Szanowni Państwo,
Na wstępie muszę zaznaczyć, iż w zasadzie nie wiem o czym mam Państwu napisać. Temat relacji do Sowietów jest tak skomplikowany i obszerny, iż mógłby zostać poświęcony mu dość spory panel dyskusyjnym na jakiejś konferencji naukowej. W zasadzie tutaj odpowiedniejszą formą byłaby rozmowa bądź spotkanie, a nie na post na kilkadziesiąt tysięcy znaków. W związku z tym ograniczę się do zarysowania problematyki. Moją kolejną obawą jest to, iż boję się powtórzeń. Trochę już na ten temat mówiłem podczas spotkania z Państwem, które miało miejsce około dwóch lat temu. Rok temu wraz z kolegą Krzysiem Filipem napisaliśmy nawet wspólnie tekst o tczewskiej milicji, który również o tym traktował. Artykuł, który miał ukazać się na łamach „Gazety Tczewskiej”. Niestety poprzez „bałagan” w redakcji, ukazała się wcześniejsza wersja tekstu Krzysia, nie wolna od błędów, aczkolwiek i tak wartościowa. Szkoda. Obaj uważaliśmy, że nasza wspólna wersja była lepsza. Nasze pretensje nic nie zmieniły.
Na wstępie naszych rozważań musimy zaznaczyć kilka rzeczy, które są niezbędne dla zrozumienia złożoności tematu.
Musimy sobie uświadomić, iż co najmniej do czerwca 1945 r. Sowieci mają decydujący głos w większości spraw dot. funkcjonowania powiatu tczewskiego. Dotyczy to spraw politycznych, gospodarczych, bezpieczeństwa. Bez wątpienia są oni czymś w rodzaju władzy nadrzędnej. Miejscowe władze w zasadzie nie mają wpływu na ich działanie. Pokazuje to przypadek Starostwa Powiatowego w Tczewie. W kwietniu 1945 r. Sowieci aresztują ówczesnego szefa Referatu Kultury tegoż urzędu, nie podając nawet powodu. Należy przy tym zaznaczyć, iż wcześniej został on przysłany przez Urząd Wojewódzki w Bydgoszczy. O słabej pozycji tczewskiego starostwa może świadczyć m.in. fakt, iż nawet z wsparciem władz wojewódzkich, nie dość, że nie udało się uwolnić zatrzymanego, to nawet ówczesnemu p.o. starosty nie udało się dowiedzieć gdzie przebywa zatrzymany, czy nawet za co został aresztowany. Przypadków samowoli Sowietów jest więcej. Np. w samym Tczewie zajmowali i wywozili sprzęty poszczególnych przedsiębiorstw według własnego uznania. Pozostałości po wyposażeniu Arcony udało się uratować, spakowane już i oczekujące na wywiezienie na tczewskim dworcu, tylko dzięki ogromnej mobilizacji aparatu samorządowego i politycznego powiatu (na razie nie będę wspominał o działaniach czysto przestępczych, które zostaną zarysowane poniżej). Stan ten zupełnej samowoli sowietów kończy się w okolicach maja – czerwca 1945 r. Wówczas to władze samorządowe i polityczne coraz bardziej stają się „samodzielne” – tzn. względem Sowietów. Wynika to głównie, jak to się wydaje, z dwóch zasadniczych kwestii. Po pierwsze aparat samorządowy i polityczny, który jest tworzony od marca 1945 r. coraz bardziej „krzepnie”. Co jednak dużo ważniejsze, obecność Sowietów w powiecie od lata tegoż roku jest sukcesywnie zmniejszana. „Oddają” oni również coraz więcej władzy w ręce „lokalnych” decydentów. Nie oznacza to jednak, iż Sowieci znikają z tczewskiej przestrzeni publicznej. Będą oni obecni jeszcze do lata 1946 r. Ich rola nie będzie jednak tak znaczna jak w pierwszych trzech miesiącach po zajęciu powiatu przez jednostki Armii Czerwonej.
Stosunek tczewskich milicjantów do żołnierzy sowieckich jest niezwykle skomplikowaną sprawą. Niezwykle trafnie może o tym świadczyć fragment ze sprawozdania Komisariaty MO w Tczewie, z marca 1946 r.: „W stosunku do ZSRR są ustosunkowani dobrze, lecz do wojska radzieckiego przez ich złe zachowane”. Pomimo iż fragment ten tyczy schyłku szerszej działalności Sowietów w powiecie, świetnie, jak się wydaje, obrazuje ogólnie stosunek milicjantów do Sowietów. Z jednej strony „oficjalny”, jak również ten „codzienny”, który w zasadzie panował w szeregach MO od 1945 r. Może paść bardzo zasadne pytanie: Skąd ta niechęć? Przecież to właśnie Sowieci byli gwarantem ustroju, którego „bijącym sercem” stanie się MO. W organizacji niektórych posterunków milicyjnych w powiecie, ja wskazują niektóre wspomnienia, mieli nawet pomagać żołnierze ACz.
