2 Kompania ON "Tczew" - zapomniany oddział września

Regulamin forum
1. Treści i załączniki umieszczane w postach mogą być użyte w działalności Dawnego Tczewa przy zachowaniu dbałości o dane wrażliwe.
Awatar użytkownika

Autor Tematu
Michał
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 385
Rejestracja: 4 lut 2011, o 15:33
Otrzymał podziękowań: 4 razy
Kontakt:

2 Kompania ON "Tczew" - zapomniany oddział września

#1

Post autor: Michał » 16 gru 2011, o 16:48

Przy okazji wspomnień o wydarzeniach z 1 września 1939 roku w Tczewie, wiele się pisze o jednostkach Oddziału Wydzielonego „Tczew”: 2 batalionie strzelców, plutonie saperów z 15 batalionu saperów i plutonie czołgów z 2 dywizjonu pociągów pancernych. Całkowicie natomiast zapomniane są losy „najbardziej" tczewskiej z istniejących w 1939 roku jednostek wojska polskiego, czyli 2 kompanii batalionu Obrony Narodowej „Starogard”, nazywanej także kompanią Obrony Narodowej „Tczew”.

Na tym zapomnieniu na pewno zaciążył fakt, że najbardziej znani i kompetentni historycy badający działania wojenne na Pomorzu: Józef Milewski i Konrad Ciechanowski, losy wojenne tej kompanii podsumowywali zazwyczaj krótką informacją, że weszła ona w skład 209 pułku piechoty i miała ona dozorować Wisłę pomiędzy Tczewem i Gniewem. 1 września jednak nie udało się jednak dowództwu pułku nawiązać z nią łączności i dalszy jej los pozostał nieznany.

Nieco bez echa przeszły opublikowane w „Kociewskim Magazynie Regionalnym” z 1987 roku wspomnienia weterana tej jednostki Jana Mrozka, według których oddział ten wcale nie zaginął bez wieści we wrześniowym zamęcie, lecz zapisał ładną kartę wojenną broniąc 1 września u boku 2 batalionu strzelców Tczewa, a następnie dzieląc los tej jednostki.

Autor ten też dość precyzyjnie wyjaśnia nam też przyczyny zamieszania dotyczącego wojennych losów tej jednostki. Otóż wbrew wcześniejszym rozkazom podpułkownik Janik, dowódca 2 bs zatrzymał kompanię ON „Tczew” w Tczewie i rozkazał jej przedłużyć lewe skrzydło pozycji swojego batalionu w rejonie Rokitek. Stąd gońcy dowódcy 209 pp i macierzystego batalionu ON „Starogard” szukający kompanii nad Wisłą na północ od Gniewa nie mogli tej kompanii odnaleźć. Kompania w walkach 1 września straciła 35 ludzi i następnie wraz z 2 bs podjęła wyczerpujący marsz przez Starogard i Osie na Świecie. 3 września na południe od Osia natknęła się na niemiecką szpice pancerną po walce z którą zostało w niej tylko 50 strzelców. Nie widząc szans na dalszy zorganizowany marsz pełniący obowiązki dowódcy niejaki ppor. Ostrowski rozwiązał wówczas tczewski oddział.


Tak wyglądają losy tczewskiej kompanii na podstawie wspomnień Jana Mrozka. Niestety nie rozstrzyga ono wielu wątpliwości dotyczących tego oddziału, a nawet wywołuje kolejne pytania. A wątpliwości tych jest bardzo wiele.

1) Nie wiemy, czy kompania ON „Tczew” została wydzielona z swojego macierzystego batalionu na stałe, czy była to tylko dyslokacja taktyczna. Nie da się wykluczyć, że w czasie tej mobilizacji batalion (od chwili mobilizacji Batalion Piechoty nr 82) po wydzieleniu kompanii tczewskiej „odbudował” sobie od podstaw brakującą 2 kompanię – stąd de facto baon starogardzki wystawił by wtedy na wojnę aż 4 kompanie piechoty.

2) Nie wiemy jak liczny był tczewski oddział. Według etatu kompania ON z batalionu typu II liczyć powinna ok. 165 ludzi (w tym 4 oficerów). Specyfika Obrony Narodowej polegała na tym, że oddziały te były w pełni zorganizowane już w okresie pokoju i w momencie były jedynie „skrzykiwane” i w czasie mobilizacji uzupełniano jedynie ich wyposażenie a nie skład osobowy. Tymczasem Jan Mrozek wspomina, że kompanię z Tczewa wzmocniono pod koniec sierpnia kilkudziesięcioma dodatkowymi żołnierzami.

3) Józef Milewski, najbardziej zasłużony badacz dziejów wojennych na Kociewiu, tylko dla baonu ON „Starogard” nie był w stanie ustalić jednoznacznie obsady personalnej (dowódców kompanii i plutonów). Stąd pojawiają się takie kwiatki, że plutonem kompanii tczewskiej miał 1 września dowodzić ppor. Franciszek Czerwiński, który w innych relacjach tego dnia dowodził plutonem .... obsadzającym polską enklawę w Janowie pod Gniewem!

