 1972. Jeden z uczniów, który wyjechał do Niemiec został profesorem ASP.
Pani Urszula wojnę spędziła w majątku w Wielkiej Słońcy. Tczew odwiedziała rzadko, ale zapamiętała jednej niedzieli mnóstwo alianckich samolotów lecących na Malbork. Ma w domu jeden obraz Józefa, który przedstawi ich dom. Przy okazji poproszę jej córkę (wnuczkę malarza) o fotkę
