Odbudowa mostów 1945-1947 r.

Awatar użytkownika

niespokojna66
Rajca
Rajca
Reakcje:
Posty: 1302
Rejestracja: 26 sie 2011, o 19:37
Podziękował : 142 razy
Otrzymał podziękowań: 59 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Odbudowa mostów 1945-1947 r.

#101

Post autor: niespokojna66 » 8 mar 2016, o 21:39

Jak "Nurzec" zawitał do Tczewa? Chyba dzięki miłośnikowi Podlasia ...
https://pl.wikipedia.org/wiki/Nurzec_(rzeka)
Naj­piękniej­szych chwil w życiu nie zap­la­nujesz. One przyjdą same../P.Bosmans/

Awatar użytkownika

be-good
Koordynator
Koordynator
Pisarz Miejski
Pisarz Miejski
Reakcje:
Posty: 4724
Rejestracja: 2 lut 2011, o 20:15
Znajomość języków obcych: English, Deutsch, Pусский
Lokalizacja: Najpierw Czyżykowo, potem Bajkowe, obecnie Górki, za jakiś czas - Rokitki :( ...
Podziękował : 124 razy
Otrzymał podziękowań: 93 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Odbudowa mostów 1945-1947 r.

#102

Post autor: be-good » 8 mar 2016, o 21:46

niespokojna66 pisze:Jak "Nurzec" zawitał do Tczewa? Chyba dzięki miłośnikowi Podlasia ...
https://pl.wikipedia.org/wiki/Nurzec_(rzeka)
Raczej chodziło o zacieranie pochodzenia jednostki:

ŹRÓDŁO: http://bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/ ... skich.html

Obrazek


Holownik o napędzie parowym o nazwie "Conrad" został zbudowany w stoczni Bromberger Schleppschiffahrt Aktiengesellschaft (B.S.A.G.) w 1902 r. Przez cały okres swej 66-letniej służby na stałe związany był z bydgoskim armatorem i Bydgoszczą. Był jednym z najbardziej rozpoznawalnych statków przez mieszkańców. Śmiało można nazwać go "najbardziej bydgoskim" z bydgoskich parowców.

"Conrad" był holownikiem jednośrubowym o długości 22,22 m i szerokości 4,6 m. Wyporność statku wynosiła 19 ton, wysokość w burtach - dwa metry, zanurzenie z pełnym bunkrem (czyli zasobnikiem węgla) - 130 cm. Stanowił trzon floty armatora.

W połowie lat 30. ubiegłego wieku dwucylindrową maszynę parową podwójnego rozprężania o mocy 85 KM wymieniono na silniejszą, o mocy 100 KM. Z nią pomiary uciągu "na palu" wykazywały wartość 1250 KG. Producentem obu maszyn była stocznia, w której zbudowano sam statek.

"Conrad" zgodnie z przeznaczeniem holował barki i tratwy, zarówno na Brdzie, jak i Kanale Bydgoskim. Jednak jako holownik trasowy zawijał również do portów i nabrzeży przeładunkowych położonych nad Gopłem, Górną i Dolną Notecią oraz Wartą. Porty nadwiślańskie, ze względu na stosunkowo duże zanurzenie i zaniedbania w uregulowaniu Wisły, odwiedzał jedynie w okresie sprzyjających warunków nawigacyjnych.

"Conrad" przez "K"



Po odzyskaniu niepodległości powstały w wolnej Polsce bydgoski armator Lloyd Bydgoski SA, kontynuując tradycję swego poprzednika, przeobrażał również swe holowniki we flotę statków pasażerskich. Pod koniec każdego letniego tygodnia holowniki trasowe zostawiały swe pociągi holownicze, niejednokrotnie w całkowicie przypadkowych miejscach. Następnie wracały do bydgoskiej stoczni, gdzie po dokonaniu niezbędnych zabiegów kosmetycznych, polegających na dokładnym umyciu statku, zadaszeniu pokładów rozciągniętym na specjalnym stelażu brezentem oraz ustawieniu ławek, gotowe były na przyjęcie pasażerów. Następnego dnia od wczesnych godzin porannych, pięknie umajone, oczekując na gości, cumowały w centrum miasta. Zapewniając regularne połączenie na trasie Bydgoszcz - Brdyujście, służyły naszym dziadkom, ojcom i matkom jako miejsce wielu niezapomnianych piknikowych spotkań.

