Gadki kociewskie

Regulamin forum
1. Treści i załączniki umieszczane w postach mogą być użyte w działalności Dawnego Tczewa przy zachowaniu dbałości o dane wrażliwe.

Autor Tematu
aneri
Przybysz
Przybysz
Reakcje:
Posty: 11
Rejestracja: 2 sie 2011, o 09:32
Kontakt:

Gadki kociewskie

#1

Post autor: aneri » 5 sie 2011, o 12:21

Móm tylyfón, móm?

Halo, halo! Pani mnie słyszy? Słyszy mnie pani, jó? Ja słyszałóm, że od pani moga zwónić wszandzi i mówjić zez wszystkymi. Słabo słyszyć? A nie poznaje mnie pani? Móm trzymać kele łucha? A jak ja móm ta pupa trzymać, zez tym powrózkam do góry czy na dół? Słyszy mnie pani? Halo! Tera jó? A pani, jaki ja móm głos, gruby czy cianki? Cianki? A ja myślałóm, że móm gruby. Nó, jó, ja chciałóm mówjić zez komandantym straży łogniowy. Móm poczekać, zara bandzie?

Poczekóm. A wej, uż je tam. Cześć komandancie..., nó wejta, i ty mnie tyż nie poznajesz? A zgodnij, to ci powiam. Jó, to ja, Nastek. Nó móm, móm tylyfón, móm. A jak to dobrze je jano tan dynks podniesa, palcam poryróm, trytyty, trytyty i uż mówja z kim chca i chdzie chca i nie brukuja za każdym łajnam latać. O, jó, walnego mnie to kosztowało, kosztowało. Dziesiańć tysiancy wziani, a naczelnikowji cielaka dałóm takygo odpojónego, ale tylyfón móm. A jaki ja móm głos, gruby czy cianki? Cianki? A ja myślałóm, że móm gruby. Ale komandancie, ty coś tak po cichamu gadasz, może jezdeś chory, przeziambnianty? Że jajami ci sia łodbjija? A toć musi z gamby. To jidź do doktora i daj sia podszukać. Tan Stachu? A toć na góra właziył i zlejciał zez trepów i gyra sobje złómał i tera leży w szpitalu. Marynka? Z nió je gorzy. Szla-chtoweli świnia, a óna sia tam fśyrtała i z dupó w war wlejciała i ma skóra zlazła i tyż leży w szpitalu. Na jedny siani leżó. Nó niy, chłopy apartnie i baby apartnie. Ta mója? A była tam, była i rajstopy kupsiła, to mówja ci, jak obuwelim, to te stopy to wleźli, jano tan raj nie chciał wlyźć i w rozpórku łoczko puściyło i rajstopy pankli. Tera pojedó do ty "Praktyczny Pani" to łoczko nabrać. A co tam u was słychać, komandancie? Nowe statki żeśta sobie sprawjyli? Tylyfóny w kuchni majó? Żeby tylyfón w jiźbie, to by nie mówjił ale tylyfony w kuchni...aach trygle, co smażó bez tłuszczu... teflóny, aaa dziwi, dziwi. Szlołchy mata pokrancóne? Sikawka wóm zapcheli. Nó toć zawdy wóm gadałóm, że te dźwjyrze tam nie só zakytowane i durch apan stojó i te szury wóm tam włażó i cyrkus grajó. Koło wóm spadło od woza sikawkowygo? Mówjisz, że wsadzita? A długo to bandzie dyrowało, zanim bandzieta fertych? Godzina? No to zawjijajta sia komandancie, żebyśta zdóżyli, bo u mnie stodoła sia pali, po to ja zwónia do cia.

Co mówjisz? Móm podtrzymywać łogań, aż przyjedzieta? Nó, to wej, a toć móm prawje na łoborze leżyć dwa fury chrustu na zima to banda podkładać, jano czy to siangnie chrustu na godzina, to ja nie wjam. To róbta chwatko, zawjijajta sia i przyjedźta wnet, jó? Bo zawdy przyjedzieta, jak uż je po łogniu i sia nie pali...halo!! Uż go ni ma. Położył ta pupa. Ja tyż położa.

