I. Najpierw kilka uwag natury administracyjno-prawnej:
1. Miasto może, ale nie musi tworzyć jednostki pomocnicze. Oznacza to, że osiedla lub/i dzielnice mogą funkcjonować w formie zwyczajowej. I tak jest właśnie w Tczewie teraz.
2. Jeżeli miasto decyduje się utworzyć jednostkę pomocniczą, to nie ma tutaj wyboru - musi zarówno określić ściśle granice administracyjne tej jednostki, jak i powołać struktury wykonawcze i uchwałodawcze w postaci odpowiednio np. zarządów i rad.
3. Nie ma aktualnie w Polsce miasta (nawet stołecznego), w którym istniałby dwustopniowy podział na jednostki pomocnicze, np. dzielnice podzielone na osiedla, gdzie jedne i drugie są sformalizowane pod kątem granic i władz. Jeśli już gdzieś istnieją zarówno dzielnice, jak i osiedla, to albo dzielnice są jednostkami pomocniczymi (np. Gdańsk, Warszawa), a osiedla funkcjonują zwyczajowo, albo dzielnice są zwyczajowe, a osiedla posiadają swoje granice administracyjne (np. Wrocław). Ponadto do 2015 r. mieliśmy ciekawy przypadek miasta Władysławowo, które posiadało swoje "kolonie" rozsiane wkoło (m.in. Rozewie, Jastrzębia Góra, Karwia, Chałupy itd.), ale które traktowano jak niezależne wsie, podczas gdy nie były one nawet jednostkami pomocniczymi.
4. Nie ma zarazem przeszkód, żeby miasto tworzyło i określało granice dzielnic i osiedli, bez formalnego nadania im statusu jednostek pomocniczych. To też daje samorządom pewną swobodę - może utworzyć sobie jakieś obręby (np. w formie dzielnic), chociażby dla potrzeb podziału środków z budżetu lub/i budżetu obywatelskiego. Krótko mówiąc - jeśli miasto ma osiedla zwyczajowe, a chce dodatkowo mieć większe okręgi w postaci dzielnic i zarazem nie nadawać im statusu jednostek pomocniczych - ma narzędzia do tego, żeby to zrobić. Gdyby się uparło, to może też tym wszystkim "nie-jednostkom" określić granice wewnętrznymi zarządzeniami Prezydenta/Burmistrza lub uchwałami Rady Miasta, niestanowiącymi prawa miejscowego w rozumieniu, które tworzyłoby nową strukturę samorządową.
5. Należy mieć na uwadze, że widoczne na Geoportalach i podobnych serwisach obręby geodezyjne niekoniecznie muszą odpowiadać formalnie wytyczonym granicom dzielnic/osiedli. O ile sprawa jest uporządkowana, to często tak jest (np. w znacznej części Gdańska), ale nie musi być. Wytyczając granice administracyjne jednostek pomocniczych z intencją uzgodnienia ich z obrębami ewidencyjnymi, władze miasta muszą liczyć się z: koniecznością zapewnienia odpowiednich działań po stronie powiatu i starostwa (reforma obrębów), które z kolei będą miały wpływ np. na ESKW czy system podatkowy. Zmiana obrębu niekoniecznie musi dotknąć samego numeru działki, ale jej unikalnego identyfikatora. Tu musieliby wypowiedzieć się urzędnicy powiatowej geodezji, sądowego wydziału ksiąg wieczystych, urzędu skarbowego i ARIMR, jak to wyglądałoby w praktyce (np. numeracja działek). Jeżeli do uzgodnienia nie miałoby dojść, to możemy mieć do czynienia, np. że mieszkańcy dwóch różnych dzielnic, które sąsiadują ze sobą, znajdą się w jednym obrębie geodezyjnym. Zdarzają się przypadki, że zmiany w obrębach i działkach, nie poskutkowały aktualizacją ESKW i mamy niezgodność w księgach wieczystych. Bałagan!
