Pierwsze lata władzy ludowej

Regulamin forum
1. Treści i załączniki umieszczane w postach mogą być użyte w działalności Dawnego Tczewa przy zachowaniu dbałości o dane wrażliwe.

Autor Tematu
mzk
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 335
Rejestracja: 21 lut 2011, o 15:14
Lokalizacja: Tczew
Otrzymał podziękowań: 10 razy
Kontakt:

Pierwsze lata władzy ludowej

#1

Post autor: mzk » 14 lip 2012, o 05:28

Szanowni Państwo,

Taka ciekawostka dotycząca lotnictwa.
Ostatnia wojna światowa zdominowana była przez najnowsze osiągnięcia technologii. Jednym z nich było właśnie lotnictwo. Co ciekawe biorące udział w wojnie samoloty nie opuściły tczewskiego nieba po zajęciu powiatu przez ACz w 1945 r. Nie obywało się to jednak bez komplikacji. Problemem okazały się przymusowo lądujące samoloty sowieckie. Był on na tyle duży, iż ówczesny starosta powiatowy, Tadeusz Mężyk [pierwszy powojenny burmistrz Tczewa] musiał, najprawdopodobniej w kwietniu 1945 r., wydać okólnik [do sołtysów i wójtów] o następującej treści:

„Stwierdzono, że miejscowe władze cywilne, albo w ogóle, bądź w sposób nienależyty zorganizowały opiekę nad przymusowo lądującymi samolotami sowieckimi, wobec czego samoloty te często ulegają rozbiórce wzgl. kradzieży poszczególnych części.
Podobny stan rzeczy jest niedopuszczalny, wobec czego też dla zapobieżenia tego na przyszłość zarządzam:
Każdy mieszkaniec miasta lub gromady zauważający przymusowo lądujący samolot sowiecki, winien natychmiast zawiadomić organa władzy samorządowej;
Do czasu wystawienia tymczasowej straży zabezpieczającej, osobiście pilnować samolotów;
Lotnikom Sowieckim dostarczyć kwatery i żywność i ułatwić sposób komunikacji, przy czym całe postępowanie winno być nacechowane życzliwością i dobrą wolą”


Autor Tematu
mzk
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 335
Rejestracja: 21 lut 2011, o 15:14
Lokalizacja: Tczew
Otrzymał podziękowań: 10 razy
Kontakt:

Re: Pierwsze lata władzy ludowej

#2

Post autor: mzk » 14 gru 2012, o 14:54

Nasza historia miała miejsce pod koniec lat czterdziestych XX w. w Tczewie. To wówczas na różnego rodzaju spotkaniach władz powiatowych spotykali się nasi bohaterowie: Porucznicy R. i Z. Pierwszy z nich jako jeden z przywódców ruchu spółdzielczego na terenie powiatu tczewskiego, drugi natomiast jako szef owianego jak najbardziej złą sławą Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Nie było tajemnicą poliszynela, iż obaj panowie za sobą nie przepadali. Spór ten jednak nie należał do zwyczajnych. W rzeczywistości była to niewypowiedziana, cechująca się bezkompromisowością, wojna, w której porażka, szczególnie dla jednej ze stron tego konfliktu, mogła się zakończyć wręcz tragicznymi konsekwencjami.
Obaj Porucznicy reprezentowali różne światopoglądy, środowiska, jak również i przeszłość. R., z zawodu nauczyciel, w czasie II wojny światowej był aktywnym działaczem Tajnej Organizacji Nauczycielskiej (organizującej tajne nauczanie), a także, pod pseudonimem „Jurand”, komendantem obwodu Armii Krajowej Mława. Od walki z najeźdźcą swoje wojenne losy rozpoczynał również Porucznik Z. We wrześniu 1939 r., wówczas jeszcze jako plutonowy podchorąży łomżyńskiego pułku, brał udział w walkach pod Lwowem, skąd dostał się do niewoli niemieckiej. Wprawdzie uciekł z niej już w grudniu tego samego roku, aczkolwiek w odróżnieniu od Porucznika R. nie podjął on ponownie walki z okupantem.
Również różne drogi obrali obaj panowie po zakończeniu wojny. Porucznik R. postanowił zdjąć oficerski mundur i próbować żyć w nowej rzeczywistości. Zjawił się on wówczas w powiecie tczewskim, gdzie stał się jednym z organizatorów Stronnictwa Ludowego, jak również ruchu spółdzielczego, do którego kierownictwa wkrótce wszedł.
Zakończenie wojny spowodowało również zmianę w życiu naszego drugiego bohatera. Wraz ze zniknięciem okupanta niemieckiego postanowił on założyć wreszcie wojskowy mundur, podejmując służbę w aparacie bezpieczeństwa. Dość szybko piął się po szczeblach kariery, zyskując m.in. oficerskie szlify. Uzyskując pochlebne oceny sowich przełożonych był przenoszony na kolejne placówki, aż latem 1947 r. trafił do Tczewa.
Zapewne wówczas obaj panowie porucznicy się spotkali po raz pierwszy.
Konflikt pomiędzy oboma naszymi bohaterami nie miał, jak się wydaje, najprawdopodobniej podłoża osobistego. Możemy pokusić się o stwierdzenie, iż Porucznik Z. nie przepadał za R. „służbowo”. Po prostu w rzeczywistości tzw. „Polski Ludowej” wojenna przeszłość „Juranda”, zapewne doceniona by w realiach niepodległego państwa, była postrzegana nie w kategoriach bohaterstwa, a jako zdrada, stawiając działalność żołnierzy Państwa Podziemnego na równi z czynami okupanta. W takiej sytuacji bardzo często „aktem oskarżenia” stawał się wykaz zasług wojennych, a przecież tych Porucznikowi R. nie brakowało. „Niechęć” Porucznika Z. względem niego miała również jeszcze inne, bardziej skomplikowane podłoże.
Tczewscy komuniści, których narzędziem było niewątpliwie UB, praktycznie od samego początku swoich rządów chcieli przejąć pełną kontrolę nad spółdzielczością. Chciano to osiągnąć m.in. przez eliminacji z władz instytucji tego typu osób o silnej pozycji, niezależnych wobec rządzącej Polskiej Partii Robotniczej a później Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Pod koniec lat czterdziestych taką postacią, jako jeden z kierowników ruchu spółdzielczego, był właśnie Porucznik. R. Jednak już wkrótce sam Z. miał się przekonać, iż jego usunięcia nie będzie należało do rzeczy łatwych.
W walce z R. szefowi tczewskiego UB bardzo było wykorzystać zarzutów o charakterze politycznym, tak często wówczas używane. Kierownik spółdzielców grodu Sambora posiadał, jak się wydaj, poparcie swoich przełożonych, jak również dość znaczne poparcie powiatowych i wojewódzkich władz Stronnictwa Ludowego (a później Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego), z których polecenia piastował mandat radnego Powiatowej Rady Narodowej. Zarzutów nie mogła budzić jego oficjalna postawa wobec nowej rzeczywistości. Porucznik R. nie kontestował publicznie powojennego ładu, włączając się dość aktywnie w ówczesne życie polityczne, biorąc nawet udział w kilku koordynowanych przez komunistów (brał np. udział w Międzypartyjnym Komitecie Agitacyjnym, utworzonym na potrzeby sfałszowanego referendum w czerwcu 1946 r.). Przez wielu było on zapewne uważany za „człowieka czerwonych”.
W walce z R. postanowiono wykorzystać kwestie gospodarcze.
Porucznik Z. i podległy mu aparat cały czas szukał faktycznych lub domniemanych nadużyć w spółdzielniach powiatu tczewskiego. Inwigilacji poddano najprawdopodobniej również kierownictwo ruchu spółdzielczego. Szukając przy tym pretekstu do aresztowania Porucznika R. Działania te nie dawały jednak zamierzonych skutków. Porucznik Z. postanowił jednak nie dawać za wygraną. Wykorzystując trudną sytuację gospodarczą powiatu tczewskiego, zaistniałą na przełomie 1949 i 1950 r., zaczął nawoływać na forum ścisłych władz (egzekutywy) lokalnych struktur PZPR do odwołania R. z kierownictwa spółdzielczości, jako osoby nie mogącej skoordynować odpowiedniego przeciwdziałania. Wtórował mu wówczas Major S., ówczesny starosta powiatowy.
Niewątpliwie Porucznik R. wiedział, iż nad jego głową zbierają się czarne chmury. Nie była to zresztą pierwsza próba uderzenia w niego. Już latem 1947 r. próbowano odwołać go pod zarzutem rzekomych nieprawidłowości dokonanych przy zakupie przez niego drutu. Specjalnie powołana wówczas komisja, w dużej mierze niezależna od komunistów, uniewinniła go. Uniknął on wówczas usunięcia ze stanowiska, jak również niewątpliwego aresztowania. Rozwścieczeni komuniści postanowili uderzyć w członków uniewinniającej go komisji. Najprawdopodobniej jeden z nich, w późniejszych latach zasłużony działacz kulturalny, zapłacił za to wysoką cenę.
Sam Porucznik R. w prowadzonej przez Z. i resztę komunistów walce postanowił zachować stalowe nerwy. Nie wdawał się on w prowadzone pyskówki. Nie odpowiadał on również na ataki personalne po jego adresem, ani też nawoływanie przez Porucznika Z. do jego odwołania. Głos zabierał tylko w kwestii zarzutów na niegospodarność kierowanego przez niego ruchu spółdzielczego. Odpowiadał on na nie w sposób rzeczowy i jak najbardziej fachowy, nie nadając im tonu emocjonalnego. Nie powstrzymywało to jednak Porucznika Z. przed dalszymi atakami. Ten jednak nie miał już doczekać finału sprawy. W maju 1950 r. zadowoleni z niego przełożeni przenieśli go na inny powiat. Zniknięcie jednego z głównych oponentów nie uratowała jednak Porucznika R. Hegemonia komunistów była już zbyt duża. W drugiej połowie 1950 r. został on odwołany z kierownictwa ruchu spółdzielczego, którego aparat coraz wyraźniej przechodził w ręce komunistów. Nie można jednak postrzegać tego wyłącznie w kategoriach kompletnej porażki. Udało mu się uniknąć aresztowania i prokuratorskich zarzutów, w tamtym czasie nieraz wykorzystywanych przy okazji „odwoływania” dyrektorów i kierowników różnego rodzaju zakładów pracy i instytucji. Ponadto nie został on zupełnie zmarginalizowany przez komunistów. Nadal był on jednym z czołowych działaczy Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, a także piastował mandat Radnego Powiatowej Rady Narodowej w Tczewie. władze komunistyczne, jak i następcy Porucznika Z. w fotelu szefa tczewskiego UB nie zapomniały o nim. Jeszcze w 1956 r. był on inwigilowany jako „wrogi element” i oficer „reakcyjnego” AK.

