W okresie dwudziestolecia międzywojennego przez Tczew kursowały pociągi relacji Berlin-Królewiec, którymi przewożono również niemiecką korespondencję urzędową oraz wojskową. Niemcy nigdy nie domyślili się, że była ona skrupulatnie przeglądana przez polski wywiad w ramach akcji o kryptonimie „Wózek”. Jej pomysłodawcą był major Jan Henryk Żychoń, szef bydgoskiej delegatury II Wydziału Sztabu Generalnego zajmującego się wywiadem. Stworzył niezwykle sprawną grupę składającą się z urzędników, kolejarzy, maszynistów, zawiadowców stacji, kierowników poczt oraz .... zawodowych kasiarzy i włamywaczy, którzy w zamian za darowanie kary podjęli współpracę z wywiadem. Byli wyposażeni w łomy, młotki i obcęgi służące do włamań, autentyczne niemieckie plombownice, pieczęcie lakowe i inne narzędzia potrzebne do niezauważonego wnikania w zawartość niemieckich transportów.
Na pierwszej stacji po naszej stronie - w Chojnicach, polscy kolejarze przejmowali opiekę nad tranzytami, przy czym wagony towarowe lub pocztowe plombowano w obecności kolejarzy niemieckich. Na stacji kończącej przejazd przez Polskę, w Tczewie, plomby sprawdzano komisyjnie, po czym pociąg przejmowali Niemcy. Wtajemniczony w sprawę maszynista w umówionym rejonie zwalniał bieg pociągu, by mogli do niego wsiąść wywiadowcy ( w nomenklaturze wywiadu nazywano ich kunami). Wspólnie z kolejarzami otwierali wagony i przeglądali transport. Adresowane do niektórych niemieckich instytucji przesyłki lub elementy broni wyrzucano z pociągu w określonym miejscu. Przejmowała je ekipa zaopatrzona w aparaty fotograficzne, sprzęt kreślarski oraz plombownice. W specjalnie do tego celu wynajętym domu sporządzano fotokopie korespondencji, a także dokumentację przewożonej broni. Po zaplombowaniu przesyłki kierowano do miejsca przeznaczenia, tą samą drogą - czyli maszynista znowu zwalniał bieg pociągu, a przesyłki i listy kładziono do wagonów pocztowych. Algorytm ekspresowego rozpieczętowywania, kopiowania i ponownego zapieczętowania przesyłek, wykorzystywany podczas przejazdu wagonu pocztowego przez terytorium Rzeczypospolitej między Chojnicami a Tczewem doprowadzono do perfekcji. Dzięki temu cała akcja nigdy nie została zdekonspirowana przez Niemców.
be-good pisze:Pod tym linkiem pierwsza część (zawiązanie akcji) Pogranicza w Ogniu, odcinek 17.
Dotyczy tzw. "Akcji Wózek", podczas której polski wywiad w niezauważony sposób włamywał się do niemieckich przesyłek pocztowych na tranzytowym odcinku Chojnice- Tczew.
Kto lubi - poogląda dalsze fragmenty.
Od 05:30 młody leszczyk - aktor, który stał się papieżem
A za kółkiem w dalszych fragmentach poseł RP Jerzy Federowicz...
[/cytat]
zielu pisze:
be-good pisze:Dotyczy tzw. "Akcji Wózek", podczas której polski wywiad w niezauważony sposób włamywał się do niemieckich przesyłek pocztowych na tranzytowym odcinku Chojnice- Tczew.
W tym celu polski wywiad wojskowy wykorzystywał także złodziei z tzw. szkoły lwowskiej, oczywiście nieoficjalnie. Fragment artykułu z "Rzepy":
"Co pewien czas, o czym doskonale wiedziano, oficer Abwehry podróżujący ekspresem Berlin – Królewiec przewoził tajne dokumenty do ekspozytury wywiadu w stolicy Prus Wschodnich. Okazja była niezwykle kusząca. Wykorzystując przejazd pociągu przez polskie terytorium, należało sprawdzić, jakie wiadomości zawiera ten ściśle tajny bagaż.
