Tczew w książkach

Awatar użytkownika

Autor Tematu
joola
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 327
Rejestracja: 1 lip 2011, o 21:03
Otrzymał podziękowań: 3 razy
Kontakt:

Tczew w literaturze

#1

Post autor: joola » 1 lis 2012, o 23:57

"Popioły" Żeromskiego
Tom I
Rozdział: Ku morzu

"Po odepchnięciu natarcia Prusaków od Starogardu i Pelplina przez tydzień trwały mało znaczące utarczki forpocztów, osobliwie na lewym skrzydle. Przednie straże, prowadzone przez poruczników, podporuczników i chorążych regimentowych, wyjeżdżały małymi komendami w kraj i czyniły wywiady. Tu i owdzie, skoro tylko było to możliwe, zabierano ze sobą burmistrzów i amtmanów, żeby od nich powziąć wiadomość o stanie okolic i sile wojsk pruskich, rozlokowanych na drogach ku Tczewu. Po upływie tych kilku dni generał Dąbrowski zdecydował się na krok stanowczy. W dniu 23 lutego wykonał atak na miasto powiatowe Tczew, o trzy mile odległe od Gdańska, a stanowiące niejako klucz tej fortecy. Głównymi punktami koncentracji sił niemieckich poza murami Gdańska był właśnie Tczew (Dirschau), Miłobądź (Müihlbanz) i Skarszewy (Schöneck) nad Wietcisą, rzeczką zasilającą wody Wierzycy o dwie mile ku północy od Starogardu. Siły polskie i pomocnicze francuskie pod dowództwem Menarda wypoczywały na leżach w Gniewie, Pelplinie i Starogardzie. Ostatni posterunek wzmocniły właśnie w ciągu tych dni: regiment badeński, jeden batalion młodej piechoty krakowsko-kaliskiej z legii północnej Zajączka oraz dwie armaty. Generał Dąbrowski stał kwaterą w Gniewie, a przednia jego straż koczowała na traktach bydgosko-gdańskich sięgając do Gręblina na wysokości lewego brzegu Wisły. Ta straż przednia składała się z regimentu jazdy poznańskiej, z czterech kompaniów strzeleckich i miała ze sobą cztery armaty. Ruch, wykonany w dniu 23 lutego, rozpoczął z rozkazu głównodowodzącego, Jana Henryka Dąbrowskiego, generał Menard.

Wyruszył mianowicie ze wszystką swoją siłą ze Starogardu na Skarszewy gościńcem starogardzko-tczewskim, wyparł nieprzyjaciela ze Skarszew i pewnej części swojej dywizji kazał je zająć. Sam pociągnął dalej. ,Przednia jego straż pod sprawą generała Puthod, składająca się z dwu batalionów polskich i z jazdy badeńskiej, uzbrojona we cztery granatniki i jedną armatę, miała rozkaz zawrócić na północ i zagrodzić drogę siłom, które by z Gdańska na odsiecz Tczewa śpieszyć mogły. Była to pierwsza kolumna wojska atakującego. Z Gniewa i Pelplina szła druga, to jest korpus wojska generała Dąbrowskiego pod Amilkarem. Oprócz tego jeden batalion zdążał do Tczewa drogą prowadzącą z Rajkowy na Czyżykowo (Zeisgendorf). Pierwsza kolumna, czyli lewe skrzydło, jak to przewidział Dąbrowski, wnet spostrzegła siły pruskie ciągnące z Łęgowa (Langemu), miejscowości o dwie mile odległej od Gdańska, bitym traktem tczewsko-gdańskim. Wnet przednie straże francusko-polskie zetknęły się z Prusakami pod Dąbrową (Domerau). Generał Menard pośpieszył na miejsce, a za nim cała jego komenda.

Zawrzała bitwa.