3) Według Jana Mrozka tymże I plutonem miał dowodzić niejaki podporucznik Ostrowski, który 3 września objął dowództwo całej kompanii. Inne źródła też nam podają oficera o takim nazwisku, jako żołnierza tej kompanii, tylko, że dodają, iż ...poległ on 1 września w czasie bombardowań koszar. Mamy taką informacje nawet na tczewskim Cmentarzu Nowym, gdzie odnotowano, że wśród niezidentyfikowanych poległych z 1 września był porucznik Konstanty Ostrowski urodzony 17.06.1906 r. Nie wiadomo zatem, czy w kompanii było dwóch poruczników Ostrowskich, czy gdzieś popełniono błąd. No i całkiem nie wiadomo, co żołnierz kompanii ON robić by miał w koszarach, bo oddział ten stacjonował w dawnej Szkole Morskiej. Żeby było weselej Józef Milewski odnotowuje, że nasz Konstanty Ostrowski był oficerem 1 kompanii, zatem 1 września powinien być pod Opaleniem, a nie w Tczewie.

Pytań jest więcej, ale żeby nie zanudzać poprzestanę na tych. Od dłuższego czasu na kilku forach specjalistycznych dyskutowałem na ten temat, ale do żadnych ostatecznych konkluzji nie doszliśmy. Być może czas wrócić do korzeni i zadać pytanie: co tczewianie wiedzą/pamiętają o swojej kompanii Obrony Narodowej?

Pozdrawiam
Załączniki
Os1.JPG
Informacja o poruczniku Konstantym Ostrowskim na nagrobku Cmentarza Nowego
Os1.JPG (191.1 KiB) Przejrzano 445 razy
Os1.JPG
Informacja o poruczniku Konstantym Ostrowskim na nagrobku Cmentarza Nowego
Os1.JPG (191.1 KiB) Przejrzano 445 razy

Awatar użytkownika

Autor Tematu
Michał
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 385
Rejestracja: 4 lut 2011, o 15:33
Otrzymał podziękowań: 4 razy
Kontakt:

Re: 2 Kompania ON "Tczew" - zapomniany oddział września

#2

Post autor: Michał » 19 gru 2011, o 21:44

Widzę, że na razie brak odzewu w tym wątku, nie mniej pozwolę sobie dodać tutaj jeszcze jedną rzecz, a mianowicie sprawę Ordre de Bataille tczewskiej kompanii ON. Niestety panuje tutaj ogromne zamieszanie i tak naprawdę nie jesteśmy pewni na 100% żadnego nazwiska.

I tak Aleksander Sałacki w swojej książce „ Na straconych pozycjach” podaje, że dowódcą 2 kompanii był por. Antoni Tyssowski, zaś plutonami dowodzili:
1 plutonem- por. Franciszek Czerwiński
2 plutonem- por. Pupel
3 plutonem – ppor. Leon Gończ

Według Jana Mrozka (ze wspomnianego już artykułu w KMR) kompanią początkowo dowodził kpt. Płodowski, którego tuż przed wojną zastąpił kpt. Julian Tarnawski (jak ustalili koledzy na forum dws.org pokojowy dowódca 3 kompanii ckm 66 pułku piechoty). 1 plutonem miał natomiast dowodzić ppor. Ostrowski, zaś 3 ppor. Jan Feliks Cebula (ranny 1 września i najpewniej ewakuowany, zginął potem w ZSRR). Dowódcę 2 plutonu nie wymienia z nazwiska, podaje jednak, że także on został ranny (w nogi) 1 września pod Rokitkami.

Te sprzeczne informacje próbował zebrać razem Józef Milewski, który opracował takie zestawienie, opublikowane w pracy „Kociewskie bataliony w wojnie 1939 r.” z 1994 roku:

2 kompania „Tczew” – kpt. Juliusz Tarnawski, a 3 września ppor. Ostrowski
I pluton ppor. Ostrowski (ppor. rez. Franciszek Czerwiński?)
II pluton ppor. rez. Jan Cybula (ppor. rez. Bernard Puppel?)
III ppor. rez. Leon Goncz


Swoje pięć groszy dodaje także wikipedia, w dwóch, wręcz wyjątkowo jak na ten portal, niby dobrze opartych na źródłach, hasłach. Otóż tam jako dowódca 2 kompanii baonu ON „Starogard” występuje kpt. Mieczysław Teodorczyk.

Jan Mrozek przytacza też informacje o kilku żołnierzach tej kompanii:

1. piekarz Wilga – postrzelony (zabity?), jeszcze w czasie przemarszu do Rokitek na ulicy Skarszewskiej w Tczewie;
2. strzelec Przybył – ranny pod Rokitkami
3. strzelec Zander – ranny pod Rokitkami
4. Leon Jank
5. Stefan Justa

Pomocy zaś rannym pod Rokitkami udzielał „na ochotnika” cywil - dr Cymbrowski.

Natomiast wg informacji z tczewskich spisów poległych, w zbombardowanych koszarach miało zginąć dwóch żołnierzy kompanii: wspomniany już por. Konstanty Ostrowski oraz plutonowy (zawodowy) Jan Jeżewski.

No i jako ważną ciekawostkę można dodać, że w tychże spisach (które przytacza m.in. Kazimierz Ickiewicz) występuje także strzelec Franciszek Zander – ale jako żołnierz 2 batalionu strzelców – który miał niby polec także w zbombardowanych koszarach.

To daje pewną podstawę do dwóch przypuszczeń: po pierwsze być może niektórzy polegli żołnierze wymieniany jako walczący w składzie 2 bs byli w rzeczywistości żołnierzami 2 kompanii ON. Po drugie zaś owi „zbombardowani w koszarach” żołnierze naszej kompanii (a mamy takich już prawdopodobnie trzech!) – być może wcale nie polegli na wskutek bombardowania, a zmarli tam z ran – ewakuowani wcześniej z pola starcia pod Rokitkami.