Awatar użytkownika

Michał
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 385
Rejestracja: 4 lut 2011, o 15:33
Otrzymał podziękowań: 4 razy
Kontakt:

Re: Pierwsze lata władzy ludowej

#3

Post autor: Michał » 21 lut 2013, o 16:17

Polecam odsłuchanie wywiadu z dr Sylwią Bykowską, jaki przeprowadził Włodek Raszkiewicz z Radia Gdańsk. Dr Bykowska jest autorką, wspominanej już przeze mnie, książki "Rehabilitacja i weryfikacja ludności polskiej w województwie gdańskim po II wojnie światowej" i rzeczony wywiad poświęcony jest właśnie losom ludności autochtonicznej po II wojnie na Pomorzu Gdańskim i problematyce słynnego "dziadka z Wehrmachtu".

http://www.radiogdansk.pl/index.php/blo ... chtu.html#

Jak dobre wiatry pozwolą, tą niezwykle ważną książkę promować będziemy w Tczewie w drugiej połowie marca.

Awatar użytkownika

zet48
Pisarz Miejski
Pisarz Miejski
Reakcje:
Posty: 4415
Rejestracja: 30 sty 2011, o 19:05
Lokalizacja: Tczew / Gdańsk
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Kontakt:

Re: Pierwsze lata władzy ludowej

#4

Post autor: zet48 » 8 kwie 2014, o 17:32

Dziennik Bałtycki z 27 marca 1946 roku donosi o wyroku śmierci dla byłego SS-mana.
Załączniki
szGf.jpg
Allegro
szGf.jpg (232.88 KiB) Przejrzano 205 razy
szGf.jpg
Allegro
szGf.jpg (232.88 KiB) Przejrzano 205 razy
"Od dziś dzień , do końca świata w ludzkiej będziem pamięci, My wybrani - Kompania Braci, Kto dziś wespół ze mną krew przeleje ten mi Bratem"


Jonasz
Przybysz
Przybysz
Reakcje:
Posty: 3
Rejestracja: 21 paź 2013, o 21:33
Kontakt:

Re: Pierwsze lata władzy ludowej

#5

Post autor: Jonasz » 8 kwie 2014, o 23:11

Errata - Dziennika Bałtycki z 28 marca 1946 r.

