"Nigdy nie miałem w sobie nic z bohatera"


Autor Tematu
mzk
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 332
Rejestracja: 21 lut 2011, o 15:14
Lokalizacja: Tczew
Otrzymał podziękowań: 10 razy
Kontakt:

"Nigdy nie miałem w sobie nic z bohatera"

#1

Post autor: mzk » 26 lis 2014, o 00:10

Pan Stanisław urodził się w grodzie Sambora w 1928 r. Jako syn kolejarza wychował się na ul. Gdańskiej. Zawsze powtarzał, iż jego dzieciństwo było dostatnie i szczęśliwe. W szkole – jak sam wspominał – nigdy nie był orłem. Czas wolny, bardziej niż nad książkami, wolał spędzać na grze w piłkę z kolegami i na wycieczkach. Z rozrzewnieniem opowiadał o swojej podróży do powstającej Gdyni i swoim zachwycie nowoczesnym miastem.
Jego życie, tak jak bardzo wielu innych osób, drastycznie odmieniła wojenna zawierucha.
Rozpoczęte 1 września walki przerwały planowaną przez jego matkę (ojciec zmarł rok wcześniej) ucieczkę do Wilna, gdzie mieszkała ich rodzina. Wkrótce jednak i tak mieli opuścić gród Sambora. Decyzją hitlerowskich władz okupacyjnych Pan Stanisław wraz z matką został wysiedlony z Tczewa. Sam bardzo nie lubił o tym mówić. W pierwszych dniach listopada 1939 r. – jak wspominał – został wywieziony do Gniewu, skąd, po bardzo wielu perypetiach, znalazł się wraz z matką w Warszawie. W swoim nowym miejscu zamieszkania żyli na skraju ubóstwa. Pan Stanisław starał się podejmować różnych prac dorywczych, aby wspomóc próbującą utrzymać rodzinę matkę. Nie włącza się w działalność konspiracyjną. Pytany przeze mnie: „Dlaczego on, jako przedwojenny harcerz, tak jak wielu jego rówieśników, nie brał udziału w szeroko pojętej walce z Niemcami?” – odpowiadał, iż: „nie byłem do tego stworzony. Nigdy – jak sam mówił – nie miałem w sobie nic z bohatera. […] Nie chciałem żeby matka została sama”. Gdy wybucha Powstanie Warszawskie ukrywa się wraz matką, na której zdrowiu okres ten ogromnie się odbija. Wysiedleni przez Niemców z Warszawy doczekują wejścia wojsk sowieckich. Po kilu miesiącach, które były potrzebne na podreperowanie stanu zdrowia matka Pana Stanisława, postanawiają wrócić, w połowie 1945 r., do rodzinnego Tczewa. Jednak – jak wspominał – nie poznał on w lecie 1945 r. miasta swego dzieciństwa. Powtarzał przy tym, iż nie chodziło o gruzy budynków, ale o ludzi. Zdawkowo stwierdzał: „Nikt nikogo nie znał”. Wspominał, iż w mieście pojawiły się setki, tysiące nowych ludzi. Najbardziej jednak widoczne było to – jak twierdził – że nie poznawali się sąsiedzi sprzed wojny. Podobno długo była odczuwalna „zapora” pomiędzy wysiedlonymi, a tymi, którzy pozostali. Nie był to jednak jedyny problem Pana Stanisława. Ich dawne mieszkanie na ul. Gdańskiej zostało zasiedlone przez nową rodzinę. Dopiero dzięki interwencji jednego z przedwojennych działaczy społecznych, Michała Oprychała (współtowarzysza broni ojca Pana Stanisława z Powstania Wielkopolskiego), udało im się uzyskać jednopokojowe lokum na ul. Królewieckiej (obecnie Chopina).
Do powojennej rzeczywistości Pan Stanisław miał – jak sam to określał – „stosunek obojętny”. W rozmowie ze mną stwierdzał, iż chciał tylko żyć normalnie po latach wojennej zawieruchy, przyjmując wówczas, tak jak w swoim „warszawskim” okresie, zasadę „nie angażowania się”. Dopytywany przeze mnie o stosunek do obserwowanego przez niego terroru komunistycznego, łamania wszelkich norm prawnych i moralnych przez sowietów i funkcjonariuszy aparatu represji, odpowiadał: „Myślałem wtedy, że to mnie nie dotyczy. […] Nie będę się >>wychylał<<, to będę miał spokój”. Niedaleka przyszłość jednak pokazał, iż w dobie nowej rzeczywistości taktyka taka była skazana na porażkę.
Wchodząc w dorosłe życie Pan Stanisław złożył swój akces do PPR. Sam powtarzał, iż zrobił to tylko „dla siebie”, dla korzyści. Twierdził przy tym –co potwierdzają zachowane archiwalia – że nie należał do aktywnych członków partii. Pozwoliło mu to jednak na wyreklamowanie się od służby wojskowej, a także uzyskanie mieszkania i angażu w Technicznej Obsłudze Rolnictwa (późniejsze „Polmo”). Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych przeniósł się jednak do Pomorskiej Fabryki Gazomierzy. Decyzja ta miała okazać się kluczowa dla jego dalszych losów.
W 1951 r. Pan Stanisław został wezwany do biura zakładowego personalnika. Tam oczekiwał na niego mężczyzna w garniturze, który okazał się być funkcjonariuszem UB. Po krótkie rozmowie zażądał od Pana Stanisława, aby ten złożył obciążające zeznania na brygadzistę wydziału fabrycznego, na którym pracował (brygadzistę oskarżano o to, iż rzekomo przez swoje decyzje sabotuje wykonanie planów produkcyjnych. Ku zdziwieniu funkcjonariusza Pan Stanisław – wiedząc, iż zarzuty są nieprawdziwe – odmówił. Za swoją decyzję jednak musiał zapłacić. Po kilku tygodniach, za „brak czujności klasowej” został wykluczony z PZPR. Niedługo potem został dyscyplinarnie zwolniony pracy za rzekome powodowanie przestojów w pracy. Za to też został na krótko aresztowany. Wkrótce po tych wydarzeniach przeniósł się z rodziną do Gdańska”.
Gdy usłyszałem tę opowieść po raz pierwszy, zapytałem Pana Stanisława: „Dlaczego ktoś, kto nie chciał >>wychylać się<<, zdecydował się na coś takiego?”. Jego odpowiedź pamiętam do dzisiaj: „Jest taka granica ku…twa, co jej się nie przekracza”.