Patrząc zaś statystycznie: Straty kompanii „Tczew” dnia 1 września wynieść miały 35 żołnierzy. Odliczając kilku dezerterów (m.in. dwóch sanitariuszy) i biorąc klasyczny stosunek zabitych do rannych jak 1:3, to przypuszczać zatem możemy, że w starciu pod Rokitkami zginęło 5-8 żołnierzy kompanii.

Z owej listy poległych mam jeszcze jednego podejrzanego do stanu naszej kompanii, a mianowicie niejakiego Wiśniewskiego. Podaje się, że urodził się on aż w 1884 roku, więc w 1939 roku miał już 55 lat. Jak miałby służyć w 2 bs, to musiałby być zawodowym żołnierzem (podoficerem) i najpewniej zachowało by się o nim więcej informacji, niż same nazwisko. Tak podeszły wiek natomiast pasuje nam do żołnierza Obrony Narodowej. Choć to rzecz jasna tylko słaba hipoteza.

Tak czy siak, ciągle nam brakuje kilku poległych 1 września żołnierzy kompanii ON "Tczew".

Zachęcam rzecz jasna do wszelkich uzupełnień w tym temacie.

Pozdrawiam

Awatar użytkownika

Niesia
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 449
Rejestracja: 15 paź 2011, o 21:23
Podziękował : 9 razy
Otrzymał podziękowań: 12 razy
Kontakt:

Re: 2 Kompania ON "Tczew" - zapomniany oddział września

#3

Post autor: Niesia » 24 sty 2012, o 21:36

Zdjęcie z prywatnego (zaprzyjaźnionego) dysku, ale jak można zauważyć źródło jest na stronie http://www.odkrywca.pl" onclick="window.open(this.href);return false;
Załączniki
2_batalion_strzelcow_tczew.jpg
2_batalion_strzelcow_tczew.jpg (132.05 KiB) Przejrzano 396 razy
2_batalion_strzelcow_tczew.jpg
2_batalion_strzelcow_tczew.jpg (132.05 KiB) Przejrzano 396 razy
"Na świecie nie ma nic piękniejszego od pobudzania ludzi do śmiechu."

Achard Marcel (1899-1974)

Awatar użytkownika

Autor Tematu
Michał
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 385
Rejestracja: 4 lut 2011, o 15:33
Otrzymał podziękowań: 4 razy
Kontakt:

Re: 2 Kompania ON "Tczew" - zapomniany oddział września

#4

Post autor: Michał » 25 sty 2012, o 22:03

Niestety to zdjęcie niewiele nam pomoże.

Jeżeli opis się zgadza i jest to rzeczywiście fotografia 2 batalionu strzelców i to zrobiona w Tczewie, to sądząc z elementów umundurowania, jest to raczej pierwsza połowa lat 30-tych, gdy nie tylko naszej kompanii, ale całej Obrony Narodowej nie było jeszcze w planach.

Choć, biorąc pod uwagę fakt, że 2 kompanię 82 batalionu piechoty (czyli naszą pokojową kompanię ON "Tczew"), mobilizował właśnie nasz 2 bs, to być może jacyś żołnierze z tego zdjęcia walczyli w ramach naszego oddziału.

Notabene, na podstawie ostatnich ustaleń wychodzi, że po mobilizacji nasza kompania praktycznie nie odbiegała siłą, od kompanii batalionu strzelców. Co każe nam nieco inaczej patrzeć na działania na północ od miasta w dniu 1 września.

Awatar użytkownika

Opiekun forumJadzia
Moderator
Moderator
Pisarz Miejski
Pisarz Miejski
Reakcje:
Posty: 4058
Rejestracja: 30 sty 2011, o 20:23
Podziękował : 178 razy
Otrzymał podziękowań: 180 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: 2 Kompania ON "Tczew" - zapomniany oddział września

#5

Post autor: Opiekun forumJadzia » 15 lut 2012, o 22:21

Wiem, że do dyskusji nic pewnie nie wnosi, ale zamieszczę skan zdjęcia z: "Album tczewski 1900-1945" J. Golickiego. Zdjęcie podpisane: "sekcja sanitarna Kompanii Obrony Narodowej "Tczew" - 1938 rok."
on.jpg
on.jpg (239.55 KiB) Przejrzano 351 razy
on.jpg
on.jpg (239.55 KiB) Przejrzano 351 razy

Awatar użytkownika

Autor Tematu
Michał
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 385
Rejestracja: 4 lut 2011, o 15:33
Otrzymał podziękowań: 4 razy
Kontakt:

Re: 2 Kompania ON "Tczew" - zapomniany oddział września

#6

Post autor: Michał » 20 lut 2012, o 18:41

Ależ wprost przeciwnie, zdjęcie jest bardzo interesujące, choć patrząc na etaty (w kompani regularnej było jedynie 6 sanitariuszy), to być może na tym zdjęciu mamy sanitariuszy z całego batalionu ON "Starogard".