W tym samym niemal czasie prawe skrzydło uderzyło na szańce Tczewa. Piechota niemiecka, ukryta za starymi wałami, raziła napadających ogniem plutonowym, a dwie armaty, ustawione na prost traktu w bramie północnej, czyli Gdańskiej, oczyszczały drogę. Wnet jednak pod silnym impetem napaści strzelców polskich obrońcy wałów musieli cofnąć się na przedmieścia. Wypadło zdobywać miasto wstępnym bojem. Żołnierze pruscy i uzbrojeni mieszkańcy, zaczajeni w dymnikach, we drzwiach, sieniach, oknach, za węgłami, strzelali bez przerwy. Szef sztabu, Maurycy Hauke, na czele grenadierów i woltyżerów poznańskich uderzył na te domy bagnetem. Idąc na kule, w gęsty dym, zdobywano dom po domu, stodołę po stodole. Major Sierawski z batalionem pierwszego regimentu piechoty pośpieszył im na pomoc. Niemcy ustąpili z lichych domostw przedmiejskich, ale uchodząc zapalili te wszystkie szopy i budy, żeby uniemożliwić dostęp do bram. Brama zachodnia zawarła się przed atakującymi, którzy teraz wystawieni zostali na strzały zza murów, a sami wili się między zgliszczami jak w piecu . ognistym. Przy bramie Gdańskiej, gdzie Prusakami dowodził major von Bothe, wrzała walka tym zaciętsza, że tam biły bez przerwy armaty sześciofuntowe i strzelała piechota liniowa. Generał Niemojewski i sam wódz naczelny wszelkich dokładali starań, żeby złamać wejściowe wierzeje. Z dachów, ze strzelnic, z dziur, dymników leciały na oblegających kule i ogień kartaczowy. Cztery armaty i dwa granatniki pod komendą porucznika Charelot krok za krokiem zbliżały się do tej bramy północnej. Drugi batalion regimentu piechoty, dybiący śladem tych armat, wytrzymywał z flegmą i stałością wszystek ogień obrońców. Nareszcie porucznik Charelot zbliżył się o tyle, że mógł wśród gradu kul ustawić dwie swoje haubice naprzeciwko bramy i zaczął w nią prać na wylot, raz za razem. Ale stara brama nie popuszczała. Walka z całą zaciętością ciągnęła się już sześć godzin. Trzydzieści trupów zasłało drogę prowadzącą do Gdańskiej bramy, a sześćdziesięciu ciężko ranionych wiło się w rowach, pod przykopami, wśród zgliszcz. Dwunastu oficerów ciężko rannych wyniesiono z placu boju.

Kiedy tak ciężko walczyło pod dwiema bramami wojsko polskie i kiedy ciągle grozi mu niebezpieczeństwo odsieczy z Gdańska, gdyby Menard został pobity, zdarzył się wypadek, który na los oblężenia wpłynął od razu i decydująco. Miasto Tczew posiadało trzy bramy: Młyńską, czyli Gdańską na północy, Wodną, czyli Wiślańską na południu i Wysoką na zachodzie. O istnieniu bramy Wodnej nikt z oblegających nie wiedział. Z tej strony miasta; między ogrodami, wśród parowów stały tylko tu i owdzie na wyższych miejscach pikiety i podsłuchy polskie. Żywego człowieka nie było w całej okolicy. Błąkał się tylko ponad Wisłą jakiś niedorostek obdarty i półnagi. Kiedy zbliżył się do podsłuchu i był zapytany, co jest za jeden i czego tu łazi, odpowiedział, że jest świniarkiem, że służy u jakiegoś Steltnera i że ojcu jego na przezwisko Ćwikliński. Skarżył się z bekiem, że go pan zbił i wygnał z domu. Ojcu, powiadał, boi się pokazać na oczy, panu to samo. Nie ma już teraz dachu nad głową. Idzie przed siebie i tyla. Ponieważ był z miasta i znał je wybornie, zaczęto mu zadawać pytania. Wtedy rzekł:

— Oj, ludzie, ludzie!... Wy tam strzelacie z przodka, a tu od Wisły miasto całkiem gołe.