18 lutego 1925 r. Lloyd Bydgoski wystosował pismo, którego adresatem był Sąd Powiatowy w Bydgoszczy - Wydział Rejestracji Statków. W piśmie zawiadamiał, że "zmienia nazwę naszego parostatku Conrad". Odtąd piszemy przez K, więc Konrad. W świąteczno-niedzielnych wycieczkach za miasto (Brdyujście znajdowało się wówczas poza granicami Bydgoszczy) "Konrad" przyjmował na swój gościnny pokład, zgodnie z wydanym zezwoleniem, 125 pasażerów. Z tego okresu zachowało się wiele zdjęć wykonanych w czasie rejsów wycieczkowych.

Dwa zatopienia w czasie wojny



Po rozpoczęciu II wojny światowej "Konrad" został zatopiony przez własną załogę w pobliżu śluzy Brdyujście. Zrobiono tak, by nie dostał się w ręce okupanta. Statek został przez Niemców wydobyty i wyremontowany. Przez cały okres okupacji pływał pod flagą B.S.A.G. Na burtach pojawiła się nowa nazwa. Tym razem "Konrad" zwał się "Ludwig Buchholz".

Pod koniec wojny, by uchronić statek przed sowiecką grabieżą, załoga ponownie podjęła decyzję o zatopieniu jednostki. Po wydobyciu i dokonaniu niezbędnych prac remontowych już 2 marca 1945 r. "Konrad", którym dowodził kapitan Eugeniusz Szcześniewski, razem z holownikiem bocznokołowym "Gdańsk" (dowódca kapitan Jan Zientarski), holownikiem tylnokołowym "Chełmno" ex-"Glückauf" (dowódca kapitan Józef Wierzbicki) i z czterema barkami bez napędu na holu popłynął z Bydgoszczy do Chełmna. Tam uczestniczył w budowie przez radzieckich saperów mostu przez Wisłę.

"Konrad" do zadań specjalnych



Wiosną 1945 r. pracownik Lloyda Bydgoskiego Maksymilian Krzyżanowski wraz z przedstawicielem radzieckim na pokładzie "Konrada" dokonali ewidencji polskiego taboru pływającego na odcinku Dolnej Wisły i w jej dopływach. Rejs, który rozpoczął się w Bydgoszczy, z powodu tarasującego Wisłę zburzonego mostu zakończył się w Tczewie. Dalszą podróż kontynuowano łodzią.

"Konrad" niejednokrotnie wykorzystywany był do zadań specjalnych. W 1946 r. w pobliżu zbombardowanych tczewskich mostów obsługiwał przeprawę na Wiśle, przewożąc okolicznych mieszkańców na drugi brzeg. Do Tczewa, zatrudniony od 15 czerwca do 12 października przy odbudowie zniszczonych w wyniku działań wojennych mostów, powrócił raz jeszcze, w 1960 r.

Sprawdzony w przewozach pasażerskich, w okresie wysokiej wody na Wiśle, kiedy drogi dojazdowe zostały zalane, przewoził pracowników do pracy i z powrotem, kursując pomiędzy Chełmnem a Chełmińską Bazą Remontową.

W okresie zimowym, kiedy większość holowników i barek odstawiona na zimowiskach "odpoczywała", "Konrad" nadal pełnił służbę rzeczną. Po zabalastowaniu rufy, posiadając odpowiedni kształt kadłuba, dzielnie spisywał się w roli lodołamacza. W tym miejscu na uwagę zasługuje fakt, że w kadłubie statku w bardzo dobrym stanie zachowało się kilka elementów poszycia, które mimo upływu ponad sześćdziesięciu lat nie powodowały zagrożenia podczas akcji łamania lodu. Jest to dowód na to, jak wysokiej jakości stali używano do budowy statków.

Szczęśliwy statek

"Konrada" można by niewątpliwie określić mianem "lucky ship". Przetrwał dwie wojny światowe, z których wyszedł bez szwanku. W jego historii nie odnotowano żadnych pechowych zdarzeń, awarii, zatonięć (nie licząc celowych samozatopień) itp. Parowiec miał szczęście do dobrych załóg, które troskliwie dbając o jego stan techniczny, gwarantowały stałą gotowość eksploatacyjną, w efekcie czego doczekał tak podeszłego wieku. Uznaniem cieszył się również wśród bydgoskich szyprów, którzy "chętnie za »Konradem « zakładali".