Awatar użytkownika

LukaszB
Burmistrz
Burmistrz
Reakcje:
Posty: 7139
Rejestracja: 21 sty 2011, o 17:54
Lokalizacja: Tczew
Podziękował : 158 razy
Otrzymał podziękowań: 188 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: 2 Kompania ON "Tczew" - zapomniany oddział września

#7

Post autor: LukaszB » 6 wrz 2012, o 00:17

Wspomnienia Jana Mrozka opublikowane w 3 numerze Kociewskiego Magazynu Regionalnego z 1987 roku:
Kiedy na Pomorzu i Wybrzeżu zostały powołane Brygady Obrony Narodowej w Starogardzie powstał batalion ON obejmujący swoim zasięgiem po wiat tczewski i starogardzki. Jego dowódcą został mjr Niemiec. W Starogardzie i w Tczewie stacjonowały kompanie, natomiast w Pelplinie i w Gniewie ulokowano po jednym plutonie. 27 listopada 1937 roku zostałem powołany do 2 kompanii Obrony Narodowej w Tczewie. Wezwanie otrzymało wówczas około150 rezerwistów. Tego dnia otrzymaliśmy wszyscy umundurowanie i cały ekwipunek za wyjątkiem broni. Następnego dnia, w niedzielę 28 listopada, mieliśmy składać przysięgę. Ponieważ wielu z nas składało taką przysięgę już wcześniej w czynnej służbie wojskowej, pomaszerowaliśmy tylko do kościoła na mszę, a przysięgę złożyło jedynie kilku ochotników,którzy poprzednio w wojsku nie służyli. Potem co kilkanaście dni wzywano nas na ćwiczenia, a w lutym następnego roku, odbyły się trzydniowe manewry zimowe. Wziął w nich udział 2 pułk szwoleżerów ze Starogardu, 2 batalion strzelców z Tczewa oraz nasz batalion Obrony Narodowej. Manewry od bywały się na polach między Janiszewem a Pelplinem. Dla sprawdzenia naszej kondycji do Janiszewa i z powrotem do Tczewa, maszerowaliśmy polami,musieliśmy pokonywać rowy z wodą i inne przeszkody terenowe. Podczas następnych ćwiczeń, a od bywały się one w sobotę lub w niedzielę, uczono nas musztry żeby dobrze wypaść na defiladzie w dniu święta 3 Maja, która odbyła się w Starogardzie. Defilada ta dla tczewskiej kompanii wypadła dobrze,ponieważ nasz równy krok wybijany o starogardzki bruk zmusił orkiestrę szwoleżerów do zmiany taktu i dostosowania się do naszego marszu. Dowódca naszej kompanii, kpt. Płodowski otrzymał za to gratulacje od pułkownika odbierającego defiladę. Następne soboty lub niedziele upłynęły również na ćwiczeniach musztry do defilady na nową uroczystość,którą przygotowywano tym razem w Toruniu. Batalion Obrony Narodowej wyjechał z Tczewa w święto Bożego Ciała po południu i wieczorem dotarł do Torunia. Z braku miejsca pod dachem, nocowaliśmy na placu koszarowym pod gołym niebem, bezpośrednio na ziemi. Każdy z żołnierzy otrzymał dodatkowo po jednym kocu. Na szczęście przez te trzy dni nie padał deszcz. Na defiladę do Torunia zjechało się dużo wojska: dwie brygady Obrony Narodowej — Pomorska i Kaszubska, kilka pułków piechoty oraz kilka samodzielnych batalionów strzelców, między innymi także 2 batalion strzelców z Tczewa. Przez dwa dni defilowaliśmy przed dowódcami naszych brygad i dowódcą Okręgu Korpusu. Trzeciego dnia, w niedzielę, odbyła się właściwa defilada, na którą przy jechał marszałek Rydz-Śmigły z całą generalicją oraz kilku biskupów i wojewodów. Najpierw na toruńskim lotnisku odbył się przegląd wojsk i msza polowa. Główna defilada odbyła się zaś na placu przed urzędem wojewódzkim odebrana przez marszałka Rydza-Śmigłego. Wieczorem wróciliśmy pociągiem towarowym do Tczewa. W następną niedzielę, a była to ostatnia niedzielac erwca, Tczew oglądał "wielką uroczystość poświęcenia sztandaru dla 2 batalionu strzelców. Z tej okazji znowu odbyła się defilada. Sztandar niósł „zasłużony na polu chwały" i odznaczony krzyżem Virtuti Militari sierżant Pelc', który tego dnia został awansowany do stopnia chorążego. Wśród żołnierzy odnosiliśmy wrażenie, że cale przygotowania do wojny ograniczają się tylko do defilad, gdy tymczasem Hitler fabrykował czołgi. W sierpniu 1938 roku znowu powołano nas na ćwiczenia, tym razem na całe dwa tygodnie, do Grupy koło Grudziądza. Zgromadzone tam dwie brygady tylko dwukrotnie odbyły większe ćwiczenia, a resztę dni spędziły na ćwiczeniach musztry marszowej. Nadszedł rok 1939 i coś w polityce zaczęto się psuć. 24 marca całą kompanię Obrony Narodowej powołano do koszar. Przez kilka dni siedzieliśmy tam nic nie robiąc. Potem chodziliśmy drużynami na patrole nad tereny graniczne koło Miłobądza. Patrole pełniliśmy zawsze nocą. Inne drużyny pełniły wartę na peronach tczewskiego dworca, szczególnie na tych, gdzie przejeżdżały pociągi tranzytowe z Niemiec do Prus. W tym miesiącu także saperzy rozpoczęli zaminowywanie mostów wiślanych. W koszarach trzymano nas do końca kwietnia, potem zwolniono do domu. W ciągu lata odbyły się tylko dwa ćwiczenia musztry.4 czerwca 1939 roku odbyła się w Tczewie druga uroczystość wojskowa. Było to wręczenie broni przez młodzież. Od pewnego czasu trwała propagandowa akcja dozbrajania wojska przez społeczeństwo. W odpowiedzi na ten apel Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej powiatu tczewskiego zebrało pieniądze i zakupiło dwadzieścia karabinów. Z tej okazji odprawiono na rynku mszę celebrowaną przez księdza kanonika Kupczyńskiego. Ołtarz połowy ustawiono przed sklepem pana Maciejewskiego. Ksiądz kanonik wygłosił także kazanie, z którego wynikało, że święcić broń, która ma służyć obronie ojczyzny jest rzeczą chwalebną. W czasie tej uroczystości zakupiona przez młodzież broń została poświęcona i przekazana wojsku. Miałem nawet zdjęcie z tej uroczystości,ale moja Matka w obawie przed represjami hitlerowców zdjęcie to spaliła. W sierpniu zaczęto przebąkiwać o tym, że wojny chyba nie będzie, bo Hitler się przeląkł. A tu nagle, 24 sierpnia otrzymałem wezwanie do stawienia się w koszarach z pełnym ekwipunkiem. Naszą kompanię Obrony Narodowej umieszczono w gmachu po byłej Szkole Morskiej, a że nie mieliśmy zajęć, obserwowaliśmy odjeżdżające co pewien czas pociągi wypełnione ewakuującą się ludnością cywilną. Przeważnie wyjeżdżały rodziny kolejarzy, natomiast ojcowie zostawali na swoich stanowiskach. W Tczewie przygotowania do wojny nie były zbyt widoczne, tylko gdzieniegdzie robiono szpary w płotach i kopano rowy przeciwlotnicze. Wśród żołnierzy też 'było spokojnie, tylko od czasu do czasu wyprowadzano nas za park na strzelnicę, gdzie ćwiczyliśmy musztrę. Odnosiliśmy wrażenie, że nasze dowództwo nie wierzyło w wybuch wojny. W końcu wódz naczelny zapewniał, że „Nie oddamy nawet guzika".Sądziliśmy, że nasze władze wojskowe muszą mieć taką broń, o której my nic nie wiemy. We wtorek, 29 sierpnia ogłoszono powszechną mobilizację, ale już wieczorem została odwołana. Myśleliśmy więc, że polskie władze doszły do porozumienia z Hitlerem i wojny nie będzie. Niepokoiło nas jednak to, że do naszej szkoły, zamienionej na koszary, przyjeżdżało coraz więcej cywilów, którzy po pobraniu mundurów i broni wyruszali dalej w nieznanym dla nas kierunku. Nasza kompania została wzmocniona o kilkadziesiąt „chłopa", nie przydzielono nam jednak żadnego oficera. Zmieniono tylko dowódcę kompanii. Na miejsce kapitana Płodowskiego, którego gdzieś przeniesiono, przyszedł kapitan Tarnowski, stary doświadczony oficer, odznaczony krzyżem Virtuti Militari. Podczas powitania zapewniał nas, że na pewno „nie damy się germanom", a na nasze zapytania dotyczące wybuchu wojny, gdyż mobilizację odwołano, odpowiedział, że są to tylko złudzenia i dodał: „Bądźcie gotowi!".
"Nasze czyny mogą jednakowoż przetrwać długo, o ile otrzymają potwierdzenie poprzez słowa świadków lub uratują pamięć dzięki spisaniu" Sambor II