Rozpytano go szczegółowo i wtedy jasno wyłożył, że brama Wodna nie ma żadnej straży. Pikiety odstawiły chłopca do czat, te podały go dalej, aż stanął przed obliczem generała Dąbrowskiego, który z wyniosłości pagórka pod Sztembargiem przypatrywał się kolejom bitwy i lustrował okolicę. Wysłuchawszy powieści chłopca generał kazał podwoić ogień na bramę północną i zachodnią. Młody książę Sułkowski, ranny już, na czele drugiego batalionu regimentu pierwszego, i major Brucken, jako dowódca piechoty badeńskiej, natarli z całą forsą na bramę Gdańską. W tym samym czasie generał Dąbrowski, wziąwszy ze sobą batalion majora Sierawskiego i batalion pułkownika Fiszera, ruszył chyłkiem według wskazań Ćwiklińskiego. Po wertepach, dołach, parowach, przesadziwszy płoty ogrodów, parkany i rowy, dotarł do bramy Wodnej, czyli Wiślańskiej. Brama w istocie była na poły zepsuta i bez obrony. Bataliony wyłamały ją, weszły do miasta, przebiegły tylne ulice i z nastawionym bagnetem rzuciły się na osłupiałych Niemców. W tej samej chwili zdruzgotane kulami wierzeje bramy Gdańskiej runęły i wojsko z północy wdarło się do miasta: Prusacy strzelali z okien i ze drzwi. Wreszcie kiedy i bramę zachodnią rozwalono, załoga w sile pięciuset ludzi z dowódcą poddała się. Zabrano działa. Kiedy po dokonanej kapitulacji Dąbrowski wjeżdżał na główną ulicę miasta, w pobliżu kościoła katolickiego św. Krzyża z okna kamienicy padło kilka strzałów. Jeden z tych zdradzieckich pocisków ranił generała w nogę. Rozjątrzone wojsko rzuciło się na ten dom i przetrząsnęło jego wnętrze nie szczędząc nikogo. Chwytano niewolnika, zabierano bagaże i broń, uprowadzano konie albo zabierano z nich uprząż, ściągano wozy do przewiezienia z pola rannych, chromych i osłabłych. Stanęły wreszcie wojska w mieście. Rozeszła się wśród nich wieść, że opanowane są Skarszewy i Miłobądź, a nieprzyjaciel z pośpiechem cofnął się w mury fortecy. Wtedy jeden okrzyk rozległ się w szeregach:

— Na Gdańsk! ku morzu!"

(Trochę przydługi ten cytat, ale szkoda mi było skracać)

Awatar użytkownika

Cez
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 428
Rejestracja: 8 sie 2012, o 21:11
Lokalizacja: Tczew Suchostrzygi
Otrzymał podziękowań: 1 raz
Kontakt:

Re: Tczew w literaturze

#2

Post autor: Cez » 7 lis 2012, o 13:11

Irena Jurgielewiczowa - "Ten Obcy"

Rozdział "Spal ten list" - pod koniec książki

I doktor powiedział córce, jaka to nowina: pan Antoni Janica, znakomity spawacz,
wuj Zenka, pracuje pod Tczewem — i niecierpliwie siostrzeńca oczekuje.
— Skąd wiesz, że oczekuje? — spytała Ula, kiedy minęło pierwsze oszołomienie. —
Pisał do ciebie?
— Nie, nie pisał — uśmiechnął się ojciec — rozmawiałem z nim. Właśnie od niego
wracam.
...Więc ojciec jeździł aż do Tczewa? Poświęcił na to swój niedzielny odpoczynek!

(...)

— Będziesz musiał zbierać się do drogi.
Chwila ciszy.
— Dokąd? — spytał Zenek zmienionym głosem. Ula spojrzała na ojca: niech mu
powie prędzej, niech go nie męczy!
— Do Tczewa!
— To... to tam jest ten zakład, gdzie mam być?
— Nie, tam jest twój wuj. Wuj Antoś. I czeka na ciebie.
Zenek znieruchomiał, patrzył na doktora z osłupieniem.