II. Teraz odnosząc się stricte do casusu Tczewa i celowości:
1. Czy ścisłe wytyczenie granic osiedli, któremu może (choć nie musi) towarzyszyć nadanie statusu jednostek pomocniczych ma sens? Moim zdaniem, nie. Po pierwsze od samego początku niemal władze nie dbały o sporządzanie precyzyjnych map osadnictwa, przez co nie zawsze było możliwe dokładne określenie granic osiedli (zwłaszcza powojennych), co pokutuje do dziś. Po drugie, od pewnego czasu istnieje duża samowolka w nadawaniu nazw osiedli, np. relacja Szklanych Domów do Osiedla Bema, a od pewnego czasu chaos pogłębiają deweloperzy, ogłaszając swoje projekty, np. Jabłoniowe, Jaśminowe, Zacisze etc. Proceder ten może się rozwijać dalej i być trudny do opanowania, a tym bardziej zgrania z ewentualnymi nowymi obrębami geodezyjnymi.
2. Czy wprowadzanie większych okręgów administracyjnych w postaci dzielnic jest uzasadnione? Skłonny jestem twierdzić, że tak, ale pod warunkiem określenia ich granic, z uwzględnieniem określonych kryteriów (np. historii i dotychczasowej praktyki, tożsamości i więzi etc.). Mogłoby to powstrzymać chociaż trochę ewentualny chaos osiedlowy, przynajmniej na tyle, że pozwoliłoby zamknąć osiedla w konkretnym obrębie (najlepiej administracyjno-geodezyjnym). Podkreślić należy, że nawet w przypadku jednostki pomocniczej nie ma ona osobnego budżetu (na wzór funduszu sołeckiego), natomiast budżet miasta może wyznaczyć pewne dedykowane kategorie wydatków (np. dla potrzeb dzielnicy/osiedla X). Zatem dla samego budżetowania (czy to bieżącego, czy to BO) jednostki pomocnicze nie są konieczne. Samo natomiast utworzenie dzielnic (bez względu w jakiej formie) może stanowić pretekst do weryfikacji granic obrębów budżetu obywatelskiego, np. likwidacji absurdalnego połączenia Górek z Czyżykowem.
3. Odpowiadając na pytanie, czy w przypadku wprowadzania dzielnic, lepiej zrobić to w formie zwyczajowej, czy w formie jednostek pomocniczych, odpowiedziałbym - to zależy od kontekstu. Bardzo istotne jest to, że - jak wiele na to wskazuje, choć musiałby to potwierdzić prawnik - nie ma obowiązku obejmowania całego obszaru gminy miejskiej jednostkami pomocniczymi. Kiedy warto to zrobić? Moim zdaniem, na pewno w dwóch przypadkach: A. Kiedy istnieje ścisła integralność, tradycja i współpraca w ramach dużego obszaru; B. Kiedy granice miasta zostają poszerzone przez włączenie całych wsi lub sołectw. Ten wątek jeszcze rozwinę w dalszej części.
III. Metodyka tworzenia dzielnic (lub okręgów). Według mnie nie ma potrzeby przysłowiowego wymyślania prochu i powinniśmy czerpać, jeśli to tylko możliwe, ze wzorców sprawdzonych. Dla mnie takim punktem odniesienia jest Gdańsk, z którym mam stosunkowo najwięcej do czynienia i który ma kilkudziesięcioletnie doświadczenie w tym obszarze, m.in. ze względu na powiększenie obszaru o przygraniczne wsie, ale również istnienie licznych majątków i osad. Istniejący tam podział opiera się o tzw. jednostki morfogenetyczne, na bazie których tworzono dzielnice i funkcjonują zwyczajowe osiedla. Jak na tym tle widziałbym to w Tczewie:
1. Dzielnicę tworzy się w oparciu o konkretny obszar historyczny (np. sołectwo/wieś) lub blisko związane ze sobą obszary historyczne (np. zespół osiedli). Przykład: Stare Miasto jest w ścisłym związku m.in. z Przedmieściem Berlińskim i parkiem. Wytyczając granice, należy posługiwać się wszelkimi dostepnymi mapami urzędowymi - aktualnymi oraz z poprzednich dekad i archiwalnymi.
2. Granice historyczne dzielnic mogą być korygowane, jeśli jest to uzasadnione względami praktycznymi, tj. kiedy np.:
A. Odtworzenie pełnych granic obrębu lub dawnej wsi jest niemożliwe ze względu na scalenia działek (np. Park Miejski);
B. Zwarta zabudowa obejmuje dawną wieś, ale zahacza również o fragment obszaru sąsiedniego (np. osiedle Prątnica - oprócz dawnych dóbr rycerskich - obejmuje fragment Tczewskiego Pola);
C. Przemawiają za tym inne ważne względy, np. techniczno-infrastrukturalne albo znaczne oddalenie od siebie miejsc zabudowy, dodatkowo rozdzielone torami).