Najsprawniej wykonywał to delikatne zadanie „profesor” kieszonkowców w szkole lwowskiej. I przeważnie do niego zwracano się o pomoc. Roboty podejmował się chętnie z pobudek, jak sam powiadał, czysto patriotycznych. Lwowski fachowiec wsiadał do pociągu w granicznym Zbąszyniu i, zanim ekspres po kilku godzinach dotarł do Tczewa, wszystkie dokumenty, jakie miał przy sobie niemiecki kurier, zostały na pewien czas wykradzione, przejrzane i sfotografowane, a potem jakby nigdy nic zwrócone na miejsce w najlepszym porządku. Szkoła lwowska na coś się więc przydawała, a w pewnych sytuacjach jej wykładowcy i absolwenci byli nie do zastąpienia."
[/cytat]
Re: Akcja "Wózek"
: 12 wrz 2013, o 21:21
autor: Jadzia
O "kunach" pisał Pan Landowski w "Dzienniku Bałtyckim", 08.03.1996 r.
Re: Akcja "Wózek"
: 19 wrz 2013, o 09:36
autor: Jadzia
W "Kociewskim Magazynie Regionalnym" (nr 42, 2003 r.) zamieszczone są rodzinne wspomnienia Witolda Banackiego. Zacytuję fragment, w którym możemy przeczytać o działaniach polskiego wywiadu.
Pewnego dnia na początku roku 1938 do mieszkania naszego ojca w Tczewie przybył mężczyzna w cywilu, który przedstawił się jako oficer II Oddziału Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i po krótkiej rozmowie zaproponował wykonanie tajnego zadania:
- W ustalonym dniu w nocy, na umówionym kilometrze drogi między Chojnicami a Tczewem, w ściśle wyznaczonym czasie zatrzyma pan parowóz na czas kilku minut pod pozorem drobnej awarii. Z pomocnikiem będziecie udawali czynności związane z jej usunięciem. Niemiecka załoga pociągu (kierownik i jego pomocnik) niewątpliwie z ciekawości przybiegną do parowozu w celu wyjaśnienia zatrzymania pociągu, co jest czymś niezwykłym, w dotychczasowej praktyce. W tym czasie nasi wywiadowcy, którzy w tym miejscu będą oczekiwać na ten pociąg, rozplombują drzwi wagonu zrobią zdjęcia fotograficzne tego, co się we wnętrzu znajduje i ponownie po zamknięciu drzwi wagonu i założeniu podrobionych plomb, może pan ruszać w drogę. Zadanie jest tajne i nikt ze współpracowników ani przełożonych o tym nie będzie poinformowany.
Ojciec jako wzorowy pracownik do tego projektu miał początkowo zastrzeżenia, które temu oficerowi przedstawił:
- Otóż parowozy na tej trasie są wyposażone w urządzenie, które na woskowanej papierowej taśmie z podziałką milimetrową rejestrują przebieg jazdy parowozu, tzn. szybkość, miejsce zatrzymania itp. Ponieważ przyjazd do stacji docelowej będzie opóźniony, Niemcy sporządzą protokół i będą się domagać karnych opłat umownych. Jako maszynista odpowiadam za sprawność parowozu, regularność jazdy, to po powrocie do parowozowni i oddaniu dyspozytorowi zaplombowanej taśmy z zapisem jazdy, po jej analizie, czeka mnie nagana, pozbawienie premii, a moja opinia, dotąd wzorowego pracownika, będzie podważona. Po tylu latach nienagannej służby, wyróżnieniach i awansach taka „wpdka”?
Odpowiedź oficera była następująca:
- Tak będzie! Ale to jest rozkaz. Pan jako podoficer rezerwy jest zobowiązany go wykonać!
A więc stało się wszystko jak uzgodniono na tym spotkaniu. I konsekwencje służbowe zostały wyciągnięte zgodnie z regulaminem służby w PKP. Ale niedługo po tym wydarzeniu, 11 listopada 1938 roku z okazji Święta Niepodległości, nasz ojciec został „Zarządzeniem Pana Prezesa Rady Ministrów odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi RP za zasługi w służbie kolejowej”. Tak zapisano w zawiadomieniu. Przełożeni ojca w PKP Zajączkowo Tczewskie i koledzy byli nieco zdziwieni, że taki młody został tak wysoko uhonorowany.