32 i pół


Autor Tematu
emka
Przybysz
Przybysz
Reakcje:
Posty: 78
Rejestracja: 10 lut 2011, o 11:26
Kontakt:

32 i pół

#1

Post autor: emka » 23 lip 2011, o 21:53

Coś z lat dwudziestych, czyli kiedy najlepiej zakończyć bankiet:
Szansa dla rozwoju tczewskiego portu pojawiła się w momencie strajku górników angielskich w maju 1926 roku. Wówczas otworzyły się możliwości eksportu polskiego węgla drogą morską. Tę szansę wykorzystał Teodozy Nosowicz - postać niezwykle przedsiębiorcza, energiczna, "self-made-men" (jak określił go Ryszard Mielczarek, autor książki "Budowa portu handlowego w Gdyni w latach 1924-1939", Gdańsk 2001), założyciel towarzystwa żeglugowego "Wisła-Bałtyk", w skład którego oprócz Nosowicza weszły 4 kopalnie Zagłębia Dąbrowskiego. Chodziło o to, by skierować węgiel przez Tczew, na lichtugach morskich po paręset ton, które mogłyby być zaholowane do portów Danii i Norwegii. I tyle tytułem wstępu, o towarzystwie i jego dyrektorze można by pisać i pisać, ale chciałabym przytoczyć w tym miejscu anegdotę zaczerpniętą ze wspomnień szwagra Nosowicza, czyli Juliana Rummla (Narodziny żeglugi, Gdańsk 1980, s. 78-80):

20 czerwca 1926 roku odbyło się uroczyste poświęcenie terenów Towarzystwa Żeglugi „Wisła-Bałtyk” w Tczewie. Na uroczystość przybyło dużo osób, przyjechał również minister przemysłu i handlu – Eugeniusz Kwiatkowski. Nie zabrakło tego dnia kilku incydentów. Gdy po nabożeństwie zaczęto wciągać na maszt flagę towarzystwa, linka się zaplątała i w żaden sposób nie można było flagi ani dociągnąć do góry, ani opuścić na dół. Po śniadaniu Nosowicz zaprosił kilka osób na holownik (statek Sarmacji – „Wawel”). Holownik popłynął w stronę Gdańska. Było na nim bardzo zimno i jak pisze Rummel, nawet trunki niewiele pomogły. Wieczorem w Tczewie prawdopodobnie w Hali Miejskiej odbył się bankiet. W jego trakcie minister ze swoją świtą wyjechał do Warszawy. Rozpoczęły się przemówienia, w których wychwalano Nosowicza, przepowiadano wielką przyszłość portowi tczewskiemu i samemu miastu. Bankiet trwał bardzo długo, przemawiało kilkadziesiąt osób (Rummel naliczył trzydzieści dwa i pół przemówienia). Zastanawiające jest to pół przemówienia, po prostu jeden z prelegentów w trakcie odczytu upadł i znalazł się pod stołem na skutek... wielkiego zamroczenia alkoholem. Był to swoisty sygnał do zakończenia przemówienia.
Ostatnio zmieniony 25 lip 2011, o 10:09 przez emka, łącznie zmieniany 1 raz.


mzk
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 335
Rejestracja: 21 lut 2011, o 15:14
Lokalizacja: Tczew
Otrzymał podziękowań: 10 razy
Kontakt:

Re: 32 i pół

#2

Post autor: mzk » 24 lip 2011, o 21:29

Bankiety w czasach, którymi ja się zajmuje, również nie obywały się bez alkoholu. Z tą jednak różniąca, że wtedy w modzie było zakończyć bankiet również strzelaniną. No ale cóż. Przemówienia w tamtych czasach były na zupełnie innym poziomie więc trzeba było sobie czymś umilić czas.

ODPOWIEDZ