Zaprezentowana Państwu historia od ponad trzech lat kołacze się gdzieś z tyłu głowy. W ostatnią sobotę, dość przypadkowo, dowiedziałem się, że Pan Stanisław zmarł na początku listopada.

Awatar użytkownika

tomek15
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 329
Rejestracja: 7 lip 2011, o 18:08
Lokalizacja: Niemcy
Podziękował : 1 raz
Otrzymał podziękowań: 11 razy
Kontakt:

Re: "Nigdy nie miałem w sobie nic z bohatera"

#2

Post autor: tomek15 » 26 lis 2014, o 11:09

Czy bohaterami sa tylko ludzie z bronia w reku ktorzy walczyli przeciwko faszystom lub te osoby ktore zdecydowaly sie na dzialalnosc anty komunistyczna? Zyjemy w dziwnym okresie czasu ! Jeszcze nie tak dawno zrywano z scian nazwy ulic , zacierano slady powojennej "spuscizny" komunizmu i jej ideologii niszczac wszystko co po niej zostalo i co z soba ona przyniosla.
Nawet wiecej !
Zaczyna sie coraz czesciej mowic i rozpatrywac ofiary ,skutki oraz rozwazac ses Powstania Warszawskiego . Wynosi sie na piedestaly tak zwanych "Zolnierzy Wykletych" ktorzy nie zawsze dzialali etycznie i moralnie, mozna niekiedy powiedziec, ze okradali i zabijali rodakow za nie zwasze dobrowolnie przyjeta a wrecz sila nazucona ideologie.
Mysle a nawet uwazam , ze pan Stanislaw byl BOHATEREM !
Czy bohaterstwem nie bylo przezycie tego okresu? ... przetrwanie w tym calym ideologicznym i nie do konca niejasnym politycznie kraju jakim byla w tym czasie Polska? W Polsce toczyla sie nie tylko walka zbrojna ale i walka o przezycie i znalezienie sesu i celu swojego zycia. Odnalezienie sie w tak nie pewnym i zarazem "wrogim" srodowisku wymagalo z pewnoscia wielue poswiecenia.
Ogolnie wiadomo, ze wiele osob bylo czlonkami partji tylko dla tego aby ciagnac z tego ukladu kozysci materialne, mieszkaniowe czy tez uzyc wplywow partii jako odskoczni w zyciu zawodowym.