BERNARD JANOWICZ :lol: :lol: :lol:


Autor Tematu
aneri
Przybysz
Przybysz
Reakcje:
Posty: 11
Rejestracja: 2 sie 2011, o 09:32
Kontakt:

Re: Gadki kociewskie

#2

Post autor: aneri » 23 sie 2011, o 12:39

JAK ŻAM DOSTAŁ ŁOSTATNIE ŁOLEJE

Nareście mnia wezweli do tego szpitala ji zara położyli do czistygo ji mniantkygo łóżka. Kele łóżka, na białim sznórku wjisiała taka mała kruszka z białim guzikam.
- To je zwónek powiedziała jedna siostra. - W razie czego to zazwóńcie, to ja zara przinda. Ji poszła precz.
Usz sia robiło szaro ji ja tak patrza na tan zwónek ji miśla: zazwónia ji zobacza co z tego bandzie. Nic nie było ji nicht nie prziszed. Ni, to ni - miśla - nicht nie prziszed ji nicht nie wiszed, ale jak to bandzie z tim zwonkam po łoperacji?
W niedziela łodwoedziła mnie Agata.
- Słuchaj - mówia ji - te zwónki tu w szpitalu nie funkcjonyrują. Jak na drugi raz, to prziwjyś mnia tan dużi zwónek łod sanków, chtóran leżi na ti prawi belce, na górze, w chałupie. Ji prziwiezła. Do tego łusmarzónó kura, lunt worszti ji dwadzieścia jajków. Agata wierzyła, że najlepsza medycyna dla chłopa je dobre jedzenie, ji mówiła:
- Jano jedz, żebiś był mocni jak cia bandą krajeli.
Zwónek zara żam włożył do nocni szafki, a Agata zaczana łoglądać tych drugich pacjantów na sali ji głośno miślić:
- Bjydne ludziska pocieszają sia niebam całe żicie, modlą sia za tim niebam, a jak mają tam jiść tedi nie chcą - wolą sia dać pokrajać, niż jiść do aniołów. Czi to nie dziwne?
- Jo, dziwne to je, ale ło niebie to mi tera tu nie brydź, bo móm ważniejsze rzeczi na głowie.
Jak mnia pokrejeli to deli mnia do taki jizby, gdzie jano był eszcze jedan chori. Łon całi czas stankał i pewnie usz spoglądał na ksiaża łobora ji wiglóndało na to, że wnet łodłożi łiszka. Ni mogłom przi nim spać, ale jednygo wieczora łon przestał stankać i ja zara żam głamboko zanół jak suseł.
Nagle czuja, że chtoś mnie maca moja bania. Patrza, a to ksióndz je w stule ji mruczi paćyrze ji nakłada na mnia łostatnie łoleje świante. Łodwróciłom łeb, patrza na ksiandz ji mówia:
- Nanu, a co tera?
Tedi zaczano sia coś dziać. Ksióndz zaczon sia cofać ji prosnół za dźwyrze, a ja sia srodze zlankłom ji ze strachu złapałom za mój zwónek, chtóran leżał pod poduszką ji zaczanóm zwonić jak na łogań we wsi. Zara sia zleciał całi szpital: doktori, , siostri, salowe, łapsiduchi ji różne pacjanti na chodzie. Ja łusiadłom na łóżku, a łoni na mnia patrzeli jak na raroga. A ja jano patrzałom na jednygo doktora, chtóran wiglóndał jak świanti Psioter, bo był lisi jak kolano ji mniał duża broda ji do mnia coś mówi. Miślałom, że żam usz je łu świantygo Psiotra tam łu góri, a łon do mnia durch gadał takim głambokim basam, ji to po kociewsku mówił:
- Nic sia nie stało, panie pińczyński Kuba, łuspokójta sia, to tan wasz somsiad łumer, a siostra diżurna zamiast jego was nakryła prześcieradłem, ji ksióndź sia tysz pomylył. Tan trup musi eszcze tutaj leżić w swojim łóżku psiańć godzin bo taki je przepis, a po tim pudzie do trupsiarni. A tyn wasz zwónek zara wezna ze sobą, żebiśta ludzi w szpitalu nie straszyli.
- Dziankuja za takie pomyłki - stanknółem ji zemglałom. A Was Kochane Kociewiaki i Kaszubi syrdecznie pozdrawia zaliczkowo naoliwioni na łostatnia droga

KUBA
"Gawandi kociewskie Kubi z Pińczina



:lol: :lol: :lol:

Awatar użytkownika

tczewianka
Najemca
Najemca
Reakcje:
Posty: 115
Rejestracja: 1 lut 2011, o 20:12
Otrzymał podziękowań: 2 razy
Kontakt:

Re: Gadki kociewskie

#3

Post autor: tczewianka » 31 sie 2011, o 12:28

Hymn Kociewia

słowa: ks. Bernard Sychta

1. Pytasz sia, gdzie Kociewiaki
Majó swoje dómi,
Swe pachnące chlebam pola,
Swoje sochy, broni ?

ref. 2x Gdzie Wierzyca, Wda
Przy śrebnym fal śpsiwie
Nieso woda w dal,
Tam nasze Kociewie

2. Czy to my tu na Kociewiu,
Czy Borusy w borach,
Czy Lasaki, czy Kaszuby
Na morzu, jeziorach

ref. 2x Jedna Matka nas,
Wszytkich kolybała,
Pokłóńma sie w pas:
Tobie, Polsko, chwała