Awatar użytkownika

LukaszB
Burmistrz
Burmistrz
Reakcje:
Posty: 7139
Rejestracja: 21 sty 2011, o 17:54
Lokalizacja: Tczew
Podziękował : 158 razy
Otrzymał podziękowań: 188 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: 2 Kompania ON "Tczew" - zapomniany oddział września

#8

Post autor: LukaszB » 6 wrz 2012, o 00:18

Jeszcze mocno spałem, kiedy obudziły mnie jakieś grzmoty. Myślałem, że to burza, więc wstałem żeby zamknąć okno. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem nad miastem samoloty i spadające bom by. Była godzina 4.40, jeszcze nie przypuszczałem,że to już wojna. Spodziewając się alarmu, pospiesznie się ubrałem. Bo chwili gwizdek dyżurnego obudził żołnierzy, a po nim odezwał się ostry krzyk: „Alarm!!!". W tym samym momencie jeden z samolotów nadleciał nad naszą szkołę i spuścił dwie bomby, które na szczęście spadły obok na cmentarz. Kompania nasza zebrała się na placu i po pośpiesznym odliczeniu stanu rzędem pobiegliśmy na ulicę Skarszewską i potem dalej ażd o wiatraka. Tutaj dowódca kompanii, kapitan Tarnawski dał komendę: „Stój! Ładuj broń!". Następnie rozkazał: „Czapki zdejm!". Przeżegnał się i powiedział: „Panie Boże, daj nam pobić germana". Przeżegnał się ponownie, a my założyliśmy czapki i pomaszerowaliśmy w kierunku na Gdańsk. Doszliśmy do skrzyżowania szos koło Rokitek, gdzie kompanię rozdzielono na plutony. I-szy pluton pod dowództwem ppor. Ostrowskiego ruszył na prawo od szosy. II pluton skierowano na lewo, częściowo także na prawo,a III-ci ruszył na lewo aż do torów kolejowych. Tam,na zajętych stanowiskach kazano się nam okopać. Obserwator kompanii wspiął się na transformator celem obserwacji przedpola na linii od Miłobądza aż do wsi Szpęgawa. Ze swego stanowiska obserwacyjnego zauważyłem kolumnę samochodów nadjeżdżającą od wsi Dąbrówka. Gdy tylko zdążyłem o tym zameldować, odezwały się strzały z broni maszyno wej. Okazało się, że to jeden z plutonów 2 batalionu strzelców na skraju dworca kolejowego w Suchostrzygach zaatakował zbliżającego się wroga. Kolumna niemiecka została powstrzymana przez ten pluton broniący swoich stanowisk do godziny 10-tej. Tymczasem odezwała się artyleria niemiecka, która ostrzeliwała wycofujące się z Zajączkowa parowozy. Kolejarze pod niemieckim obstrzałem wyprowadzili wszystkie parowozy w kierunku Laskowic. Mimo silnego ognia nie zauważyliśmy żeby któryś z parowozów został trafiony. Około godziny szóstej od strony miasta usłyszeliśmy odgłos silnej detonacji. To saperzy wykonali swoje zadanie wysadzając wiślane mosty. Potem do wiedzieliśmy się, że w tym samym czasie mieszkańcy otrzymali polecenie ewakuacji. Ludność cywilna była kierowana szosą na Pelplin i dalej do lasów w okolice Osia. Drogi zapełniły się tłumem matek i dzieci z tobołami. Niemcy ciągle otrzymywali posiłki, co nas bardzo niepokoiło, gdyż nie mieliśmy żadnej artylerii. Około godziny 11-tej w nasze pozycje zaczęła się wstrzeliwać zza Wisły ciężka artyleria niemiecka. W kompanii padali pierwsi ranni — strzelcy Przybył i Zander. Ten ostatni otrzymał całą serię z broni maszynowej. Ranny został także ppor. Jan Cybula. Po chwili na polu został trafiony w nogę dowódca 2 plutonu. W kompanii pozostało tylko dwóch oficerów. Służba sanitarna zupełnie zawiodła, ranni wołali o pomoc, a sanitariusze nie przychodzili. Wprawdzie w kompanii mieliśmy dwóch sanitariuszy, ale gdy ci odnieśli jednego' rannego do szpitala, to już więcej się nie pojawili. Dopiero około godziny 13-tej nadjechał z powózką doktor medycyny Cymbrowski,osobiście umieścił na niej trzech rannych i powiózł do szpitala. Podziwiałem tego lekarza, na moje ostrzeżenie, by zachował ostrożność, bo świszczą kule, odpowiedział z uśmiechem, że złego kule się imają, a ci którzy się boją, najszybciej giną. Może doktor miał rację. Po wypiciu sporej ilości wódki, którą nam przyniosło dwóch mężczyzn z miasta, też nabrałem odwagi i strach odstąpił. Pierwszą ofiarą wojny na naszym odcinku był Wilga, piekarz z zawodu. Kula dosięgła go na ulicy Skarszewskiej, gdy przebiegał przez jezdnię. Po południu nadleciało kilka sztukasów,które zaatakowały z powietrza nasze pozycje. Zaczęło się piekło, bo znaleźliśmy się w potrójnym