W tym kontekście warto spojrzeć na Gdańsk. Typowym przykładem jest dzielnica Piecki-Migowo (popularnie - Morena), której częścią są również Migówek (Müggenwinkel, ob. Morenowa) oraz Trzy Lipy (Drei Linden, ob. m.in. GPNT). To są dwa historyczne przysiółki dawnej wsi Zigankenberg, które - z nieznanych przyczyn - nie weszły w skład dzielnicy Suchanino.
3. Obszar dzielnic - nie za mały, ale nie za duży (zbyt wielka powierzchnia może mieć negatywny wpływ na integralność małej społeczności oraz zarządzanie). Optymalne wydaje się kilkaset hektarów - w zależności od przypadku.
4. Nazewnictwo dzielnic - wskazane jest stosowanie nazw historycznych, zwłaszcza jeśli grozi im zapomnienie, a dzielnica obejmuje dawne terytorium. Jeżeli mamy do czynienia z dwoma lub większą ilością obszarów, należy uwzględnić w nazwie te największe i najważniejsze. Co to oznacza?
Tu istotna rzecz: Gdańsk nie miał dylematu, czy ważniejsze są Piecki albo Migowo. Dzielnicę nazwano po prostu "Piecki-Migowo". Nie rozstrzygał też, czy ważniejsza jest Orunia, Lipce czy Św. Wojciech - dzielnicę nazwano po prostu "Orunia-św. Wojciech-Lipce". Także w Tczewie - czy mieszkańcy Prątnicy chcą być kojarzeni z Suchostrzygami - taki argument tu gdzieś padł. Nie muszą być, jeśli nie powstanie dzielnica o nazwie "Suchostrzygi" tylko np. "Suchostrzygi-Prątnica-Piotrowo". Warto mieć przy tym na uwadze, że wspomniane nazwy funkcjonują od kilkuset lat (z wyjątkiem Piotrowa - od 1847 r.). Wątki nazw rozwinę dalej.
IV. Propozycje podziału dzielnicowego i nazewnictwa - po tym, jakże długim, wprowadzeniu chciałbym przejść do sedna sprawy w tym temacie, czyli jakie obręby (dzielnice lub okręgi, ponad osiedlami) mogłyby wchodzić w grę i dlaczego oraz jak je nazwać. Dodam, że obie propozycje Ceza wraz z uwagami ŁukaszaB są ciekawe i traktuję je jako punkt wyjścia do dalszych rozważań. A zatem, bazując na pierwszym poście Ceza:
1. DZIELNICA "GŁÓWNE MIASTO":os. Stare Miasto, dawne ogrody miejskie/Podlice (ul. Sambora, bulwar), dawny Tczewski Młyn / okolice Zamayte i cegielni miejskiej (1 Maja, Za Dworcem, dawna stocznia), ulica Wąska (Ulrice) i Ogrodowa, Przedmieście Malborskie (Chopina, Nad Wisłą), Przedmieście Berlińskie i Młyńskie (Dąbrowskiego, Kościuszki, Łazienna, Słowackiego, Westerplatte), Plac Piłsudskiego i okolice Skweru Ofiar Katynia (Lecha, Strzelecka, Królowej Jadwigi) plus osada Nonnenmorgen na wschód od torów, Park Miejski w całości, ul. Paderewskiego i Kołłątaja, Park Kopernika, przychodnia, szpitale, cmentarze, zakłady Eaton.
UWAGI: Nie używałbym nazwy "Stare Miasto" dla dzielnicy, nie tylko ze względu na złe skojarzenia dla niektórych, ale również z uwagi na fakt braku zgodności, dokąd ono sięga, tj. czy zamyka się w starych murach czy wykracza dalej, np. na Przedmieście Berlińskie i Wąską? Ponieważ przez długi czas było to najważniejsze centrum miasta i ośrodek historyczny, który stopniowo rozbudowywał się w trzy strony świata, proponuję użycie gdańskiej nazwy Główne Miasto (odpowiednik Rechtstadt z ul. Długą) na określenie najstarszej zabudowy i terenów przyległych. Do dzielnicy należałby też północny fragment dawnej wsi Czyżykowy ze względu na scaloną działkę Parku Miejskiego. W proponowanym układzie, dzielnica zamykałaby się w obrębie torów kolejowych i ul. 30 Stycznia (wcięcie od wieży ciśnień i Placu Konstytucji 3 Maja do wiaduktu Górki Przemysłowe), ulicy 1 Maja, Łąkowej i Za Portem oraz rzeki Wisła, ul. Kołłątaja, Nad Wisłą i parku miejskiego. Dyskusyjna może być sprawa przynależności terenów dawnego FPS (Eaton) oraz braku Małego Czyżykowa.
