Tczewian zapewne szczególnie zainteresuje ponad 30 stron "Wspominek" z pobytu w Tczewie. Krzyżanowski, który do Szkoły Morskiej przyjechał z Warszawy, opisuje powiatowe kociewskie miasteczko Tczew z pruskimi budowlami. Przybyszów z Warszawy, Kongresówki, lwowiaków zaskoczyło , że "(...) W mieście są sklepy i winiarnie, prawdziwe dansingi, w karnawale bale i zabawy (...) mieścina ma kilka nadspodziewanie dużych sal, amatorskie zespoły teatralne mają gdzie grać i mają dla kogo (...) Przybysz z Mławy ze zdziwieniem po cichu podziwia nawierzchnie ulic, gaz, elektryczność, wodociągi, dworzec i uregulowaną Wisłę.(...) Tu jest wszystko własne, miejskie."
Po wnikliwych poszukiwaniach uczniowie odkrywają coś, co mogą skrytykować - numerowanie domów. "(...) Nie ma dwustronnych od wewnątrz oświetlonych skrzynek z numerami, kolejne numery biegną sobie dość chaotycznie aż do końca ulicy, wracają dowolnie drugą stroną(...)". W Warszawie parzyste były po jednej stronie ulicy, nieparzyste po drugiej, wzrost numerów posuwał się w tym samym kierunku.
A ponieważ nic co ludzkie nie było im obce, przed rozstaniem z Tczewem autor wspomina Sońkę z Wiślanej, jedyną licencjonowaną tczewską jawnogrzeszniczkę, która po trzydziestu latach zawodowej pracy postanowiła pójść do klasztoru.
Ciekawostką wymagającą sprawdzenia