Stanislaw byl tak jak wszyscy z pokolen wojennego BOHATEREM zycia codziennego , bohaterem walki o przetrwanie i ustawienia sie jakos w zyciu. Dzieki wlasnie milionom takich bohaterow jak on Polska zostala odbudowana z zgliszczy wojennych i staje sie z roku na rok coraz piekniejsza.
Czy we wszystkim musi bac zawsze polityka i wojna oraz ofiarowanie zycia ?
Byie bohaterem jest sprawa codzienna , matka czy ojciec przynoszacy chleb do domu dla swoich dzieci jest tez bohaterem jednak w dzisiejszej dobie zapominamy o tycz normalnych i codziennych sprawach ktore staly sie czyms normalnym i codziennym.

Dzieki takim ludziom jak Stanislaw jestesmy takimi a nie innymi ludzmi .. . zaangazowanymi w dzialaniu i walce zycia codziennego.
Pokolenie Stanislawa to NASI prawdziwi bohaterowie .
:hi


Autor Tematu
mzk
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 332
Rejestracja: 21 lut 2011, o 15:14
Lokalizacja: Tczew
Otrzymał podziękowań: 10 razy
Kontakt:

Re: "Nigdy nie miałem w sobie nic z bohatera"

#3

Post autor: mzk » 26 lis 2014, o 16:53

Szanowni Państwo,

Chciałbym jednak bardzo uniknąć dyskusji, która opierałaby się na porównywaniu różnych postaw osób, które w naszym mniemaniu są lub nie "bohaterami" - nasz "bohater jest większy niż tamten bo...." itp. Obawiam się, iż weszlibyśmy wówczas w buty Pana Zychowicza, którego pracę osobiście bardzo krytycznie i jednoznacznie negatywnie oceniam jako bardzo szkodliwe dla dyskursu historycznego.
Te kilka zdań o Panu Stanisławie popełniłem aby wskazać swój głos w dyskusji, która od lat rozgrzewa naszą przestrzeń - kto jest "zdrajcą", a kto "bohaterem". Niestety biorący w niej udział coraz częściej schodzą na skrajne i coraz mniej merytoryczne stanowiska. Przez pokazanie losów Pana Stanisława chciałem pokazać, iż linia podziału, "My" i "Oni", nie zawsze jest wyraźna i jednoznaczna. Moim zdaniem, wbrew temu, co niektórzy głoszą, nie ma jednego modelu, choć jest wiele postaw skrajnych, które mogą nas zbliżać do takiego myślenia. Osobiście jestem bardzo negatywnie ustosunkowany do systemu komunistycznego. Uważam jednak, iż wszelkie uogólnienia szkodzą dyskusji, która przybliża nas do poznania naszych dziejów. Musimy wziąć pod uwagę, iż było bardzo wiele różnych postaw. Zawsze podaje jeden przykład.
Proszę Państwa,
Józef Ziomek był działaczem socjalistycznym, w niektórych kwestiach socjalno - społecznych bardziej skrajnym i radykalnym niż sami komuniści. W swoich wystąpieniach bardzo krytykował "przedwojenne porządki". Analizując jego wypowiedzi możemy sądzić, iż autentycznie był zwolennikiem przemian socjalno - gospodarczych (choć nie wszystkich) po 1944 r. Na pierwszy rzut oka wydaje się być człowiekiem "jednoznacznym". Jednak ten sam radykalny socjalista otwarcie atakował komunistów. Uznawał on, iż Polska powinna być "socjalistyczna", ale też: "niepodległa w swoich decyzjach". Proszę mi uwierzyć, iż publiczne głoszenie w 1945/1946 r. (w czasie kiedy ludzie "znikali" aresztowani przez sowietów i UB), że komuniści są wrogami niepodległej Polski wymagał niemałej odwagi. Choć nie zgadzam się z jego poglądami nt. przeszłości i przyszłości kraju, muszę przyznać, iż gdybym miał zrobić listę największych wrogów tczewskich komunistów w powiecie, niewątpliwie Józef Ziomek znalazłby się w pierwszej piątce.