Awatar użytkownika

zet48
Pisarz Miejski
Pisarz Miejski
Reakcje:
Posty: 4415
Rejestracja: 30 sty 2011, o 19:05
Lokalizacja: Tczew / Gdańsk
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Kontakt:

Re: Pierwsze lata władzy ludowej

#6

Post autor: zet48 » 8 kwie 2014, o 23:20

Jonasz pisze:Errata - Dziennika Bałtycki z 28 marca 1946 r.
To Dziennik Bałtycki z 27 marca 1946 roku ...na poniższym zdjęciu słabo widać, ale jest dowód :ok
Załączniki
GzGf.jpg
Allegro
GzGf.jpg (149.72 KiB) Przejrzano 185 razy
GzGf.jpg
Allegro
GzGf.jpg (149.72 KiB) Przejrzano 185 razy
"Od dziś dzień , do końca świata w ludzkiej będziem pamięci, My wybrani - Kompania Braci, Kto dziś wespół ze mną krew przeleje ten mi Bratem"


Jonasz
Przybysz
Przybysz
Reakcje:
Posty: 3
Rejestracja: 21 paź 2013, o 21:33
Kontakt:

Re: Pierwsze lata władzy ludowej

#7

Post autor: Jonasz » 8 kwie 2014, o 23:43

Musi mi kolega uwierzyć na słowo, że mam ten sam numer gazety (od znajomego historyka, który też udziela się na tym forum - specjalizuje się w tych klimatach) z datą czwartek 28 marca nr 86. Napisałem do niego, a on odpowiedział mi, że w jego zbiorze (a dysponuje całym) środa 27 marca ma nr 85, a piątek 29 marca nr 87. To jest Ciekawostka. Ciekawe gdzie jest błąd?


Autor Tematu
mzk
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 335
Rejestracja: 21 lut 2011, o 15:14
Lokalizacja: Tczew
Otrzymał podziękowań: 10 razy
Kontakt:

Re: Pierwsze lata władzy ludowej

#8

Post autor: mzk » 9 kwie 2014, o 00:43

Szanowni Państwo,

Wywołany do tablicy przedstawiam ową ciekawostkę, dzięki której/przez którą rozgorzała ta dyskusja, a ja zacząłem otrzymywać nocne maile z pytaniem o powojenną prasę. Kończąc swój udział w tej dyskusji o niebożej porze, muszę przyznać, iż nie wiem skąd ta różnica. Może Pan Zet dojdzie do tego z Arkiem, ale raczej już bez mojego udziału.

pozdrawiam,
Załączniki
dziennik bałtycki.jpg
dziennik bałtycki.jpg (261.86 KiB) Przejrzano 174 razy
dziennik bałtycki.jpg
dziennik bałtycki.jpg (261.86 KiB) Przejrzano 174 razy

Awatar użytkownika

zet48
Pisarz Miejski
Pisarz Miejski
Reakcje:
Posty: 4415
Rejestracja: 30 sty 2011, o 19:05
Lokalizacja: Tczew / Gdańsk
Otrzymał podziękowań: 8 razy
Kontakt:

Re: Pierwsze lata władzy ludowej

#9

Post autor: zet48 » 9 kwie 2014, o 10:17

To bardzo dziwna ciekawostka :)
Może to pomyłka w druku gazety ...na zdjęciu jakie zamieściłem dobrze widać, że ten egzemplarz jest ze środy 27 marca 1946 roku - nr 86 (303).
"Od dziś dzień , do końca świata w ludzkiej będziem pamięci, My wybrani - Kompania Braci, Kto dziś wespół ze mną krew przeleje ten mi Bratem"


Jonasz
Przybysz
Przybysz
Reakcje:
Posty: 3
Rejestracja: 21 paź 2013, o 21:33
Kontakt:

Re: Pierwsze lata władzy ludowej

#10

Post autor: Jonasz » 9 kwie 2014, o 22:04

Przydałby się trzeci egzemplarz dla porównania :lol:

ODPOWIEDZ