Musimy pamiętać, iż MO pomimo że sama była służbą odpowiedzialną za bardzo wiele przestępstw i zła, które na przestrzeni wielu lat dotknęło mieszkańców miasta i powiatu, za zadanie miała m.in. obronę obywateli i porządku publicznego. Było to szczególnie potrzebne, a także oczekiwane przez społeczeństwo, w pierwszych tygodniach po zajęciu miasta przez wojska sowieckie. Trzeba tutaj zaznaczyć, iż to właśnie Sowieci byli głównymi sprawcami wszelkich przestępstw po marcu 1945 r. To właśnie oni byli głównie odpowiedzialni za grabieże i grabieże dokonywane na mieszkańcach miasta i powiatu. Dochodziło również do morderstw i gwałtów. Trochę wyprzedzając Państwa ewentualne pytanie, muszę stwierdzić, iż empiryczne badania nie pozwalają na dokładne określenie skali tego procederu. Z pewnością w pierwszych tygodniach, miesiącach po marcu 1945 r. było to niestety zjawisko dość powszechne. Z moich badań wynika, iż najprawdopodobniej taki stan rzeczy miał miejsce do lata 1945 r., kiedy to liczba przestępstw dokonywanych przez Sowietów zaczęła spadać. Jeżeli Państwo pozwolą nie będę wchodził w szczegóły, gdyż jest to dość skomplikowana sprawa. Oczywiście nie oznacza to, iż po lecie 1945 r. skończyły się przestępstwa dokonywane przez żołnierzy ACz. Nadal do nich dochodziło, w tym również do tych najbardziej obrzydliwych jak morderstwa i gwałty. Państwo pozwolą, iż nie będę wchodził w szczegóły. Po prostu uważam, iż opisywanie cierpienia tych ludzi i ich rodzin w postaci postu na łamach Forum, nie jest właściwe.
Z przytoczonych powyżej przyczyn funkcjonariusze MO i Sowieci stosunkowo często stawali naprzeciwko siebie. Przykładowo w lipcu 1945 r. Komenda Powiatowa MO w Tczewie podawała w swoim sprawozdaniu, iż zatargi z żołnierzami Armii Czerwonej są częste. Zaznaczano przy tym, iż milicjanci są przy tym na straconej pozycji, gdyż zwykle na jednego milicjanta przypada kilku czerwonoarmistów. Zdarzało się jednak, iż milicjantom zdarzało się odzyskiwać skradzione rzeczy. Znamy również co najmniej jeden przypadek, kiedy funkcjonariusze MO otworzyli ogień („na postrach”) do próbujących dokonać gwałtu Sowietów. Oczywiście nie zawsze milicjanci wychodzili z takich zatargów zwycięsko. Możemy tutaj przytoczyć wydarzenia z września 1945 r. Grupka około 6 żołnierzy w sowieckich mundurach zaczęło „rewidować”, zabierając pieniądze i kosztowności, ludzi wchodzących i wychodzących do parku od strony ul. Bałdowskiej. Wśród zatrzymanych przechodniów było wracający z kina milicjant tczewskiej Komendy Powiatowej. Nasz funkcjonariusz stracił 100 zł, a także został powiadomiony, iż gdyby nie to, że jest milicjantem, to zostałby „ubity”. Okradziony milicjant odchodząc nagle usłyszał, że żołnierze zatrzymali cywila, po czym zaczęli do niego strzelać. Pobiegł wówczas do pobliskiej Komendy Powiatowej, również umiejscowionej na ul. Bałdowskiej, z której wraz ze wsparciem wrócił. Niestety nie zastał już grupki żołnierzy sowieckich. Milicjanci znaleźli tylko postrzelonego w kręgosłup mieszkańca Dąbrówki, którego natychmiast odwieziono do tczewskiego szpitala. Innych przypadków takich starć znamy więcej.
Warto wspomnieć, iż sami Sowieci również nie darzyli tczewskich milicjantów jakąś specjalną estymą. Znamy kilka przypadków, z Tczewa i całego powiatu, ataków i napadów na posterunki MO dokonywanych przez czerwonoarmistów. Jednym z lepiej opisanych w dokumentacji jest napad na Posterunek na ul. Gdańskiej w Tczewie, do którego doszło pod koniec lipca 1945 r. Do wspomnianej wówczas placówki MO wtargnęło wówczas dwóch żołnierzy ACz, którzy chwilę wcześniej otworzyli ogień przed tym posterunkiem. Przeszukali wszystkie pokoje, po czym rozbroili wartownika. Po chwili jednak oddali mu broń, wygrażając jednocześnie, iż wszystkich powystrzelają. Kilka godzin później, w porze nocnej, przed tym samym posterunkiem zebrała się grupka 15 Sowietów, którzy wykrzykując groźby pod adresem milicjantów ostrzelali budynek. Tym razem jednak nikt nie zginął. Nie zawsze jednak obywało się bez ofiar. W wyniku innego napadu na ten posterunek zginął jeden czerwonoarmista.
„Odwiedziny” palcówek MO przez Sowietów nie zawsze odbywały się w tak „huczny” sposób. Miały one również bardziej oficjalny charakter. Przykładowo w maju 1945 r. w Komendzie Powiatowej MO pewien oficer Sowiecki w obstawie kilku czerwonoarmistów dwukrotnie dokonał rewizji. Przeszukując, jak wskazywali milicjanci „w sposób nie licującym z żadnym prawem”, wszystkie pomieszczenia i szafy budynku przy ul. Bałdowskiej 6, w czasie jednej z takich „wizyt” zarekwirowali, wcześniej zarekwirowane przez milicjantów, radioodbiorniki.
Oczywiście jest to tylko pewien, dość ogólny, zarys działalności Sowietów w powiecie tczewskim, jak i ich relacji z funkcjonariuszami Milicji Obywatelskiej. Samych przykładów również jest dużo więcej. Na opisanie jednak wszystkiego nie starczyłoby mi czasu, ani miejsca na łamach Forum.