Anegdoty/opowiastki

Regulamin forum
1. Treści i załączniki umieszczane w postach mogą być użyte w działalności Dawnego Tczewa przy zachowaniu dbałości o dane wrażliwe.
Awatar użytkownika

Autor Tematu
Opiekun forumJadzia
Moderator
Moderator
Pisarz Miejski
Pisarz Miejski
Reakcje:
Posty: 4022
Rejestracja: 30 sty 2011, o 20:23
Podziękował : 169 razy
Otrzymał podziękowań: 161 razy
Płeć:
Kontakt:

Anegdoty/opowiastki

#1

Post autor: Opiekun forumJadzia » 7 kwie 2015, o 22:54

Zainspirowana korespondencją z Panią Krystyną Łatasiewicz, postanowiłam utworzyć wątek, w którym możemy dzielić się krótkimi opowieściami, anegdotami związanymi z naszym miastem :)


Zapytałam Panią Krystynę o strajk szkolny w 1946 r., o który pytał @mzk: Poszukiwane informacje o strajku szkolnym w Tczewie Niestety, w tym temacie nie pomogła. Jednak napisała o wybrykach dwóch młodzieńców... :lol:

Wspomniany Jurek i Tadek mieli też na sumieniu młodzieńcze dowcipy typu - dorwali się do jakiegoś telefonu... Wujem Tadka był dr Stanisław Ch. Może skorzystali z jego telefonu. W każdym bądź razie podawali się za pracowników jakiejś ważnej instytucji i kazali odbierającemu telefon mierzyć długość kabla od słuchawki do gniazdka. Mieli z tego ubaw, bo /chyba/ większość robiła z powagą i szacunkiem do strony dzwoniącej... I jeszcze jakieś malowanie karykatur...

Rozmawiałyśmy/pisałyśmy o ul. Bałdowskiej. Podesłałam tę fotkę:
Obrazek

W zamian dostałam taką opowiastkę :lol:

Przesłała Pani fotkę z moich dawnych stron. Ten kiosk tam stał od dawien dawna. "Mój" kiosk - tam odkładano mi gazety. Pracowała nieżyjąca P. Marulewska z Czyżykowa. Gazety były rarytasem... te kolorowe. Dlatego, jak się chciało mieć "Przekrój", "Kobietę i Życie", czy "Misia" dla dzieci, trzeba było się uśmiechać do sprzedawczyń. Tam, gdzie obecnie kwiaciarnia Zaremby przy 30 Stycznia po wojnie był kiosk. Pamiętam, jak tata posyłał mnie po papierosy sprzedawane na sztuki. Kupowałam 3-5, nawet 10...

Kiedyś tata pracował w kolportażu prasy "Ruch". Opowiadał, że ogłoszono konkurs dla sprzedawców z kiosków - kto więcej sprzeda prasy codziennej. Sprzedawczyni z Gdańskiej, vis a vis kościoła, wygrała. I to ze sprzedaży "Trybuny Ludu". Bez jakichkolwiek skrępowań powiedziała... "No taka moja zasługa - obok przecież sklep rybny i kupujący muszą w coś te zakupione ryby zapakować." A owa gazeta miała wiele stron i ciut lepszy papier niż inne dzienniki.

Ubawiłam się. Taki tczewski Bareja :lol: :lol: :lol:

Awatar użytkownika

Big Zbig
Obywatel
Obywatel
Reakcje:
Posty: 561
Rejestracja: 30 sty 2011, o 23:08
Znajomość języków obcych: rosyjski i niemnożko niemiecki
Otrzymał podziękowań: 74 razy
Kontakt:

Re: Anegdoty/opowiastki

#2

Post autor: Big Zbig » 14 cze 2015, o 21:42

U schyłku funkcjonowania "Malinowa" na portierni bramy od strony Milen ( obecne skrzyżowanie ulicy Kwiatowej i Malinowskiej), można było okazyjnie (niedrogo) zakupić ogórki do kiszenia oraz pomidory. To tak na marginesie. W latach 90 na byłej części Malinowa położonej pomiędzy Milen i obecną ulicą Malinowską próbowano różnych sposobów szybkiego zarobku . Uprawiano tam czarną porzeczkę , którą po kilku latach zamieniono na drzewa czereśniowe. Jak wiadomo czereśnie to ulubiony przysmak szpaków. W związku z powyższym właściciel tego sadu zatrudniał w okresie dojrzewania owoców chłopaków, którzy na starym motocyklu (WFM - bez tłumika) jeździli pomiędzy drzewami i płoszyli ptaki. Efekt był taki, że szpaki z jednego końca sadu "przesiadały " się tam ,gdzie motocykl jeszcze nie dojechał. Jaki był z tego wymierny efekt nie wiem. Wiem tylko to, że sadu czereśniowego już od kilku lat nie ma.