ogniu. Z przodu nękała nas kolumna nacierających Niemców, z tyłu zza Wisły waliła artyleria i z góry te sztukasy. Posiłki nie nadciągały, a nasza artyleria milczała — zrozumieliśmy, że jej po prostu niema. Około godziny 15-tej ppor. Ostrowski zameldował dowództwu, że trudno mu utrzymać pozycję. W odpowiedzi otrzymał wyraźny rozkaz do wycofania się. Pozycję utrzymaliśmy aż do wieczora. Gdy się mocno ściemniło nadszedł w końcu rozkaz, że można się pojedynczo wycofać, ponieważ posiłki nie nadejdą. Wtedy zrozumiałem, że jednak jesteśmy słabi i nie przygotowani do wojny. Naszą kompanię wycofano w kierunku wsi Gniszewo, gdzie dołączyliśmy do dowództwa 2 batalionu strzelców. We wsi Mały  Waćmierek mieliśmy otrzymać pierwszy po 24 godzinach posiłek, ale widocznie Niemcy coś wywęszyli, bo zaczęli nas ostrzeliwać z dział. Przerwano więc wydawanie posiłków i nastąpił dalszy marsz aż za Swarożyn. Dopiero tam dokończono wydawanie posiłków. Po godzinnej przerwie nastąpił dalszy marsz do Pączewa. Od Swarożyna ubezpieczał nas już szwadron szwoleżerów na koniach. W Pączewie nastąpił dłuższy odpoczynek i następnego dnia po obiedzie około godziny 14-tej szef kompanii sporządził raport. Wynikało z niego, że z naszego pododdziału podczas walk pod Tczewem ubyło 35 żołnierzy, w tym zabitych, rannych i dezerterów, bo byli tacy, którzy uciekli i pochowali się w domach. Dezerterowali szczególnie ci, którzy czuli się Niemcami. Po raporcie pomaszerowaliśmy dalej przez Skórcz, Skorzenno, Osie, i bez przeszkód dotarliśmy do Brzezin. Była niedziela, 3 września rano. Tutaj dowódca2 batalionu strzelców ppułk. Janik, wraz z naszym dowódcą kompanii kpt. Tarnackim, który przekazał dowództwo ppor. Ostrowskiemu wsiedli na motocykli pojechali w kierunku Świecia. Ppor. Ostrowski poprowadził nas dalej do Drzycimia. W drodze dołączyły do nas idące z Osia oddziały wojska, które wycofały się spod Chojnic. Wśród różnych taborów była także artyleria. Wówczas z prawej strony kolumna nasza została ostrzelana przez niemieckie czołgi. Wozy załadowane workami z kaszą, grochem i innym prowiantem zjechały na pole i po zrzuceniu ładunku puste popędziły na oślep w kierunku Gródka. Wojsko natomiast poszło w rozsypkę. Ppor. Ostrowski starał się opanować ten popłoch i po powstrzymaniu kilkudziesięciu żołnierzy utworzył linię obronną. Okazało się, że naprzeciw nam zdążała szpica czołgów niemieckich, która przedarła się przez naszą linię. Panika była tak wielka, że dopiero po dwóch godzinach ppor. Ostrowski zebrał około 50 żołnierzy. Zakomunikował nam, że odtąd każdy na własną rękę winien się przeprawić na drugi brzeg Wisły, ponieważ prom pod Świeciem jest zatłoczony i nie przyjmuje kolumny idącej w szyku. Trzeba przyznać,że właściwie wówczas nie było już żadnej organizacji ani dyscypliny wojskowej. Gdy dotarliśmy do brzegu, niektórzy w pojedynczych grupach starali się pokonać rzekę na tratwach pospiesznie uplecionych z chrustu, gałęzi i resztek drewna. Ja, nie umiejąc do brze pływać, podobnie jak i Leon Jank i Stefan Justa, postanowiłem dotrzeć do mostu w Grudziądzu. W drodze dowiedzieliśmy się, że i ten most był już wysadzony, więc zatrzymaliśmy się w Dolnej Grupie. Tutaj dostaliśmy się pod rozkazy kilku młodych podchorążych, którzy z bezładnych grup uformowali oddział liczący około 250 żołnierzy różnych formacji. Postanowiono się bronić do końca. Niemcy jednak nacierali od strony Warlubia. Ataki piechoty udało się nam odeprzeć, ale kiedy nadeszły czołgi byliśmy  bezradni. Na skutek wyczerpania się amunicji, a poza tym dokuczał nam głód, po dwóch dniach obrona nasza załamała się. Tak zakończyła się wojenna historia 2 kompanii ON w Tczewie. Przez następne dwa dni błąkałem się po lasach w okolicy Osia. Towarzyszył mi Leon Jank. Zupełnie przypadkowo wpadliśmy w zasadzkę. Było to w nocy z 7 na 8 września1939 roku. Z niewoli niemieckiej zostałem zwolniony po roku, lecz miast trafić do domu, zostałem wy wieziony na przymusowe roboty. Tak przetrwałem do końca wojny. Do Tczewa powróciłem 12 czerwca1945 roku
"Nasze czyny mogą jednakowoż przetrwać długo, o ile otrzymają potwierdzenie poprzez słowa świadków lub uratują pamięć dzięki spisaniu" Sambor II