2. DZIELNICA "NOWE CENTRUM": os. Nowe Miasto, os. Garnuszewskiego, os. Zatorze, os. Kolejarz, os. Strzelnica, osiedla deweloperskie, osada Nonnenmorgen na zachód od torów (Dom Dziecka), tereny po jednostce wojskowej, ul. Gdańska.
UWAGI: Tak naprawdę spora część tych terenów, tak samo jak w przypadku np. Górek, to są obszary tzw. Tczewskiego Pola lub Tczewskich Wyżyn (ziemie nadane mieszczanom do wypasu bydła przez Sambora, późniejsze Bractwo Gburskie). Obszar jest na tyle rozległy, że nie można go zamknąć w jednej dzielnicy i musimy się sugerować zabudową powstałą od początków XIX w. Zaproponowane przez Ceza dzielnice są słuszne, natomiast pozostałbym przy wariancie nr 1, a teren zespołu folwarczno-dworskiego Prątnicy przyłączyłbym jednak do dzielnicy nr 3. Warto zwrócić uwagę, że historyczna granica między dobrami rycerskimi Prątnica a Tczewskim Polem przebiega przez działki Urzędu Skarbowego i Zespołu Szkół Ekonomicznych. Nie można tego dzielić na pół, zatem - z uwagi na ich ogólne skojarzenie z Nowym Miastem - Nowe Miasto objęłoby jeszcze Gdańską 17 i 32, a dalej na północ (Sadowa) to juz Prątnica, co zresztą częściowo pokrywałoby się z granicą obrębu. Pozostałe granice - Kanał Młyński i Aleja Solidarności, a na południu i wschodzie tory kolejowe.
ALTERNATYWA: Opcja TURBO-DZIELNICY (NR 1 + 2) PN. "ŚRÓDMIEŚCIE" - łącząca ośrodek staromiejski, nowomiejski i okoliczne. Nazwa na wzór gdańskiej dzielnicy (łączącej m.in. Stare Miasto i Główne Miasto, Hucisko i inne) - w praktyce raczej trudna do zarządzania, jeśli miałaby się stać jednostką pomocniczą.
3. DZIELNICA "SUCHOSTRZYGI-PRĄTNICA-PIOTROWO": os. Suchostrzygi (bez wschodniej części Malinowa), os. Bajkowe Piotrowo, os. Prątnica na dawnych dobrach rycerskich (w tym Rejtana/Żwirki/Wigury/Andersa/Lotniczam, ul. Gazety Tczewskiej i Sadowa z zabytkowym dworem prątnickim i Powiatowym Urzędem Pracy, ale bez tzw. łąk prątnickich między torami a ul. Czatkowską), współczesne osiedle Prątnica na terenach dawnego Tczewskiego Pola (tj. Janusza Korczaka, Zygmunta Starego, Królowej Marysieńki, Stefana Batorego i Królowej Bony - do Al. Solidarności), cmentarz przy ul. Rokickiej, ZUOS - aż do granicy z gminą Tczew i z uwzględnieniem ul. Skarszewskiej.
UWAGI: Począwszy od XIX w. obszary te były ściśle ze sobą związane poprzez dawnych właścicieli ziemskich. Nierzadko ktoś z Suchostrzyg posiadał coś na Prątnicy lub w Piotrowie i vice versa. Niektórzy nawet dziś błędnie łączą kościół na Bajkowym z Suchostrzygami, choć historycznie to nie Suchostrzygi, ale obszary blisko zintegrowane. Prątnica i Suchostrzygi to dawne wsie rycerskie o długim rodowodzie historycznym, podczas gdy Piotrowo powstało w 1847 r. (na ziemiach Bractwa Gburskiego), a od pewnego czasu przyćmiewa go nazwa "Bajkowe". Idąc tropem gdańskiej dzielnicy "Orunia-św. Wojciech-Lipce" uważam, że nie warto się sprzeczać, kto jest ważniejszy tylko uwzględnić wszystkie je w nazwie - ostatni człon w formie historycznej, żeby ocalić od zapomnienia. Granice tak projektowanej dzielnicy - Sadowa, Aleja Solidarności i tory kolejowe (obie nitki) i gmina Tczew.