Szanowny Panie Tomaszu,
Chociaż nie mogę powiedzieć, iż bardzo dobrze znałem Pana Stanisława, sądzę - po tych paru godzinach rozmów - że nie zgodziłby się on z Panem. Choć ostatni raz rozmawiałem z nim prawie trzy lata temu, to pamiętam jak podkreślał różnicę pomiędzy "przyzwoitością" a "bohaterstwem". "Przyzwoitość' to wartość, którą powinien odznaczać się każdy człowiek. "Bohaterstwo" to coś nadzwyczajnego, zarezerwowanego dla nielicznych. Śmiem sądzić, iż Pan Stanisław swój czyn postrzegał w ramach "przyzwoitości". Zdobędę tu się na osobistą refleksje. Myślę, że miał 100% rację. Jeżeli uznamy, iż odmowa świadczenia nieprawdy jest czymś wyjątkowym - to jak to świadczy o nas.

Awatar użytkownika

Opiekun forumJadzia
Moderator
Moderator
Pisarz Miejski
Pisarz Miejski
Reakcje:
Posty: 4007
Rejestracja: 30 sty 2011, o 20:23
Podziękował : 161 razy
Otrzymał podziękowań: 149 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: "Nigdy nie miałem w sobie nic z bohatera"

#4

Post autor: Opiekun forumJadzia » 26 lis 2014, o 20:36

mzk pisze:"Przyzwoitość' to wartość, którą powinien odznaczać się każdy człowiek. "Bohaterstwo" to coś nadzwyczajnego, zarezerwowanego dla nielicznych. Śmiem sądzić, iż Pan Stanisław swój czyn postrzegał w ramach "przyzwoitości". Zdobędę tu się na osobistą refleksje. Myślę, że miał 100% rację. Jeżeli uznamy, iż odmowa świadczenia nieprawdy jest czymś wyjątkowym - to jak to świadczy o nas.
Oczywiście, że przyzwoitość jest wartością, którą każdy z nas powinien się odznaczać i nie powinno w tym być nic szczególnego. Powinno to być normą. Jednak odmowa poświadczenia nieprawdy w "tamtym" czasie, jest wg mnie bohaterskim czynem. Dzisiaj łatwiej jest się zdobyć na taki gest, bo przecież co mi może grozić? Wyjątkiem mogą być sytuacje, w których takie zeznanie wymusza na kimś gangster, terrorysta itp. - takie czasy ;)
Może pan Stanisław, kiedy podejmował taką a nie inną decyzję, nie zdawał sobie sprawy z jej konsekwencji?

Awatar użytkownika

LukaszB
Burmistrz
Burmistrz
Reakcje:
Posty: 7027
Rejestracja: 21 sty 2011, o 17:54
Lokalizacja: Tczew
Podziękował : 138 razy
Otrzymał podziękowań: 160 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: "Nigdy nie miałem w sobie nic z bohatera"

#5

Post autor: LukaszB » 26 lis 2014, o 22:45

Bohaterstwo i przyzwoitość to nie to samo, ale w czasach ekstremalnych ta granica nie jest już taka wyraźna. Osoba, która nie wydała rodziny ukrywającej Żydów zachowała się przyzwoicie, ale jeżeli nie zrobiła tego po przesłuchaniu Gestapo to była bohaterem.
"Nasze czyny mogą jednakowoż przetrwać długo, o ile otrzymają potwierdzenie poprzez słowa świadków lub uratują pamięć dzięki spisaniu" Sambor II

Awatar użytkownika

tomek15
Budnik
Budnik
Reakcje:
Posty: 329
Rejestracja: 7 lip 2011, o 18:08
Lokalizacja: Niemcy
Podziękował : 1 raz
Otrzymał podziękowań: 11 razy
Kontakt:

Re: "Nigdy nie miałem w sobie nic z bohatera"

