Strona 3 z 3

Re: Katastrofa lotnicza na Czyżykowie w 1969 r.

: 31 mar 2014, o 22:51
autor: zielu
Zbierając materiały do dużego tekstu o tragicznej katastrofie z sierpnia 1969 r. otrzymałem poniższe zdjęcie grupy pilotów z Debrzna. Kpt. Doliniak stoi trzeci z lewej. Rozmawiałem o tym z zdarzeniu z jego ówczesnym dowódcę eskadry (i uczestnikiem feralnych ćwiczeń) oraz mechanikiem samolotowym. Więcej ciekawych informacji wkrótce ;)

Re: Katastrofa lotnicza na Czyżykowie w 1969 r.

: 30 kwie 2014, o 12:03
autor: LukaszB
W najnowszym miesięczniku "Nasza Historia" na 10 stronie znalazł się artykuł Przerwany lot kapitana Dolińskiego Tajemnica tragedii w Tczewie , gdzie nasz kolega :zielu zamieścił kilka nieznanych nam faktów, opowiedzianych przez byłego dowódcę jednostki http://naszahistoria.pl/pomorskie/#zamknij

Re: Katastrofa lotnicza na Czyżykowie w 1969 r.

: 18 sie 2020, o 12:01
autor: zielu
Tczewianie wspominają katastrofę z 1969 r. na naszym FB:

Wiesława F.-J. -

Pamiętam to zdarzenie doskonałe jakby to było wczoraj. Mieszkaliśmy przy Czyżykowskiej 66. Był upalny burzowy wieczór, wracałam z siostrami ze spaceru i będąc na 3 piętrze usłyszałyśmy potężny wybuch a blok naprzeciwko przy ul. Tetmajera 5 jakby stanął w ogniu, taki był odblask. Nasz blok cały się zatrząsł.

Luiza W. -

Byłam tam przy samym dole jak wyciągano z ziemi strzępki metalu W tej chwili nie mogę rozpoznać tej alejki.Alejka prowadziła od ulicy w ogrody działkowe . Uderzył w środek alejki na samym dole. Kawałki metalu i strzępy ubrania i ciała wykopywano z głębokości ponad 6 m . Byłam pracownikiem JW 4124 w Malborku. Nie znałam tego pilota.

Wojtek A. -

Dokładnie tak. Miałem 11 lat. Pamiętam dziwny odgłos silnika a potem huk. Następnego dnia rano z gromadą innych dzieciaków i gapiów byliśmy na miejscu. Było już tam wojsko z Malborka, które otoczyło rejon upadku ( druga, czy trzecia działka od płotu od strony Nowowiejskiej). Sto metrów bliżej poza kordonem wojska trzech facetów próbowało rozbić na kawałki solidny kawał blachy od samolotu ( taki 0,5 metra na 1,0 metr ) - chyba na pamiątkę, lecz nie udało się . Dookoła śmierdziało paliwem lotniczym. Na Bałdowskiej przy działkach stało kilkanaście Starów 66 z żołnierzami, którzy potem pilnowali terenu. A my jak to dzieci wciskaliśmy się wszędzie. Z kilkunastu metrów widziałem miejsce upadku samolotu, dużą dziurę w ziemi i resztki drzew owocowych i ogrodzenia działki. Żołnierze zbierali i wydobywali setki poskręcanych aluminiowych części , które wrzucali na wojskowego ciężarowego Jelcza. Wkrótce auto było załadowane po czubek.Cały czas części i miejsce katastrofy było sprawdzone przez dwie osoby w białych kombinezonach. Delikatnie przeszukiwali i przeczesywali ziemię i drobne szczątki . Zrozumiałem co robią, dopiero gdy dostrzegłem , że niektóre szczątki odkładają na niewielką białą płachtę. Tylko tyle zostało z pilota. Po dwóch dniach miejsce uderzenia zostało wyrównane, lej zasypany, miejsce trochę zagrabione. Był to łysy pusty plac w środku działek. Nadal śmierdziało lotnicze paliwo, które wsiąkło w ziemię. Gdy tylko wojsko odjechało zaraz tam weszliśmy.Na ziemi były nadal setki nitów, duraluminiowych kilkumilimetrowych kawałków, zdarzały się i większe, które braliśmy na pamiątkę. Też wziąłem 10 cm kawałek duraluminium z nitami, podgumowany od spodu. Ponoć to fragment skrzydłowego zbiornika paliwa. Mam go gdzieś do dzisiaj.