ALTERNATYWA: DZIELNICA 3A "SUCHOSTRZYGI-MALINOWO" oraz DZIELNICA 3B "PRĄTNICA-PIOTROWO" - jeżeli chcieć iść śladem czysto historycznym, należy mieć na uwadze, iż w odróżnieniu od dawnej wsi Zeisgendorf (zob. dzielnica nr 4) - zarówno Suchostrzygi, jak i Prątnica były wsiami o kształcie wąskiego pasa szerokości od +/- ob. Jagiellońskiej aż do ul. Czatkowskiej, a granica między nimi +/- przebiegała po linii Alei Kociewskiej. Co to oznacza w praktyce? Że gdyby chcieć odtworzyć w jak największym stopniu ten dawny układ, Suchostrzygi, których Malinowo było kolonią, sięgnęłyby aż do Flextronicsa i Urzędu Celnego (dawnej cegielni), Prątnica zaś do zakładów ETAC i Tapflo na Czatkowskiej oraz ul. kpt. Stankiewicza i kilku domostw blisko styku Retmańskiej z Czatkowską. Nie wiem, czy najbardziej zagorzali pasjonaci by tego chcieli. :D
4. DZIELNICA "CZYŻYKOWY": os. Czyżykowo (razem z Nadbrzeżną, Ceglarską, Nowowiejską i Starowiejską oraz ogródkami działkowymi), os. Małe Czyżykowo i obydwa zespoły szkół ponadpodstawowych, obręb ul. Kasprowicza i Sportowej, os. Za Parkiem, os. Bema ze Szklanymi Domami, Sady Czyżykowskie (błagam... tylko nie bałdowskie!), cmentarz żydowski, łąki i pola czyżykowskie aż do Dryboka i granicy z Knybawą.
UWAGI: Uwzględniłem prawie cały obszar historyczny dawnej wsi Zeisgendorf sprzed 1 kwietnia 1908 r., z wyłączeniem pasa gruntów przeznaczonych na poszerzenie parku miejskiego, które dziś są scalone z gruntami podmiejskimi, oraz terenów Górek Przemysłowych na wschód od ul. 30 Stycznia (ogółem ca. 350 ha zamiast 400 ha). Granice wyznaczałaby Wisła, park miejski (ul. Parkowa), odcinek Kołłątaja, Knybawa, Czarlin, ul. 30 Stycznia oraz Plac Konstytucji 3 Maja i ul. Zielona. Górki Przemysłowe są dziś na tyle zwartą i konkretną zabudową, że raczej nie warto jej dzielić na pół. Ze względu na nazwę oraz część dawnego majątku Górki, jestem zdania, że powinna znaleźć się w projektowanej dzielnicy nr 5. Przypuszczam, że dyskusyjna może być obecność Małego Czyżykowa - jego mieszkańcy mogliby chcieć należeć do dzielnicy nr 1 (Główne Miasto). Również niektórzy mogą kwestionować historyczną granicę po linii ulicy 30 Stycznia i postulować włączenie do niej obszaru szpitalnego, cmentarza nowego, przychodni Rogowskich oraz sąsiednich do niej zabudowań mieszkalnych i biznesowych (mają aktualnie wspólny obręb geodezyjny). W odróżnieniu od dzielnicy nr 3 nie proponuję tu użycia wieloczłonowej nazwy (np. Czyżykowo-Za Parkiem-Bema), a to z tego względu, że pozostałe są wtórne i późniejsze (pocz. XX w. lub lata 50. XX w.). Zapomniana liczba mnoga nazwy dawnej wsi nawet lepiej tu pasuje, gdyż harmonizuje się z Czyżykowem-osiedlem (liczba pojedyncza) plus osiedlami istniejącymi i przyszłymi na terenie Zeisgendorf. No i przypomina wciąż zapomniane, historyczne dziedzictwo miejscowości, której tożsamość rozmyła się przez decyzję rejencji gdańskiej o rezygnacji z nazwy i obrębu Zeisgendorf na rzecz samej ulicy Zeisgendorferstrasse, co okazało się w perspektywie czasu niewystarczające.