"Konrad" jako "Nurzec"

W 1951 r., być może dla zmylenia i zatarcia śladów, prawie wszystkie holowniki otrzymały nowe nazwy, a upaństwowione (zagrabione) barki właścicieli prywatnych - numery. W efekcie dokonanych zmian "Konrad" otrzymał nazwę "Nurzec". Sześć lat później w stoczni w Czarnkowie podczas remontu kapitalnego dokonano wymiany 55-letniego wyeksploatowanego kotła parowego. Maksymalne ciśnienie robocze nowego kotła, produkcji Gliwickich Zakładów Urządzeń Technicznych, wynosiło 16 atmosfer, jednak w celu zapewnienia prawidłowej pracy maszyny zaworem bezpieczeństwa ciśnienie pary zredukowano do 11 atmosfer. Po remoncie niewielkim zmianom uległa sylwetka statku.

W 1960 r. "Nurzec" odbył rejs, opływając m.in. Wielką Pętlę Wielkopolską. Uczestnikami byli pracownicy Centralnego Zarządu Dróg Śródlądowych, którzy zbierając i weryfikując dane zawarte w przedwojennych publikacjach, przygotowywali materiał w celu wydania 1961 r. jedynego w powojennej Polsce "Informatora dróg wodnych śródlądowych-żeglownych".

"Nurzec" jako suszarnia

Przytoczone wcześniej przykłady, świadczące o uniwersalnych możliwościach ex-"Konrada", skłoniły armatora do podjęcia próby przystosowania statku do pełnienia roli pływającej suszarni. W tym celu w okresie jesienno-zimowym na kotle montowano współpracującą ze skraplaczem pary dmuchawę, która tłocząc gorące powietrze pod "ferdeki" (pokrywy ładowni), osuszała zawilgocone drewniane podłogi w ładowniach barek.

"Nurca" wraz z tym urządzeniem zatrudniono również przy budowie obecnego mostu Bernardyńskiego. W okresie od 10 października do 7 listopada 1963 r., tłocząc gorące powietrze, osuszał świeżo wylane betonowe elementy konstrukcji. W ten sposób w ostatnich latach eksploatacji "Nurzec" przysłużył się swemu miastu, z którym związany był od momentu wodowania.

Ostatni remont

21 października 1968 r. na statku wykonano ostatni remont maszyny parowej i mycie kotła. Następnie 20 listopada załoga po raz ostatni zabunkrowała 12 ton węgla i udała się w ostatni bardzo krótki rejs z portu do stoczni w Bydgoszczy. W okresie zimowej przerwy nawigacyjnej 1968/69 "Nurzec" w bydgoskiej stoczni osuszył ładownie 17 barek motorowych, holowanych i pchanych.

W dniach 4 i 5 lutego 1969 r. holownik po raz ostatni wykonał manewry związane z przestawieniem barek w Stoczni Bydgoszcz, po czym na w pełni sprawny statek zapada wyrok - decyzja o kasacji.

Wycofany i odstawiony w tej samej stoczni, w której przed 66 laty został zbudowany, kończy swój pracowity żywot. 6 lutego przeprowadzono prace związane z odwodnieniem kotła i maszyny parowej. Rozpoczęto również zdawanie osprzętu statkowego do magazynu, co zakończono 8 lutego.

10 lutego załoga w składzie: kpt. Juliusz Manikowski (dowodził jednostką od 1946 r., w okresie międzywojennym i w czasie okupacji pływał na "Konradzie" jako sternik), mech. Stanisław Mieszkowski (w 1946 r. zaczynał jako palacz, następnie pełnił funkcję mechanika), Ryszard Bartkowski (marynarz zamustrowany 30 sierpnia 1968 r.) oraz palacz Kazimierz Przybylski (pełnił służbę od 22 marca 1968 r.) schodzi z pokładu oddanego na złom statku.

Po niespełna czterech tygodniach od wygaszenia ognia pod kotłem, potraktowany jak wrak zostaje odholowany przez jeden z holowników typu krakowskiego do stoczni "złomowej" w Czarnkowie.

