Wszystko tak naprawdę sprowadza się do tego, czemu takie programy mają służyć.
Bo jak to ma być program robiony głównie dla własnej satysfakcji i niejako z góry zakładamy, że jego widzami będą pasjonaci takich tematów, to rzecz jasna można się skoncentrować na przekazie merytorycznym, kręcą to w formie klasycznego „reportażu” albo „interviu”. De facto przy takim podejściu koszty są minimalne, albo wręcz ich brak. Sprzętu umożliwiającego kręcenia materiałów filmowych o jakości „na YouTube” jest pełno (czasem wystarczy co lepszy aparat cyfrowy), podobnie jak dostępne są programy do montażu takich materiałów. Plus trochę przysłowiowej smykałki i gotowe. Stąd mamy dziś całkiem sporo różnej maści filmików edukacyjnych kręconych nawet przez gimnazjalistów (bo w szkołach mamy od paru lat trend na tego rodzaju projekty), czasem zresztą o niebo lepszych, od tego co mogę oglądać w kablówkach lokalnych, z różnych miast, które mi serwuje na swoim kanale Vectra.
Jednak, jak myślimy nieco ambitniej o produkcie, który ma przyciągnąć osoby nie zainteresowane z góry tą tematyką, który „na zewnątrz” promował będzie historię Tczewa, to niestety pracy jest z tym sporo. Najłatwiej to zdobyć spore fundusze i udać się do TVP Gdańsk, które od parunastu miesięcy kołata do organizacji regionalnych, że chętnie zrobi program o Tczewie, Starogardzie lub Kociewiu (czy czymkolwiek innym), byle im za niego zapłacić. Niestety ich wyceny, nijak mające się do realiów, odstraszają nawet najbogatszych sponsorów. Nie mówiąc już o tym, że rzecz jasna to cały czas redaktorzy TVP będą decydować jak i o czym konkretnie dany program robić (no bo jak by im dać za darmo scenariusz, to by musieli jeszcze kogoś zwolnić).
Dlatego najbardziej realnym rozwiązaniem jest albo zainwestowanie samemu w nieco lepszy sprzęt i produkcję programu, albo wejść w kooperację z jakąś lokalną telewizją.
To też nie kosztuje kroci. Specjalne podesłałem linka do programu Twojej Telewizji Morskiej, bo dobrze wiem, jak on powstaje. Robią go fizycznie cztery osoby, na sprzęcie o wiele gorszym niż ma choćby nasza TeTka. Wbrew pozorom 75% pracy, to opracowanie scenariusza, a potem odpowiedni montaż, bo samo nagranie, przy ciutce talentu, to bardziej rozrywka.
Ponawiam jednak sugestię by pisanie scenariusza dla takiego programu oprzeć na dobrych wzorcach, jak choćby „Było... nie minęło”. Sama konkretna tematyka: eksploracja katedry, czy poszukiwanie samolotu, to już kwestia techniczna. Sedno tkwi w pomyśle na takie nagranie. Jakie ma być długie, ile występuje w nim osób, co stanowi oprawę wizualną, a co muzyczną i jaką ma mieć fabułę.
Tematy, które podajesz można świetnie przedstawić też w TV. Choćby katastrofy lotnicze. W czasie dziesięciominutowego programu można zrobić krótkie „setki” z miejsc tych katastrof, nagrać z minutkę jakiś lecący samolot, z dokumentów z epoki przygotować „przebitki”, zaś cała trudność polegała by na sposobie opowiedzenia o nich przez prowadzących, tak by nie znudzić widza (czyli na klasycznej fabule).
Nic tylko kręcić.
Niestety wymaga to sporo pracy, na którą raczej funduszy się nie zdobędzie. Dlatego takie filmy nas jeszcze nie zalewają, bo ci co podobne pomysły mieli (niektóre bardzo konkretne), zazwyczaj odkładali je „aż znajdą wolny czas”.