Awatar użytkownika

LukaszB
Burmistrz
Burmistrz
Reakcje:
Posty: 7139
Rejestracja: 21 sty 2011, o 17:54
Lokalizacja: Tczew
Podziękował : 158 razy
Otrzymał podziękowań: 188 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: 2 Kompania ON "Tczew" - zapomniany oddział września

#9

Post autor: LukaszB » 6 wrz 2012, o 00:32

Walki opisane przez Jana Mrozka musiały być ciężkie, ponieważ na cmentarzu w Drzycimiu jest zbiorowa mogiła, w której spoczywają szczątki 130 żołnierzy Wojska Polskiego poległych w walkach z oddziałami niemieckimi. W latach 1945-1950 z pierwotnych miejsc pochówku i złożone w mogile ogółem ciała 126 żołnierzy WP oraz 4 osób cywilnych.
38006555.jpg
38006555.jpg (87.12 KiB) Przejrzano 263 razy
38006555.jpg
38006555.jpg (87.12 KiB) Przejrzano 263 razy
Wygląda na to, że w Grupie piechota została pokonana, ale kawalerii się udało przebić. http://www.odznaka.kuj-pom.bydgoszcz.pt ... /grupa.htm" onclick="window.open(this.href);return false;
4 września 1939 r. w Grupie doszło do zaciętych całodziennych walk między znajdującym się tu wojskiem niemieckim (3 dywizja pancerna wchodząca w skład XIX korpusu pancernego), a próbującymi się przedrzeć do Grudziądza oddziałami 16 Pułku Ułanów pod dowództwem ppłk. Juliana Edwina Arnoldt-Rusockiego i mjr. Witolda Jabłońskiego i dołączonych resztek 18 Pułku Ułanów, pod dowództwem mjr. Stanisława Maleckiego, który po śmierci płk. Kazimierza Mastalerza objął dowództwo pułku. Oddziały te wspomagały grupę płk. dypl. Mikołaja Alikowa. Walki te toczyły się m.in. o tutejsze koszary wojskowe. Ofensywę na przedpolu Grupy rozpoczął 2 szwadron rtm. Henryka Grudnia. Wykorzystując doskonałą znajomość terenu z częstych ćwiczeń w tym rejonie, szwadron podszedł w szykach luźnych do rzeczki Mątawa, nawiązał łączność z oddziałami własnej piechoty i rozpoczął natarcie wzdłuż torów kolejowych. Dotarł do Grupy, tu jednak czekała go przykra niespodzianka. Sprzed stacji kolejowej nastąpił kontratak niemiecki wsparty czołgami. Szwadron ten nie przestraszył się jednak niemieckich czołgów i wsparty ogniem 3 baterii 11 dywizjonu artylerii konnej, dowodzonej przez kpt. S. Sierakowskiego ruszył do boju. Broniąc się granatami, bronią maszynową oraz karabinami ppanc. zdołał zniszczyć dwa niemieckie czołgi i zmusić Niemców do odwrotu. W tej fazie walki bloki koszarowe, stajnie, działownie przechodziły z rąk do rąk. Jednak kolejna ofensywa niemiecka z kierunku południowego wsparta artylerią była nie do zatrzymania przez mocno osłabione oddziały kawalerii. Największe straty ponosi 4 szwadron w jego szeregach ginie śmiercią bohaterską ochotnik harcerz Orli Mieczysław Libecki, drużynowy drużyny harcerskiej z Drzycimia, syn powstańca wielkopolskiego, który dzień wcześniej przyłączył się do oddziału jako ochotnik. Jego zwłoki, jak i zwłoki poległych ułanów z 16 Pułku Wielkopolskiego i 18 Pułku Pomorskiego zostały pochowane na cmentarzu wojskowym w Grupie. W 1959 r. dokonano odsłonięcia pomnika ku czci bohaterskich żołnierzy, którzy zginęli w Grupie w 1939 r. - imitacja ściętego drzewa, jako symbol przerwanego życia.