Awatar użytkownika

Big Zbig
Obywatel
Obywatel
Reakcje:
Posty: 561
Rejestracja: 30 sty 2011, o 23:08
Znajomość języków obcych: rosyjski i niemnożko niemiecki
Otrzymał podziękowań: 74 razy
Kontakt:

Re: Anegdoty/opowiastki

#3

Post autor: Big Zbig » 14 lis 2016, o 00:51

Palenie tytoniu to bardzo szkodliwe dla zdrowia uzależnienie. Jak wielu mężczyzn również ja w nałóg ten wpadłem w wojsku. Podczas prac porządkowych lub ćwiczeń były tak zwane "przerwy na papierosa", z których korzystali "palacze". Nie palący nie mieli takiego przywileju. Ponadto częstowanie papierosem przełożonego dawało pewnego rodzaju "względy" w postaci lepszego traktowania lub szansy na przepustkę. Namiętnym palaczom nie wystarczał niewielki żołd, w związku z czym starano się o dodatkowe środki pisząc do domu "wzruszające" listy. Ja nie miałem takiego problemu, gdyż podczas służby na lotnisku w Bydgoszczy miałem o "rzut beretem" ciocię (siostrę ojca), emerytowaną siostrę zakonną, która zbierała wśród znajomych (głównie księży) papierosy dla bratanka. Pamiętam że były to ekskluzywne jak na żołnierza papierosy, takie jak : Płaskie, Piasty, Belwedery i jeszcze inne, których nazw nie pamiętam.
Po wojsku nie rzuciłem palenia . Pracując w Polmo trafiłem również w środowisko palaczy. Z tego okresu pamiętam, że w kiosku na terenie Fabryki ("stary zakład - przy odlewni) można było kupić "Sporty" po 10 sztuk w paczce. Jak nie było małych opakowań, miła pani sprzedawała pół dużej paczki ( 10 sztuk zawijanych w serwetkę), gdy nie starczało pieniędzy na całą.
Inne wspomnienia mające związek z tym uzależnieniem dotyczą okresu, gdy wraz z kolegą , jako pracownicy ZPNMR Tczew braliśmy udział w kursie z zakresu nieniszczących badań złączy spawanych , odbywających się na Politechnice Gdańskiej. Mianowicie podczas przerwy w zajęciach schodziliśmy do stołówki studenckiej na śniadanie. Podstawowym zestawem, zamawianym przez studentów i przez nas było następujące menu: kanapka, herbata i jeden wielbłąd. Pani wydająca posiłek bezbłędnie realizowała zamówienie ,kładąc na tacce oprócz produktów spożywczych jeden ekskluzywny papieros marki Camel, wypalony z wielką estymą po konsumpcji śniadania.
Pod presją żony oraz przez wzgląd na dzieci kilkakrotnie rzucałem palenie , aby w roku 1995 (styczeń) ostatecznie rozstać się z tym nałogiem.

Awatar użytkownika

Big Zbig
Obywatel
Obywatel
Reakcje:
Posty: 561
Rejestracja: 30 sty 2011, o 23:08
Znajomość języków obcych: rosyjski i niemnożko niemiecki
Otrzymał podziękowań: 74 razy
Kontakt:

Re: Anegdoty/opowiastki

#4

Post autor: Big Zbig » 7 sie 2017, o 17:03

Moją dzisiejszą opowieść zainspirował program telewizyjny dotyczący renowacji zabytkowych organów w jednym z kościołów. Piszczałki tych instrumentów zasilane są sprężonym powietrzem gromadzonym w głównym zbiorniku miechowym. Aby je napełniać i utrzymywać w odpowiednim położeniu, konieczna była praca dodatkowej osoby, zwanej kalikantem. Jego praca polegała na wprawianiu w ruch miechów pomocniczych poprzez różne mechanizmy (pedały dźwigniowe , dźwignie ręczne , lub układy korbowe).
Na początku lat 60, będąc ministrantem , często spełniałem rolę kalikanta, zwłaszcza podczas wieczornych nabożeństw majowych. Wybierano mnie, gdyż byłem wśród pozostałych ministrantów największy i dawałem gwarancję , że dotrwam do końca nabożeństwa. Kalikant nie miał łatwego zadania, gdyż między ścianą chóru i tylną obudową organów była przestrzeń około 60 cm . Stawałem nogami na pedałach dźwigniowych , natomiast rękoma trzymałem się specjalnych poręczy na obudowie. Nie była to czynność codzienna, gdyż organy były wyposażone w dmuchawę. Często jednak następowały wyłączenia prądu, stąd awaryjnie stawałem za organami. Nasz organista (ś.p. Zygfryd Piotrowski) lubił na koniec nabożeństw dać popis swojej wirtuozerii, co mnie jako kalikanta zmuszało do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Zdarzały się przypadki, że w miechu zabrakło powietrza i klawiatura stawała się "niema" a zebrani w kościele ludzie musieli część pieśni śpiewać "a capella".

ODPOWIEDZ