#6

Post autor: tomek15 » 27 lis 2014, o 02:13

Osobiscie jestem zdania , ze slowo bohater moze miec wiele znaczen oraz moze byc zwiazane z jakas kakretna sytuacja ktora wynikla w wyniku jakiejs sytuacji ... np. zyciowej.
Zastanawiam sie dlaczego bohaterstwo jest zarezerwowane dla nielicznych?
Jak wobec tego zdefiniowac bohatera?
Czy bedzie to np. :
Likwidator AK lub innej oganizacji podziemnej ktory zabijal na polecenie swoich przelozonych kolaborantow i zbrodniarzy wojennych ? W odwecie za ktorych zabicie Niemcy mordowali dziesiatki osob w bezwglednym i bezlitosnym odwecie?
...a mze to jest definicja?
Przez wiele lat i nawet do dzisiaj pisze sie na tablicach pamiatkowych stwierdzenia takie jak np. " zginol/zgineli smiercia bohatera" tu odrazu przyklad w ktorym przewijaja sie takie zwroty to odnosniki do smierci i egzekucji np. w lesie Szpegawskim czy na "swinskim rynku". O jakiej bohaterskiej smierci i ofiarnosci tu mowimy? Ci ludzie nie mieli zadnego wyboru, zabrano ich z domow, szpitali po czym postawiono ich pod sciane i egzekutowano. Czy to jest bohaterstwo? To sa przymusowo wyrwane z swego srodowiska ofiary zbrodni !

Nie pisalem wczesniej o bohaterskim czynie Stanislawa jako przeciwstawieniu sie UB-kowi !
Mialem tu raczej na mysli jego motto zyciowe "nie wychylaj sie" ... o tym, ze przypadlo mu zyc w czasach oraz przezywac chwile o ktorych my nie mamy pojecia a juz wogole nie jest nam dane ich sadzic. Determinacja i sila woli byla zdecydowanie wielka i potrzebna do przetrwania powstajacych zmian w kraju ktory nie rodzil sie nie odradzal wedlug zasad wybranych przez obywateli naszego kraju. Jak to sie czesto pisze przed wojna byly czasy snacyjne w ktorych ludziom dobrze sie nie zylo, w czasie wojny gnebili Polakow Niemcy a po wojnie sowieci. Pamietajmy o tym, ze te zmiany zachodzily zaledwie na przestrzeni ok.7 lat , to byl niewatpliwie czas kiedy doszlo do wielu dramatycznych i niechcianych zmian.
Nie trzeba sie dziwic, ze mieszkancy miast nie mieli zaufania do siebie w tym okresie za kazdym rogiem stal szpicel.

W tym czasie walczono nie z bronia w reku ale o przezycie w wrogich ustrojach i niesprzyjajacych okolicznosciach do zycia a mimo to pokolenie to potrafi zyc do dzisiaj z honorem i duma!
W czasie kiedy asocjalne i patologiczne rodziny wykozystuja system spoleczny oraz dobro Panstwa pokolenie Stanislawa jest nie zadko zbyt dumne aby pojsc do organizacji solecznych jak np. MOPSU aby poprosic o wsparcie i pomoc.
Wiele pozniejszych pokolen wychodzi z zalozenia, ze im sie cos nalezy i wyciagaja po to cos reke.
Kiedy ludzie ktozy odbudowali Polske i stwozyli ja nam taka jaka jest , zaszczepili w nas ziarno patriotyzmu i poszanowania dla wlasnego kraju oraz pokazali nam jak zyc zasluguja sobie na okreslenie, ze sa naszymi bohaterami.
Tak samo mysle, ze samotnie wychowujaca matka ciagnaca od pierwszego do ostatniego kazdego miesiaca ktora ma na utrzymaniu 2-3 czy 4 dzieci i staje na "rzesach" aby dac dzieciom cos jesc jest dla swoich dzieci bohaterem w walce o przezycie.

Slowo bohater nie jest dla nikogo zarezerwowane ani nie jest uprzywilejowaniem czy odznaczeniem ktore przypina sie jak medal ! Slowo bohater nie jest niczym innym jak okresleniem dla dokonanego czynu czy sprawy.

Sama Wikipedia definjuje to slowo:
"Bohater – osoba, która odznaczyła się niezwykłymi czynami, męstwem i ofiarnością dla innych ludzi."

Oczywiscie definicja jest duzo duzo obszerniejsza jednak mysle, ze odrazu pierwsze zdanie z Wikipedii jakie podaje w przykladzie definjuje slowo bohater najlepiej.
Nie znalazlem zandnej wzmianki w internecie czy dostepnej mi w domu publikacji o rezerwacji tego slowa dla jakiej grupy spolecznej czy okreslonego czynu.
:hi :hi

ODPOWIEDZ