Na obu cmentarzach prawdopodobnie znajdują się również tczewianie z naszej Kompani ON.
"Nasze czyny mogą jednakowoż przetrwać długo, o ile otrzymają potwierdzenie poprzez słowa świadków lub uratują pamięć dzięki spisaniu" Sambor II

Awatar użytkownika

Autor Tematu
Michał
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 385
Rejestracja: 4 lut 2011, o 15:33
Otrzymał podziękowań: 4 razy
Kontakt:

Re: 2 Kompania ON "Tczew" - zapomniany oddział września

#10

Post autor: Michał » 6 wrz 2012, o 18:08

LukaszB pisze:Wygląda na to, że w Grupie piechota została pokonana, ale kawalerii się udało przebić.
Niestety, wszystkie oddziały, poza resztkami 35 pułku piechoty, które 4 września znajdowały się na północ od „Przedmościa Bydgoskiego” zostały rozbite, w tym całe ugrupowanie płk Alikowa walczące pod Grupą. Te boje były dość chaotyczne, zaś polskie oddziały nie potrafiły skoordynować swoich ruchów.

Luźne elementy 2 pułku szwoleżerów przebijały się wzdłuż Wisły na południe, resztki 16 i 18 pułków ułanów poszły na Grudziądz. Bardzo bojowy 84 batalion piechoty (dawny baon ON „Kościerzyna” przebijał się do Świecia w stronę obiecanych przepraw. Najsilniejsza jednostka, 9 dywizja piechoty się rozleciała, gdy jej dowódca płk Werobej został odcięty od oddziałów, apłk Alikow (nominalny dowódca 9 pułku artylerii, pełniący rolę zastępcy płk Werobeja) wyprowadził w stronę Gródka jedynie równowartość 2 kompanii piechoty, do których dołączyły luźne oddziały maszerujące z północnego zachodu, jak wspomniane jednostki kawalerii, czy resztki Zgrupowania „Chojnice”

Ostatecznie nie udało się im jednak zająć Grupy i 5 września wieczorem walczący jeszcze żołnierze rozproszyli się, próbując przeprawy przez Wisłę pojedynczo. Notabene 4 września wieczorem Grudziądz zajęli już Niemcy.

Przy okazji warto wspomnieć, że pełną relację Jana Mrozka można znaleźć w bogatym zbiorze „Kociewskich Magazynów Regionalnych”, zdigitalizowanych przez tczewską MBP (co było w tamtej chwili swego rodzaju rewolucją w naszym regionie, gdy wydawca opublikował aż tak duży zbiór wychodzącego ciągle czasopisma) parę lat temu (s. 6):
http://mbp.tczew.pl/digitalizacja/kmr/d ... _nr_3.djvu" onclick="window.open(this.href);return false;

(lub pdf): http://mbp.tczew.pl/index.php?option=co ... cle&id=344" onclick="window.open(this.href);return false;

Warto też polecić opublikowane tam wspomnienie innego żołnierza baonu starogardzkiego, Bronisława Lubińskiego (s. 35):

http://mbp.tczew.pl/digitalizacja/kmr/d ... nr_18.djvu" onclick="window.open(this.href);return false;

(lub pdf): http://mbp.tczew.pl/index.php?option=co ... cle&id=356" onclick="window.open(this.href);return false;

Choć Bronisław Lubiński twierdzi, że dowodził plutonem w kompanii ckm 82 batalionu, to nie figuruje w żadnym opracowaniu poświęconemu tej jednostce... Jest to kolejny dowód na wielkie zamieszanie związane z tym oddziałem. Choć mam nadzieję, że parę spraw uda się rozwikłać. ;)

ODPOWIEDZ