Awatar użytkownika

zunia
Obywatel
Obywatel
Reakcje:
Posty: 589
Rejestracja: 16 mar 2011, o 20:55
Lokalizacja: Tczew:Bajkowe
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 79 razy
Kontakt:

Re: Tczew w literaturze

#3

Post autor: zunia » 19 lis 2012, o 19:17

Opowiadanie „Obóz pod Tczewem”Aleksandry z Chomętowskich – Borkowskiej zamieszczone w czasopiśmie „Kółko Domowe” z lutego 1864 roku. (Uwaga, błędna numeracja- w roczniku 1864 szukamy numeru z lutego 1863)

http://ebuw.uw.edu.pl/dlibra/publication/96664?tab=1" onclick="window.open(this.href);return false;

s.10/38
"Wspomnienie z wojen szwedzkich "opisuje losy rannego rotmistrza Dębołęckiego i jego rodziny po bitwie pod Rokitkami. Zaciekawi pewnie tych, którzy nadal poszukują tajemnych lochów na Starym Mieście. Bohaterowie wydostali się z klasztoru dominikanów tajemnym przejściem, które znajdowało się w piwnicy pod chórem:
tajemne przejscie.jpg
tajemne przejscie.jpg (47.02 KiB) Przejrzano 207 razy
tajemne przejscie.jpg
tajemne przejscie.jpg (47.02 KiB) Przejrzano 207 razy
Fantazja autorki ? Pewnie tak, bo badania georadarowe przeprowadzone w 2010 r. nic nie wykazały.
Załączniki
chor.jpg
Czy tu znajdowało się tajemne przejście?
chor.jpg (16.25 KiB) Przejrzano 207 razy
chor.jpg
Czy tu znajdowało się tajemne przejście?
chor.jpg (16.25 KiB) Przejrzano 207 razy

Awatar użytkownika

zunia
Obywatel
Obywatel
Reakcje:
Posty: 589
Rejestracja: 16 mar 2011, o 20:55
Lokalizacja: Tczew:Bajkowe
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 79 razy
Kontakt:

Re: Tczew w literaturze

#4

Post autor: zunia » 22 paź 2013, o 17:35

Fragment wspomnień Hipolita Korwina - Milewskiego dotyczących mobilizacji wojsk w 1914 r.
mobilizacja.jpg
"Siedemdziesiąt lat wspomnień
(1855-1925)".
mobilizacja.jpg (49.26 KiB) Przejrzano 168 razy
mobilizacja.jpg
"Siedemdziesiąt lat wspomnień
(1855-1925)".
mobilizacja.jpg (49.26 KiB) Przejrzano 168 razy

Awatar użytkownika

Niesia
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 449
Rejestracja: 15 paź 2011, o 21:23
Podziękował : 9 razy
Otrzymał podziękowań: 12 razy
Kontakt:

Re: Tczew w literaturze

#5

Post autor: Niesia » 8 sty 2014, o 19:06

Kryminalny Tczew w książce dla młodzieży - Edmund Niziurski "Siódme Wtajemniczenie". 8-)

Obrazek
"Na świecie nie ma nic piękniejszego od pobudzania ludzi do śmiechu."

Achard Marcel (1899-1974)

Awatar użytkownika

niespokojna66
Rajca
Rajca
Reakcje:
Posty: 1302
Rejestracja: 26 sie 2011, o 19:37
Podziękował : 142 razy
Otrzymał podziękowań: 59 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Tczew w literaturze

#6

Post autor: niespokojna66 » 24 lut 2014, o 16:54

W trakcie lektury natknęłam się na taką wzmiankę.

Alkohol w armii lał się strumieniami. Pewien oficer z Tczewa pod wpływem trunków dokonał samotnej szarży na Prusy Wschodnie (przez most), za co został przeniesiony do Pińska.

Sławomir Koper "Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej"
Naj­piękniej­szych chwil w życiu nie zap­la­nujesz. One przyjdą same../P.Bosmans/

ODPOWIEDZ