5. DZIELNICA "GÓRKI": os. Witosa (Górki I i II), ul. Przemysłowa i Spacerowa oraz staw, Górki Przemysłowe (wraz z historyczną częścią czyżykowską), tzw. Dirschauerruh, osiedla deweloperskie na południu (m.in. Zacisze) i tereny rozwojowe pod zabudowę oraz poligon i prawie cała ul. Poligonowa.
UWAGI: Majątek Górki (Georgenthal) obejmował ogrom terytoriów w południowej części Bractwa Gburskiego, a od czasów Enssów również niemały kawałek Tczewskiego Pola (w tym część Eatonu i os. Dominiki). Z nieznanych przyczyn zastąpiono później nazwę osiedla imieniem W. Witosa. Mając na względzie dawne zaszłości proponuję pozostawić Witosa jako osiedle, natomiast pójść tropem historycznym z XIX w. i nazwę Górki zastosować do wielkiej dzielnicy południowo-zachodniej. Górki Przemysłowe, łącznie z historyczną częścią czyżykowską (między 30 Stycznia a torami), również rozpatrywałbym jako naturalną część projektowanej dzielnicy nr 5. Granice dzielnicy wyznaczałyby Czarlin i Śliwiny, tory kolejowe i cmentarz przy ul. Rokickiej. Można ewentualnie rozważać, czy obszar Eaton oraz NZOZ Rogowskich powinien znaleźć się w dzielnicy nr 1, nr 4 czy może właśnie przyłączyć go do Górek, jak to było za Enssa, Łubieńskich i Waligóry.
6. DZIELNICA "ABISYNIA-MALINOWO" (LUB "ŻUŁAWY TCZEWSKIE"): os. Staszica (d. Abisynia), łąki prątnickie (tereny przemysłowe ETAC i Tapflo) oraz północne rejony tczewskich pól, na których powstały nowe osiedla w sąsiedztwie ul. Czatkowskiej i tereny rozwojowe pod zabudowę mieszkaniową, dawna cegielnia i tereny głównej siedziby dawnego kombinatu "Malinowo" (większa część starej kolonii Amalienhof do torów) - dziś m.in. urząd celny.
UWAGI: Kolonia Amalienhof/Malinowo pierwotnie była częścią Suchostrzyg - taki rodzaj kolonii jak Knybawa dla Bałdowa. Obszar malinowski stał się na przestrzeni lat na tyle odrębny, że z uwagi na odległość nie widzę obecnie sensu łączenia go z dzielnicą nr 3. Nowe osiedla obok os. Staszica przy ul. Czatkowskiej, czasem są z nim łączone, choć faktycznie zajmują obszar malinowsko-prątnicko i tczewsko-polno-łąkowy. Ponieważ z nazwy Abisynia zrezygnowano, tak jak z Malinowa (Amalienhof), proponuję ich wspólne zestawienie w nazwie dzielnicy dla upamiętnienia. I jeszcze jedno - warto pamiętać, że "Tczewskie Łąki" to tak naprawdę nie tylko miejscowość o tej nazwie, którą wyłączono z gminy miejskiej w latach 70. To są łąki od czasów Sambora nadane miastu i m.in. "Abisynia" też jest ich częścią. Granice wyznacza Wisła, Kanał Młyński, tory kolejowe i gmina Tczew.
7 i kolejne. DZIELNICA LUB SOŁECTWO "XYZ": oddzielna dla każdego sołectwa w przypadku, gdyby doszło do włączenia go w granice miasta Tczew. W kontekście wspomnianego wcześniej pkt. II.3.B szczególna uwaga. Według mnie, zachęta do włączenia do miasta - obok dwóch standardowych filarów korzyści (I. Finansowy; II. Inwestycyjno-infastrukturalny), powinien zostać uwzględniony filar III. Tożsamości lokalnej. Niestety, w przypadku Czyżykowa "trójkę" zignorowano. Niezabezpieczenie nowo włączonych terenów pod względem granic i nazwy, a tym samym pozostawienie ich na pastwę samowolnego tworzenia osiedli, gdzie po upływie określonego czasu nikt już nie będzie pamiętał, gdzie dawna wieś się zaczyna, a gdzie kończy... Dlatego przez szacunek dla mieszkańców całych sołectw włączanych w granice miasta oraz historię i tradycję wsi oraz więzi, powinno się zapewnić im gwarancję minimum autonomii i zwiększenia gwarancji obrony ich interesu lokalnego, poprzez obowiązkowe objęcie ich obszaru jednostką pomocniczą.