Zapraszam o lektury "Słowniczka Gwary kociewskiej wedle elementarza" http://starogardgdanski.naszemiasto.pl/" onclick="window.open(this.href);return false; ... ml#galeria


Autor Tematu
aneri
Przybysz
Przybysz
Reakcje:
Posty: 11
Rejestracja: 2 sie 2011, o 09:32
Kontakt:

Re: Gadki kociewskie

#4

Post autor: aneri » 31 sie 2011, o 19:56

Jak lyczyli dawni ji tera

Tera każdi sia zrobjił taki delikatni ji wibredni w mniastach ji na wsiach tysz. Nawet zwierzanta usz nie jedzą byle czego, jano różne paki z witaminami, a świnie to usz są take delikatne, że zara dostają zapalanie puc jak jano dostaną trocha cugu i jano chcą bić lyczone przez prawdziwygo weterinarza ze szprycą a ni konowała.

Łonegdaj mówia mojamu somsiadowi Walantamu: - Tam przi drodze je taka ładna trawa to możesz ją sobie skosić dla swoi kozi. A łon mnia na to: - Łojejku, moja koza je taka wibredna, że taki trawi to bi łona nie żerła. Łona jano powącha ji jak ji sia trawa nie podoba to zara mnia rogami sztura w du** ji beczi jak głupsia.

W dawnych czasach ludziska tak cianszko robjili, że ło chorobach ni mnieli czasu miślić, a jak chtóran chciał koniecznie łumrzyć to do tego nie potrzebował zara pomoci doktora ani pogotowia; sam umnierał. Najwiżi wołał ksiandza, chtóran go namaścił łostatniami łolejami na łostatnia droga, co eszcze nikomu nie zaszkodziło.

Tera to jak kogo zaboli przi pampku to zara miśli, że ma reka, jak mu w żołóndku poruńcuje po łostatni butelce kornusu to zara stanka, że to je zawał syrca. A wszisyko to tera są take nerwowe jak nasza świanti pamiańci jaśnie wielmożna pani dziedziczka co zawsze narzykała na migrena, to je bóle głowi, ji nasz świanti pamiańci jaśnie wielmożni pan dziedzic, chtóramu sia zawsze łodbjijało zprzodu ji styłu łod tego niedojedzania ji ti bjydi. A wiele to je takich ludzi co jano czeka na jaki wipadek z nieba, żebi dostać dobra rańta. Jak jano co, to ludziska zara pchają sia do łośrodka jak pszczołi do łula, a jak nie dostaną zwolniania łod roboti, abo jano szpryci łod pogotowia, to zara sia szerszanią na tego ministra łod chorobów, że żałuje jim głupsi szpryci ji krziczą, że kediś było jinaczi.
A to je dicht prawda!

Mój dziadek mnia łopowiadał, że za jego czasów w każdi wsi było pogotowie ji łośrodek. Jak chto mniał wisoka gorónczka to zara prziszed Kutera (to był łowczarz gminny) ji dał mu porcja ricinusu. Jak łon, tan łumnierający, przeleciał sia tak dziesiańć razi za stodoła ji to eszcze w trzaskajóncim mrozie - to abo wizdrowiał ji wołał: "Dajta mnia jeść, bo żam je głodni", abo breli mniara z niego na wigodna trumna. Tedi to sia mówiło "wola Boża ji skrzipce", a tera, że to doktor sia pomylył z medecinami.

Abo jak jaki Kociewiónce zachciało sia rodzić (co rok był prorok abo dwa) ji to eszcze w żniwa, kedi było najwianci roboti, a szło cianszko, to ją obkadzili kadzidłam łod jałówca, a jak zaczana kaszlić to zara prziszed na świat esze jedan łobiwatel republiki kociewski, bez pomoci hejbami to je ti móndri kobjyti, wiejski, chtórna mówiła, że jim mni sia pomaga ti położnici - to je lepsi dla ni ji dla ji potómka.
To byli czasi, na nie!?
Do wjidzenia Kochane Łobiwatele.

WASZ KUBA
"Gawandi kociewskie Kubi z Pińczina"

:) :) :)


Autor Tematu
aneri
Przybysz
Przybysz
Reakcje:
Posty: 11
Rejestracja: 2 sie 2011, o 09:32
Kontakt:

Re: Gadki kociewskie

#5

Post autor: aneri » 31 sie 2011, o 20:00

Aloś przijechał ze Ślunska

- Gapami futrowany, czy co? - mówia, a tyn stoji, jak słup soli. Gamba mu sia niby śmnieje, ale nie prawi nic. Mycka w łapkach mniantosi, z pyty na pyta przybjyra ji nic. Pocyszna figura. Nic jano klón - mysla ji - spanambogam - mówia, żeby se uż poszed, ale głuchi widać, jak tyn piań w borze, bo stoji w progu, jak stojał.
- To wy mnie, ciotka, nie znata - w końcu wygniót.
Patrza ji patrza ji nie znóm, w kamnień żiwi, a nie znóm.
- Ja je od waszi strijeczny syn, co to na Ślunsk do roboti pojechał.
- Aaa - mówia - bół taki jedyn miglanc, co to bandzie uż trzi latka, jak przepad, niby za robotó na Ślunsk sia dał. A to ty aby na pewno? - pytóm. A łon gada:
- Ja, ja - ji tan rundel z daszkiem mnientosi.
- Tamtin takij kozi brodi ni mniał, bo pomna - mówia, a łon na to, że tera ma.,br /> - Wjidzita go - miśla - tera se zagadał, a ja głupsia miśla, że głuchi albo kluchy w gambie ma, albo że do trzych nie łumni zrachować ji mówia:
- To do izby chodź, bo cia wiwieje - ji łon wszedł. Na zidlu siad ji sia wjirci.
- Ja ze Ślunska przijechał - w końcu fafroce ji...
- Wjidza, wjidza, łoczi mom.
- ... ji ni móm jak do chałupy sia dostać, steczka rozmniankła, breji na nij po kolana, a trza jiść, bo za chwiełka noc ciamna, to ji do was wlas, ciotka. Może wi by mi krupówków na droga pożiczili, jutro z rana bym łodniós.

Patrza, słuchóm ji nji wiam, łon, czy nie łon, prawda gada, czy łże. Patrza w co je łobuty ji widza, że fakt: w koścjylnich lakirkach sia wibrał, za las nijak nie dońdzie.
- Na Ślunsku w robocie jesdeś, prawisz ji tera żeś przijechał na łurlop, czy co - pytom.
- Jo, na łurlop - gada - na świanta, boć to pojutrze wipada.
- A wiela lat w chałupsie ni biłeś?
- Trzi bańdzie na lato.
- Aż trzi, to ci dopjiro sinek jak z dómu łuciek trzi lata wiater go po śwjecie gnoł ji ani dudu, ani pewno listowych tam nie biło, a może torbi mnieli dziurawe?
- To wjicie - łon gada - wjicie...
- Pochwaliła cie, sinuś matula, pochwaliła, nie raz, nie dwa, boć ti nij za robotó pojechał, a łuciekł - gadom i słuchóm, co łon.
- Jo, je prawda, punkt w punkt, szczira prawda, ale co mniałóm gadać ji tak bi mnie tatko nie przyzwolił.
- Może, może - ja mu na to - a toć, jak zbójowi lepij było w świat jiść - mówia ji wyglądón na próg, wjidza dwa wjelgachne torbi - To mówjisz, chcesz krópówków na droga - kiwa głowó - To weś, tam za dźwierzami stojó.
- Co, masz strach do chałupi digać - pitóm, a łon nic, coś tam trzepie pod klukónem, ale jakbi nie po ludzku.
W końcu wimamrotał:
- A może byśta, ciotko, ze mnó sia wibreli w gościna...
- Tera po nocy, taki szmat, za las?Jidź sam. Jak o tobie bez trzi lata w chałupie ani słichu ni było, to sia łobandzie ji neze mnie – mówia.

A łon nic, stoji. Widać pjieterama. Ji co było zrobić, poszłóm z tym marnotrawnim, bo bi do dziś w progi stał. Poszłóm. Ji dobrze, żem poszła, bo starygo gorz takij czapnół, jak go łobacził, że by go chiba utyrał. Nó, ale przi mnie to sia łuspokojił ji choć krziwo patrził, to jak te torbi z brutkami matka łopróżniała to całkem łucich. Ji niby ni słuchał, co tyn marnotrawni prawji jak tam na Ślunsku pod ziemnió robjił, ale jak synuś harmonija pinióndzów wyjon ji kuniaka postawjił, to sia napsił ji szkełko eszcze raz podsunół. choć z tygo górzu eszcze mu tam jakeś "niech cie" sia wymskło ji może bi źle biło, jakbi se przy butelce przipomniał tyn Alośkowy wijazd, ale że Alosiek zaczón prawić, że łon już na Ślunsk nie wróci, ji że przez tyn Ślunsk do wojska ni musi bo jak sia pos ziemnió pracowało, to łod poboru wolny, ji że tu na swojim bandzie robił ji fabriki pundzie za rzekó. A jak ni, to choćbi banó ji trzi dychy w ta i wewta co dziń do roboti pojadzie, to sia wszistko po kościskach rozlazło. Mówia wam, nieraz człek całkom głupsi je, tak sie to życie plecie. Mówia, patrzi jedyn z drugam i patrzi, a napatrzić sia ni może.

ANKA Z BORU
Kociewski Magazyn Regionalny Nr 3/1987

:lol: :lol: :lol:

ODPOWIEDZ