Jedyną pamiątką, jaka po weteranie do Bydgoszczy powróciła, był prawie nowy, bo liczący zaledwie 11 lat, kocioł parowy, który po zdemontowaniu ze statku przetransportowano do Bydgoskich Zakładów Graficznych, instalując go jako kocioł c.o. Kocioł rozpoznał palacz, który w nim na "Nurcu" palił.


Cały tekst: http://bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/ ... z42LXCTdxv


Awatar użytkownika

LukaszB
Burmistrz
Burmistrz
Reakcje:
Posty: 7121
Rejestracja: 21 sty 2011, o 17:54
Lokalizacja: Tczew
Podziękował : 150 razy
Otrzymał podziękowań: 184 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Odbudowa mostów 1945-1947 r.

#103

Post autor: LukaszB » 22 cze 2016, o 22:15

Jak mi powiedziano zdjęcia naszego mostu z 1946-47 roku
Załączniki
3.jpg
3.jpg (55.71 KiB) Przejrzano 263 razy
3.jpg
3.jpg (55.71 KiB) Przejrzano 263 razy
2.jpg
2.jpg (23.25 KiB) Przejrzano 263 razy
2.jpg
2.jpg (23.25 KiB) Przejrzano 263 razy
1.jpg
1.jpg (26.16 KiB) Przejrzano 263 razy
1.jpg
1.jpg (26.16 KiB) Przejrzano 263 razy
"Nasze czyny mogą jednakowoż przetrwać długo, o ile otrzymają potwierdzenie poprzez słowa świadków lub uratują pamięć dzięki spisaniu" Sambor II

Awatar użytkownika

Opiekun forumJadzia
Moderator
Moderator
Pisarz Miejski
Pisarz Miejski
Reakcje:
Posty: 4044
Rejestracja: 30 sty 2011, o 20:23
Podziękował : 174 razy
Otrzymał podziękowań: 168 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Odbudowa mostów 1945-1947 r.

#104

Post autor: Opiekun forumJadzia » 14 paź 2016, o 19:52

Ależ bajzel jest w tym wątku :lol: :facepalm

Ok, przejdźmy do rzeczy... Z naszego profilu FB (z dedykacją dla Łeba :lol: ):

Most Lisewski 1952

14680612_1382912315107621_2595564100322626285_n.jpg

Awatar użytkownika

niespokojna66
Rajca
Rajca
Reakcje:
Posty: 1302
Rejestracja: 26 sie 2011, o 19:37
Podziękował : 142 razy
Otrzymał podziękowań: 59 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Odbudowa mostów 1945-1947 r.

#105

Post autor: niespokojna66 » 12 gru 2016, o 18:26


Od 3.43 most
Naj­piękniej­szych chwil w życiu nie zap­la­nujesz. One przyjdą same../P.Bosmans/

Awatar użytkownika

LukaszB
Burmistrz
Burmistrz
Reakcje:
Posty: 7121
Rejestracja: 21 sty 2011, o 17:54
Lokalizacja: Tczew
Podziękował : 150 razy
Otrzymał podziękowań: 184 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Odbudowa mostów 1945-1947 r.

#106

Post autor: LukaszB » 5 wrz 2017, o 11:05

LukaszB pisze:
9 lut 2012, o 23:33
mieczyslaw pisze: - Czy wieże rozmontowano tylko i wyłącznie w celu "ułatwienia" sobie prac "naprawczych"?
To tłumaczyłoby wysadzenie wież (zakładając że to prawda). Zastanawiam się dlaczego montując nowe przęsło niszczono by także wieżę od strony południowej? Przecież nie przeszkadzała w przesunięciu przęsła. Górę wzięło jakieś poczucie perelowskiej symetrii :fool Zasadniczy jest fakt zniszczenia wież pomiędzy starymi przęsłami 3 i 4. Powódź i ESTB nie mają nic z tym wspólnego

Wieże nie zostały wysadzone, dokument ze zbiorów Starostwa Powiatowego
Załączniki
ceg.jpg
"Nasze czyny mogą jednakowoż przetrwać długo, o ile otrzymają potwierdzenie poprzez słowa świadków lub uratują pamięć dzięki spisaniu" Sambor II

ODPOWIEDZ