Przedtem bez żadnych intryg, bez najmniejszej zdrady
Jeden poseł mógł wstrzymać sejmowe obrady,
Jeden ojczyzny całej trzymał w ręku wagę,
Powiedział: "nie pozwalam", i uciekł na Pragę
Pierwszym posłem, którego nazwisko historia, a bardziej historyczna tradycja związała z tą niechlubną kartą, jaką w dziejach Rzeczypospolitej zapisało liberum veto, był Władysław Siciński, poseł z Upity w województwie trockim, klient hetmana polnego litewskiego Janusza Radziwiłła. 9 marca 1652 r. Siciński sprzeciwił się wnioskowi o prolongatę obrad sejmu i opuścił posiedzenie. Obecnie badacze wskazują, że protest Sicińskiego poparli inni posłowie, którzy jednakże dali się przekonać sejmowej większości. Jedynie samego inicjatora, z racji jego nieobecności, przekonać już nie było można. Doprowadziło do zamknięcia obrad bez podjęcia uchwał.
Po raz pierwszy do zerwania sejmu głosem pojedynczego posła doszło dwa lata póżniej, 28 marca 1654 r. W sejmie trwała zażarta dyskusja o obsadzie wakatów hetmańskich koronnego i litewskiego, tocząca się między przeciwnikami a zwolennikami króla Jana Kazimierza, który dążył do podporządkowania sobie tych urzędów i wprowadzenia obowiązku składania przez hetmanów przysięgi na wierność królowi. Tym razem do zerwania obrad, toczących się już w prolongowanym terminie, dążyło stronnictwo królewskie. Jako pretekst wykorzystano odebranie głosu i statusu posła stronnikowi dworu, posłowi województwa chełmińskiego Janowi Ignacemu Bąkowskiemu, którego ostre wystąpienia naruszały, zdaniem posłów, prawa Rzeczypospolitej. Sprzeciw wobec decyzji izby złożył poseł powiatu tczewskiego Paweł Antoni Białobłocki, który czyniąc zadość wymogom formalnym opuścił salę obrad.
Warto zwrócić uwagę na szerszy kontekst tego parlamentarnego wydarzenia, wtedy jeszcze incydentalnego.
Kojarzone obecnie ze szlachecką nieodpowiedzialnością i skłonnością do anarchii liberum veto, zostało świadomie zastosowane z inicjatywy króla Rzeczypospolitej, w sytuacji już zaistniałego 10 stycznia 1654 r. wypowiedzenia wojny przez cara Rosji Aleksego Romanowa. Niezadługo po zerwaniu tego sejmu armie rosyjskie wkroczyły na Ukrainę i Litwę.
Ale to już zupełnie inna historia, której literacką wersję przedstawił w pierwszych rozdziałach "Potopu" Henryk Sienkiewicz.