Przy okazji taka ciekawostka - odłączenie sołectwa od gminy wiejskiej nie oznacza z automatu jego likwidacji. Sołectwo jest jednostką pomocniczą i może funkcjonować również w gminie miejskiej. Dobrym przykładem są Bełżyce i Kalisz. Ten ostatni posiada 26 jednostek pomocniczych - 23 osiedla i 3 sołectwa (dawne obszary wiejskie). Bełżyce to bardziej skomplikowana struktura, ale wychodzi na to, że w tej gminie miejsko-wiejskiej mamy na terenie miasta trzy sołectwa: Bełżyce, Bełżyce-Zastawie i Bełżyce-Wzgórze.
Oczywiście to sprawa wtórna, czy sołectwo należy pozostawić czy zastąpić dzielnicą (lub okręgiem), gdzie np. rada sołecka ma po zmianie swojego odpowiednika w postaci rady dzielnicy, a sołtys - zarządu dzielnicy (w zależności od statutu zarząd jest jedno lub wieloosobowy). To, czego w mojej opinii nie należy robić, to łączyć takich terenów z innymi wielkimi obszarami, z którymi nie mają związku, np. Rokitek do Suchostrzyg - to byłby pierwszy krok do rozmycia ich tożsamości w czasie. Warto wziąć pod uwagę, że np. Rokitki to historycznie obszar ok. 793 ha (obecnie trochę mniejszy, gdyż Małe Rokitki są w sołectwie Śliwiny), a Bałdowo z Knybawą liczy razem ok. 740 ha. To wystarczająco dużo na ich odrębność.
Problem powstaje w przypadku włączenia jedynie części obszaru, co jest realne przy uwzględnieniu aktualnej propozycji magistratu tczewskiego. W takim układzie powstaje coś w rodzaju - ni to dzielnicy, ni to osiedla. Sprawa do dalszej dyskusji. Tutaj też odwołam się do casusu Gdańska. W 1973 r. dokonano podziału wsi Barniewice i folwarku Nowy Świat. Nazwy te funkcjonują zarówno w obrębie miasta (dzielnica Osowa), jak i gminy Żukowo (miejscowości, obejmujące tereny niewłączone do gdańskiej dzielnicy). Czyli przez podział powstały poniekąd osady zdublowane. Ale ani Barniewice, ani Nowy Świat nie stały się samodzielną dzielnicą Gdańska, choć w mieście doczekały się odrębnego od Osowy i Wysokiej obrębu geodezyjnego. Zatem jeśli faktycznie doszłoby do włączenia jakiegoś fragmentu sołectwa, można by ewentualnie rozważyć uchwałę o określeniu granic i nadaniu nazwy takiemu obszarowi.
Na ten moment nie zdecydowałem się rysować granic na mapie - opisy powinny być wystarczające. Potem zobaczymy, a póki co jestem ciekaw Waszych opinii i zachęcam do dyskusji. Nadmienię, że posłużyłem się w kilku przypadkach przykładem gdańskim, ponieważ ten jest mi lepiej znany, ale może ktoś podzieliłby się np. doświadczeniem Starogardu Gdańskiego. Nie chodzi mi o to, żeby w kwestii dzielnic czysto kopiować Gdańsk, ale zastosować te najbardziej sprawdzone i dobre rozwiązania, a unikać złych praktyk. A piszę o tym nie przez przypadek, bo w Gdańsku ostatnio była przysłowiowa burza, związana m.in. z rozważaniem podania się do dymisji przez radę dzielnicy Oliwa na znak protestu przeciw nieuwzględnianiu opinii przez radę miasta. I na tym tle powracające pytania, po co rady dzielnic, kiedy rada miasta je ignoruje:
https://staraoliwa.pl/aktualnosci/rada- ... com-oliwy/
https://www.onet.pl/informacje/onettroj ... y,79cfc278
W dzielnicy Osowa pojawiły się nawet głosy odnośnie odłączenia jej od miasta Gdańsk i przyłączenia do gminy wiejskiej Chwaszczyno: https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Je ... 86654.html
W Gdańsku obecnie toczą się prace nad projektem reformy dzielnic i są osoby dobrze w tej tematyce obeznane. W przypadku chęci powołania tego rodzaju jednostek pomocniczych w Tczewie, może warto byłoby skorzystać z doświadczeń stolicy województwa?

